Reklama

Maciej Gaca: A mi Maciusia żal

04/04/2013 11:20

Na naszym deptaku występują regularnie. Spotkać ich też można przy kasach w naszych marketach. Zdarza się, że pukają do naszych drzwi. Są wszędzie i to bez względu na porę roku. Swe obowiązki wypełniają z pełnym zaangażowaniem, poświęceniem i z dużą znajomością psychologii. 

Opanowali wszystkie ciągi poziome, czyli piesze i ta grupa występuje w klasie standard. Bo jest jeszcze taka, którą zaliczyć trzeba do klasy lux, a nawet de lux. Ale oni nie zniżają się do poziomu chodnika, bo oni ogłaszają się w prasie, a i w telewizorni też są obecni. A działają absolutnie i całkowicie legalnie i są w posiadaniu wszelakich zezwoleń, zaświadczeń, identyfikatorów dyndających na smyczach, a wszystko to jest opatrzone stosownymi pieczęciami i podpisami. 

Reklama

To dzięki nim możemy poczuć się dobrze, a nawet jeszcze lepiej. A co ważne, nie wymagają od nas żadnego specjalnego ani zaangażowania, ani wysiłku. Ot, wystarczy co byśmy jakikolwiek grosz wrzucili do puszki (opieczętowanej) albo zasilili wskazane przez nich konto. A oni całą resztę biorą na siebie. Bo oni wiedzą, komu pomoc jest najbardziej potrzebna. A my, po rozstaniu się z osobistym pieniądzem, dzięki nim mamy świadomość, że serca mamy wielkie i dobre. Tak jak król Maciuś I, nad którego niedolą w dzieciństwie niejedną łzę uroniłem, bo serce Maciuś miał wielkie, ale z rozumkiem było niestety gorzej. Ale kto z nas nie kochał Maciusia, to i nie dziwota, że na fundację Maciuś (legalną i w wydaniu lux) ludzie dobrego serca grosza nie szczędzili. Bo już tak mamy, że potrzebujących wspieramy, co chwalebnym uczynkiem jest. No tyle, że ten nowy Maciuś to serce miał w zaniku, a szarych komórek w nadmiarze i wykiwał tych, co serca mieli duże i datków na dożywianie dzieci nie szczędzili. No i bądź tu mądry i wiersze pisz – jak mawiał poeta, bo komu dać, żeby datek trafił pod właściwy adres, a nie do cwaniaków, co na dodatek dobre imię Maciusia sponiewierali. 

A może rację ma mieszkaniec naszego miasta, pan Lechosław, który nagabywany w sprawie datku przez osobnika z puszką i identyfikatorem stanął, złożył ręce w modlitewnym geście i półgłosem powiedział – „nie jestem godzien”. Coś w tym musiało być, bo nagabujący odskoczył od niego jak oparzony.

Reklama

A może rację ma Franek, co zawsze wesprze niewielkim datkiem spragnionych osobników z czerwonym nosem, bo wie jak to jest jak człowieka suszy, bo i jego zanim nie przestał chlać, też suszyło i to nie raz.

A może racja jest po stronie Andrzeja z Bydgoszczy, do którego drzwi zastukano. Otwiera, a tam wolontariusze z miasta Warszawy - on i ona młodzi oboje. Identyfikatory im dyndają, w ręku zezwolenie z pieczątką okrągłą dzierżą i  propozycję nie do odrzucenia składają. Za jedyne trzydzieści złotych miesięcznie może stać się opiekunem rysia, co drapieżnikiem w Puszczy Kampinowskiej jest, a on jako dobrodziej certyfikat stosowny dostanie. Andrzej serce ma wielkie, zwierzaki lubi i o swego kundla dba, a że rozum ma też, to dobrodziejem rysia nie został. Bo jak przystało na emerytowanego nauczyciela matmy, liczyć szybko umie, no i policzył. No i mu wyszło na to, że jeśli ci pełni poświęcenia młodzi ludzie ustrzelą (a jest to wysoce prawdopodobne) kilka tysięcy ludzi, to ten ryś zamieszka z bliższymi i dalszymi krewniakami w wilii z szoferem i ogrodnikiem. No i w sposób niewyszukany i mało parlamentarny odesłał Andrzej młodych ludzi do Puszczy Kampinowskiej – z pozdrowieniami dla rysia i inszej dzikiej zwierzyny.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama