Reklama

Maciej Gaca: Kijki i szkło

14/02/2013 09:17

A nie tak dawno temu w chałupach swoich siedzieli pozamykani, i biadolili, i zamartwiali się na wiele sposobów. Ot, chociażby chorobami się zamartwiali, wysokością swych dochodów, tym, że lat im przybywa i cały czas główkowali, jak by tu swoim dorosłym już dzieciom, a i wnukom nieba przychylić. A o sobie nie myśleli wcale, bo uważali, że życie mają już za sobą.
Tak było, ale trza powiedzieć, że całkiem się odmieniło. No bo oni, znaczy się seniorzy, wzięli się w garść i jak ich znam, to nie popuszczą. Ino patrzeć, jak wzniosą chóralny śpiew - Ole, ole, ole my nigdy nie poddamy się. I ruszą. Ba! Oni już ruszyli. Bo wiadomo, ruch to zdrowie. Na uniwersytet trzeciego wieku tłumnie ruszyli. Gdzie jeszcze są? A gdzie ich nie ma! Na basenie są, na przyrządach siłowni na wolnym powietrzu dzielnie ćwiczą. Na rowerach letnią porą wkoło jeziora śmigają, pojedynczo i grupkami z kijkami w dłoniach dzielnie ścieżką rowerową nad jeziorem maszerują.
No nic ino podziwiać, zwłaszcza jedną z pań, która od lat kilku regularnie, bo codziennie, przemierza trasę od „kołków” do Trzesieki i na odwyrtkę. Niby trasa niewielka, ale - no właśnie, to jak ta trasa jest przez nią przemierzana wzbudza podziw i to nie tylko mój. Bo nie dość, że maszeruje krokiem energicznym i sprężystym w tempie, którego niejeden młody by jej mógł pozazdrościć, to czyni coś, czego żadna instrukcja nording walking nie przewiduje. Bo nagle marsz przerywa i zaczyna bieg równym truchtem, rytmicznie i z dużym wdziękiem przebierając przy tym kijkami. Co ja mówię, ona po prostu płynie po tej ścieżce i nagle znika, gdyż skręca w jedną z licznych dzikich ścieżek. Krąży wśród drzew i ponownie się pojawia na ścieżce, znowu maszeruje, po chwili biegnie, znowu skręca, znika i znowu się pojawia. No, powiem krótko, no nikt tak po ścieżce nie maszeruje. Ot, zagadka. No nie dawało mi to spokoju i gdy ją spotkałem kilka dni temu, przepraszając, że w marszu przeszkadzam i za swą ciekawość, o wyjaśnienie tej swoistej techniki marszu poprosiłem.
No i nie uwierzycie, czego się dowiedziałem. Otóż ta pani i owszem jest miłośniczką tej dyscypliny sportu jaka od Skandynawów do nas przybyła i maszeruje dla zdrowia. Ale jak się łokazało, jest ona również miłośniczką naszego parku. No i zdzierżyć nie mogła widoku porozrzucanych butelek po napojach wyskokowych, a i schładzających, że o inszych opakowaniach już nie wspomnę. No i w trakcie codziennego marszu zbierała toto i w większe kupki przy ścieżce składała, co by służbom miejskim sprzątanie parku ułatwić. Tym samym wyjaśniło się, dlaczego ta miłośniczka kijków i naszego parku biega i skręca w dzikie ścieżki. Bo dłuższa trasa to samo zdrowie, a i większą ilość szkła i plastyku można na kupkie zebrać.
No, jak ja to usłyszałem to poczułem jak rumieniec wstydu wypełza mnie na moją twarz. I nie dlatego, że w parku śmiecę, bo nie śmiecę i przysiąc na tą okoliczność się mogę. Zawstydziłem się z tej przyczyny, że latem tamtego roku pochwaliłem miejscowych amatorów i wielbicieli spożywania trunków na świeżym powietrzu. Nie chwaliłem ich za spożywanie - bynajmniej. Pochwaliłem ich, że kulturę osobistą mają i butelki na kupki składają. A tu się rypło niestety zresztom. Bo oni skurczybyki po staremu flaszki ciepią byle gdzie, a w kupki to składa po nich ona, bo i maszerować lubi i nasz park lubi też.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama