Był Rok Pański 1410. Pod Malbork nadciągnęły zbrojne hufce Jagiełły i przystąpiły do oblężenia tego potężnego zamczyska. Krzyżaki dzielny opór stawiali, lejąc wrzątek i zasypując naszych dzielnych wojów strzałami z kusz. Wkurzony oporem Jagiełło ,wezwał na pomoc lotnictwo.
Nadleciały szturmowce i zrobiły bum bum i odleciały. Po tym spod gruzów wygrzebało się dwóch rycerzy zakonnych potłuczonych bardzo. I jeden mówi do drugiego – no to po Malborku! I poczęstował go papieroskiem Malboro.
Hi, hi, ha, ha! To oczywiście żart, tyle że można powiedzieć – historyczny. Ale w roku 1960 żartów nie było, gdy w kinie „Krzyżaków” obejrzałem, bo ogarnęła nas histeria historyczna i to zbiorcza. Zbrojni w drewniane miecze tłukliśmy krzyżaków ile wlezie. I aż dziw, że nikt trupem nie padł, wszak zbroje to my mieliśmy tekturowe. A gdy drewniane miecze poszły w drzazgi, to za pepesze (tekturowo - patykowe) chwyciliśmy i ruszyliśmy na bunkry gdzie znowu Niemca praliśmy.
Walki zakończyły się z chwilą wejścia w posiadanie rowerów, bośmy się przerzucili na rozgrywanie Wyścigu Pokoju (raz byłem Królakiem). No, a potem jakoś tak się porobiło, że z tego wyrosłem.
Latka leciały i dzisiaj żal mnie ściska. Bo tera to bym mógł se poszaleć. Zbroje, miecze prawdziwe, a i krzyżaków do prania w bród. A jak w przeszywanicy i kolczudze ci przyciężkawo, to lance, szable w dłoń i... bolszewika goń, goń. Z braku bolszewika można pogonić Germańca, konno pod Krojantami na ten przykład, albo na piechotę pod Mławą. Można też pod Racławicami Moskala kosą sprać albo z harmaty razić go pod Olszynką Grochowską. A przecie jeszcze na Wolin można hycnąć, co by z Wikingami się spróbować. Spadochroniarzem można też być i walczyć pod Arnhem i nie musisz jechać do Holandii. Wystarczy do Poznania skoczyć i tam nad Wartą, co Ren udaje, Niemca prać wraz z aliantami.
A gdy masz dosyć wojaczki, to możesz fajkę pokoju z Apaczami wypalić i nie musisz do Ameryki lecieć, bo Indian i bladych twarzy jest ci u nas dostatek. Taki jeden młodzian, co go znam z osiedla, pan Józef (lat 36) to bardzo za tymi inscenizacjami obstaje. Osobiście w nich udział bierze i twierdzi, że to znakomite lekcje historii na dodatek ściągające tłumy turystów.
Ja zrozumienie dla niego mam, było nie było niemały grosz i w mundur wermachtowca i w szmajsera wpakował. No tyle, że z tą historią to bym był ostrożny. Bo jak Ruskie nasz bunkier jeszcze dwa razy szturmem wezmą, to ludziska gotowe faktycznie uwierzyć, że w 1945 był on zdobywany. A to jak wiadomo do historii to się nijak nie ma. Ale jak by tak przymrużyć oko... to możliwości wielkie u nas są, a perspektywy mamy jeszcze większe.
Na ten przykład ze statku „Bayern” można zrobić krążownika „HOODA”, z „Jadwigi” „BISMARCKA”, a z taksówki wodnej „PIORUNA”. Koszt niewielki, trochę dykty, tektury na wieże i nadbudówki, a lufy z rynien zrobić można. Ale to nie wszystko... Nasze jezioro robić będzie za morze... i bitwa morska będzie jak się patrzy... A widzów będzie że ho! ho! A może i więcej.
Dla rycerzy też coś się znajdzie. Przecie nasze wieże i ta wodociągowa i Bismarcka, od biedy za zamki krzyżackie uchodzić mogą. A nasi wojowie jeszcze raz wycisk odwiecznym wrogom dać by mogli. I w tą rycerską inscenizację ja bym osobiście wszedł. Bo mam ci ja worek jutowy, no to wytnę otwory na głowę i ręce, wzuje go na się, a sznurem się przypaszę. A po bitwie zgodnie z prawdą historyczną, jako ludność miejscowa, obdzierać będę rycerzy powalonych na polu z ich zbroi i dobytku wszelakiego, i tym sposobem na swoje wyjdę. A jak insze się o tym zwiedzą, to tłumnie w workach się do bitew wszelakich stawią. Byle tylko nie zabrakło walecznych i bitnych rycerzy.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Ja bym radzil taka bitwe przegrac.
Ja bym radzil taka bitwe przegrac.