Reklama

Maciej Gaca: Kuracja

07/03/2013 10:46

A wystarczyło kilkadziesiąt lat temu czytać ze zrozumieniem! Jak to co? Ano strofy o zdrowiu szlachetnym, co to je mistrz Jan Kochanowski napisał. Czytać to i owszem się czytało, ale wiadomo - kto by to do głowy brał? Wszak młody wie swoje i jak mawiał redaktor Broniarek - młodość przeważnie jest chmurna i durna. I rację miał. Bo latka leciały i nagle coś w krzyżu zaczęło strzykać, ale kto by to do głowy brał, wiadomo - samo przyszło, samo wyjdzie. No i wyszło. Niestety po jakimś czasie nie dość, że strzykło, to mnie wygło i to mocno i nie dość, że bolało, i to bardzo, to wyjść samo nie chciało. Ani do roboty, ani do baby, jak mawiał cieć Popiołek ze znanego serialu, a że jemu na tą dolegliwość pomógł doktor, to i ja do niego ruszyłem. Zbadał i zastrzyki były, tabletki były, zabiegi też - no i pomogło na tyle, że dowlokłem się ze skierowaniem do specjalisty. Zbadał, wynik rezonansu łobejrzał i powiedział, że ciężko na stan swego kręgosłupa przez całe dotychczasowe życie pracowałem. Zalecił ćwiczenia gimnastyczne i łoszczędny tryb życia i radził pokochać magnez i ból. Wypisał wniosek o sanatorium, bo jak twierdził, tam mnie na nogi postawią. Magnez łykałem, ćwiczyłem i nijak nie mogąc pokochać bólu na odpowiedź z NFZ, czekałem.
kk.jpgBól nie ustępował, zużycie tabletek przeciwbólowych wzrastało, odpowiedź nie nadchodziła, a ja, że tak powiem, bykiem na służbę zdrowia spoglądałem. No i wreszcie nadeszła wiekopomna chwila - otrzymałem pismo z NFZ, że za miesiąc mam się stawić w sanatorium. A że to miał być mój pierwszy raz, to i nie dziwota, że ciśnienie mnie skoczyło. Spakowałem niezbędne rzeczy, o dresach, klapkach i kąpielówkach pamiętając, garść tabletek, co by podróż zdzierżyć łykłem, ’ahoj przygodo’ zawołałem i ruszyłem. Po przybyciu na miejsce łoniemiałem i ten stan mnie nie opuszczał do końca pobytu. Bo po pierwsze primo za miesięczny pobyt z wyżywieniem i zabiegami zapłaciłem śmieszny pieniądz, bo jedyne 600 zł z malutkim haczykiem (a gadają, że u nas drogo). Po drugie primo, pokój w który zamieszkałem nie dość, że miał łazienkę, to jeszcze i lodówkę, i telewizor, i biureczko, że o wygodnym tapczanie to ja już nawet nie wspomnę. Po trzecie primo, ilość zabiegów, jakie przepisał mnie lekarz, była powalająca na kolana - bo było ich 96 i czego tam nie było! Lasery, kąpiele ozonowe, perełkowe, hydromasaże, masaż klasyczny, ćwiczenia w basenie solankowym, gimnastyka indywidualna, krioterapia, że o inhalacjach to ja już nawet nie wspomnę i to dzień w dzień (a gadajom, że na pacjencie się oszczędza).
Po czwarte primo - wyżywienie. No, jak by człek nie kombinował, nie było się czego czepić, bo żarełko było smakowite i obfite. Po kilku dniach ból na tyle mi pofolgował, że przestałem łykać tabletki. Zauważyłem też, że u wielu kuracjuszy wystąpiła wyraźna poprawa stanu zdrowotności. Odstawili bowiem kule, przy pomocy których się poruszali, i wieczorową porą z pełnym zaangażowaniem i poświęceniem ćwiczeniom gimnastycznym się oddawali na dancingach w okolicznych salach gimnastycznych, nie wiadomo czemu zwanych kawiarniami. Z żalem stwierdzić muszę, że ja się wyłamałem i nie z braku chęci, ino z braku odpowiedniego sprzętu - garnituru znaczy się.
Po piąte primo - czas wolny. Na nudę czasu nie było, koncerty, zorganizowane wycieczki piesze z kijkami i bez, i autokarowe też były, i to i bliższe i dalsze, na ten przykład do Berlina. No tyle, że żeby z tych wszystkich dobrodziejstw skorzystać, to trzeba zdrowie mieć (i to końskie). Dlatego o zdrowie zadbać muszę i to od dzisiaj. Bo gdyby tak za dwa lata NFZ w swej niezmierzonej dobroci wysłać mnie na kurację znowu by zechciał, to gotowy zdrowotnie być muszę, a o garniturze tym razem nie zapomnę.

 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama