A wystarczyło kilkadziesiąt lat temu czytać ze zrozumieniem! Jak to co? Ano strofy o zdrowiu szlachetnym, co to je mistrz Jan Kochanowski napisał. Czytać to i owszem się czytało, ale wiadomo - kto by to do głowy brał? Wszak młody wie swoje i jak mawiał redaktor Broniarek - młodość przeważnie jest chmurna i durna. I rację miał. Bo latka leciały i nagle coś w krzyżu zaczęło strzykać, ale kto by to do głowy brał, wiadomo - samo przyszło, samo wyjdzie. No i wyszło. Niestety po jakimś czasie nie dość, że strzykło, to mnie wygło i to mocno i nie dość, że bolało, i to bardzo, to wyjść samo nie chciało. Ani do roboty, ani do baby, jak mawiał cieć Popiołek ze znanego serialu, a że jemu na tą dolegliwość pomógł doktor, to i ja do niego ruszyłem. Zbadał i zastrzyki były, tabletki były, zabiegi też - no i pomogło na tyle, że dowlokłem się ze skierowaniem do specjalisty. Zbadał, wynik rezonansu łobejrzał i powiedział, że ciężko na stan swego kręgosłupa przez całe dotychczasowe życie pracowałem. Zalecił ćwiczenia gimnastyczne i łoszczędny tryb życia i radził pokochać magnez i ból. Wypisał wniosek o sanatorium, bo jak twierdził, tam mnie na nogi postawią. Magnez łykałem, ćwiczyłem i nijak nie mogąc pokochać bólu na odpowiedź z NFZ, czekałem.
Ból nie ustępował, zużycie tabletek przeciwbólowych wzrastało, odpowiedź nie nadchodziła, a ja, że tak powiem, bykiem na służbę zdrowia spoglądałem. No i wreszcie nadeszła wiekopomna chwila - otrzymałem pismo z NFZ, że za miesiąc mam się stawić w sanatorium. A że to miał być mój pierwszy raz, to i nie dziwota, że ciśnienie mnie skoczyło. Spakowałem niezbędne rzeczy, o dresach, klapkach i kąpielówkach pamiętając, garść tabletek, co by podróż zdzierżyć łykłem, ’ahoj przygodo’ zawołałem i ruszyłem. Po przybyciu na miejsce łoniemiałem i ten stan mnie nie opuszczał do końca pobytu. Bo po pierwsze primo za miesięczny pobyt z wyżywieniem i zabiegami zapłaciłem śmieszny pieniądz, bo jedyne 600 zł z malutkim haczykiem (a gadają, że u nas drogo). Po drugie primo, pokój w który zamieszkałem nie dość, że miał łazienkę, to jeszcze i lodówkę, i telewizor, i biureczko, że o wygodnym tapczanie to ja już nawet nie wspomnę. Po trzecie primo, ilość zabiegów, jakie przepisał mnie lekarz, była powalająca na kolana - bo było ich 96 i czego tam nie było! Lasery, kąpiele ozonowe, perełkowe, hydromasaże, masaż klasyczny, ćwiczenia w basenie solankowym, gimnastyka indywidualna, krioterapia, że o inhalacjach to ja już nawet nie wspomnę i to dzień w dzień (a gadajom, że na pacjencie się oszczędza).
Po czwarte primo - wyżywienie. No, jak by człek nie kombinował, nie było się czego czepić, bo żarełko było smakowite i obfite. Po kilku dniach ból na tyle mi pofolgował, że przestałem łykać tabletki. Zauważyłem też, że u wielu kuracjuszy wystąpiła wyraźna poprawa stanu zdrowotności. Odstawili bowiem kule, przy pomocy których się poruszali, i wieczorową porą z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem ćwiczeniom gimnastycznym się oddawali na dancingach w okolicznych salach gimnastycznych, nie wiadomo czemu zwanych kawiarniami. Z żalem stwierdzić muszę, że ja się wyłamałem i nie z braku chęci, ino z braku odpowiedniego sprzętu - garnituru znaczy się.
Po piąte primo - czas wolny. Na nudę czasu nie było, koncerty, zorganizowane wycieczki piesze z kijkami i bez, i autokarowe też były, i to i bliższe i dalsze, na ten przykład do Berlina. No tyle, że żeby z tych wszystkich dobrodziejstw skorzystać, to trzeba zdrowie mieć (i to końskie). Dlatego o zdrowie zadbać muszę i to od dzisiaj. Bo gdyby tak za dwa lata NFZ w swej niezmierzonej dobroci wysłać mnie na kurację znowu by zechciał, to gotowy zdrowotnie być muszę, a o garniturze tym razem nie zapomnę.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze