No, kto pamięta takie coś: miało dwa kółka, i nazywało się WFM! Bo ja pamiętam. Ba! ja byłem jej, znaczy się WFM-ki posiadaczem. Cóż to była za wspaniała maszyna. W obsłudze prosta jak budowa cepa, szybka jak błyskawica (z górki to i setkę wyciągała) i co ważne, mało benzyny, a ściśle mówiąc, mieszanki (bo była dwusuwem) zżerała. Jako świeżo upieczony kierowca, jeździłem gdzie się dało. Z braku pomysłu na dłuższą trasę, wybierałem się w podróże krótkie. Schodziłem do garażu, otwierałem wrota, chwilę podziwiałem ten cud motocykl, odpalałem i po przejechaniu jakiś dwustu metrów gasiłem silnik. W kiosku „Ruchu” kupowałem paczkę papierosów marki „Sport” i znowu maszynę odpalałem i ruszałem w drogę powrotną. A co, a jak? Stać mnie było, bo benzyna w stacjach CPN (Centrali Paliw Naftowych – przyp. redakcji) tania była, jak przysłowiowy barszcz. A w okolicznych wsiach to jeszcze tańsza, bowiem działał tam „rurociąg przyjaźni”, znaczy się, że od ruskich sołdatów za psi grosz szło i beczkę paliwa - pakupić. Nie dziwota zatem, że żaden kierowca nie martwił się, ile jego pojazd pali (a paliły!). Martwili się tylko ci, co chcieli też pojeździć, a nie mieli... Bo w ten czas niełatwo było jakikolwiek pojazd kupić. Krótko mówiąc było nieźle, a niektórym całkiem dobrze.
Czas płynął i z czasem to się porobiło! Samochodów zaczęło przybywać, a benzyny nie dość, że ubywało to na dodatek drożała. Kto auto miał, przed zagadnieniem stał. Co robić, żeby mało wydać, a daleko zajechać? A że Polak potrafi, to szybko pojawiła się rodzima myśl techniczna, „prywaciarska” zresztą. Była na ten przykład turbinka Kowalskiego, oszczędności w zużyciu benzyny miały być duże, ale się nie przyjęła. Furorę zrobił za to inszy wynalazek – taki kawałek (20 cm) rury chromowanej przykręcany do końcówki rury wydechowej trzema śrubami i, jak zapewniał producent, zastosowanie dawało 25% oszczędności na paliwie. Tu dodam, że paliwo było na kartki (czyli reglamentowane – przyp. redakcji), a Ruskie fochy już robili, to kto mógł to tą rurę se przykręcał. Oszczędniej nie było, ale auto rasowego wyglądu nabierało. Tych technicznych udogodnień stworzono jeszcze kilka i faktycznie miały wpływ na „zmniejszenie”..., ale nie zużycia paliwa, ino kasy w portfelach ubywania – tych, co te cuda techniki zakupywali.
No, a czas płynął nadal... I nagle nastał u nas kapitalizm. Z dnia na dzień zniknęły kartki na benzynę i talony na samochody. I choć trudno było w to uwierzyć, bo graniczyło to z cudem bez kłopotów i kolejki można było kupić samochód. Polonezy, fiaty i maluchy czekały na klientów.
A kupujący wybredny się zrobił, bo mógł już bez bonów i dolarów zagraniczny pojazd se kupić.
Z benzyną też skończyły się kłopoty. Stacje benzynowe wyrastały jak grzyby po deszczu. Niestety były też minusy, jak to w kapitalizmie. Popyt i podaż i na odwyrtkę - mówiąc krótko benzyna zaczęła niestety drożeć. (A Ruskie wyjechali, więc ta tańsza „z przyjaznej rury” skończyła się bezpowrotnie). No i znowu trza było w głowę zachodzić, co robić, żeby mało wydać i daleko zajechać? No, ale spokojnie, ale bez paniki! Przecie to proste rzeczy są!
Z sąsiadem o zużyciu paliwa rozprawiając, można zużycie swojego pojazdu zaniżyć. Jego zazdrość żreć będzie, a my lepiej się poczujemy. Można też na ten przykład rowerem wszystkie stacje benzynowe objechać, ceny sprawdzić i kupić paliwo tam gdzie najtaniej. Przy zakupie 20 litrów to można nawet 80 groszy mieć do przodu. Można też zastosować metodę brata Lecha. On cen benzyny do głowy nie bierze, on zawsze tylko za 50 złotych tankuje. Można też auto na rower zamienić, a dopłatę do kieszeni schować. A jeśli jeszcze co miesiąc to, co wydawaliśmy na benzynę odłożymy, to w zamożność na bank popadniemy. Można też auto zostawić w garażu i ruszyć z buta. Zaoszczędzimy kupę kasy i choć daleko nie zajedziemy, to zajść możemy jeszcze dalej, a i zdrowsi będziemy. Morze możliwości, no morze...
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze