Reklama

Maciej Gaca: Dewastator

25/04/2013 12:34

Od zawsze słowa majster, service, wywołują u mnie dreszcze. Bo taki fachman, wie tego czego nie wiem ja i jeszcze bierze za to kasę, najczęściej niemałą. Dlatego pierwej zawsze starałem radzić sobie sam. Było nie było prace ręczne w szkole przecie miałem. Na ten przykład – trzydzieści parę lat temu samodzielnie wyregulowałem pracę zaworów (to takie dynksy w silniku) w swoim fiacie 126p (pieszczotliwie wtenczas maluchem zwanym). Niestety, bestia po tym zabiegu ruszyć nie chciała. Wezwany na pomoc fachowiec autko i owszem uruchomił, ale skasował jak za zboże i dobrą radę na odchodne mnie dał - żebym tego idioty, co mnie regulacje odskutecznił, więcej do auta nie dopuszczał. 

Ale mnie kusiło i reperowałem dalej. I tak, skasowałem odkurzacz, urwałem kilka śrub, unieruchomiłem automatyczną pralkę (na zawsze), nie licząc niezliczonej ilości bezpieczników wysadzanych w trakcie tych reperacji. Mój szacun do fachowców wzrósł, wszak kasę własną w końcu liczyć umiem. Funkcję domowego reperownika ograniczyłem do pucowania, glancowania i to na wysoki błysk. Długo żem sądził, że to zajęcie bezpieczne... Na ten przykład jakiś czas temu ekran laptopa czyściłem. No tyle, że nagle coś chrupnęło i na ekranie cudnej urody tęcza się pojawiła, skutecznie zasłaniając tekst, któren pracowicie dwoma palcami wystukiwałem cały wieczór. Fachowiec zalecił wymianę ekranu i podał cenę. Ciepnęło mnie na kolana, bo kasy to ja nie miałem, niestety zresztom. Uratował mnie Jasiu syn mego szwagra Mietka. Przytaszczył monitor i klawiaturę, których w użyciu od dawna już nie miał i połączył to przemyślnymi i różnistymi kabelkami z mym laptopem w jedno działające ustrojstwo. Dziękowałem mu bardzo, a gdy mnie skasować nie chciał, to jeszcze bardziej. Że jest geniuszem go zapewniłem i łobiecałem z pucowaniem nie przesadzać. Ale gdy na klawiaturze kurz ujrzałem to mnie znowu podkusiło. 

Reklama

Chwyciłem pędzel o włosiu miękkim, klawisze pucuje... i tekst fiknął koziołka. Pełne zaskoczenie...obraz do góry nogami. Ja spokojnie za telefon i do Jasia... Ale Jasiu niestety wyjechał! No to ja za pędzel i po klawiszach wte i wewte i na odwyrtkę. Bowiem wiarę, żem miał, że szkodę tak uczynioną odczynię. Nie pomogło! Co robić? Dźwignąłem monitor i postawiłem do góry nogami. Pomogło! Ergo, że się tak wyrażę, niezły ze mnie fachman. 

No tyle, że kto mnie nie odwiedził i to zobaczył, to rżał niczym koń do owsa. Tym razem uratował mnie i przed kompletną kompromitacją uchronił syn siostry mej ślubnej – młodzian o imieniu Mateusz. Przyszedł, nie chciał kawy, herbaty ani kasiorki. Wdusił dwa klawisze z lewej strony, puknął dwa razy w klawisz z prawej strony i... obraz fiknął kozła, i mogłem obrócić monitor. Geniusz... jęknąłem i spuszczając oczy, do kolejnej sromoty technicznej się mu przyznałem. 

Reklama

Bo chciałem coś na drukarce wydrukować, papier źle włożyłem , no i pociągnęło, zazgrzytało i stanęło. Papier wyciągnąłem, trochę jednak zostało no i cholerstwo nie działa. Mateusz spojrzał, włączył, wyłączył, ze zrozumieniem mnie wysłuchał, (zdemolowany ekran laptopa też obejrzał) i powiedział: Niech pan więcej nie naprawia...boś pan DEWASTATOR. I szykuj pan kasę, bo drukarkę trzeba dać do serwisu. Widząc me załamanie, dodał że spoko, że rozpyta koleżków, a któryś na pewno potrafi, więc podeśle. No i czekam. Komputer to jednak nie karmik dla ptaszków, któren umiem zrobić. Ech miało się w końcu z prac ręcznych piątkę.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama