Reklama

Konrad walczy poza boiskiem

31/01/2013 05:01

Konrad Rogoziński z zawodu jest blacharzem i lakiernikiem samochodowym, z zamiłowania piłkarzem. Piłkę kopał praktycznie od zawsze. Jako dziecko grał w Lechu, po kilkuletniej przerwie w wieku 20 lat powrócił do swojej największej pasji, występował również w dwóch poznańskich klubach. Po jakimś czasie przeniósł się do Szczecinka, gdzie założył rodzinę i dał się poznać jako gracz Darzboru. Marzył również o tym, aby otworzyć w naszym mieście własny warsztat i spełniać się również zawodowo. Niestety te plany pokrzyżowała poważna choroba. Guz w mózgu spowodował, że z dnia na dzień 42-letni sportowiec został przykuty do łóżka, tracąc czucie w nogach.  
- W ogóle nie wiedzieliśmy, że mój mąż ma cokolwiek w mózgu, ponieważ w 2003 roku miał robioną tomografię komputerową. Miałam wtedy częste bóle głowy i postanowiłam zrobić takie badania, a Konrad zrobił je tak przy okazji. Przeglądaliśmy po latach tamte wyniki i zupełnie nic nie wskazywało na chorobę – wspomina Elżbieta Rogozińska, żona Konrada. - To był 22 lipca 2012 roku. Ten dzień spędziliśmy razem, zjedliśmy obiad u rodziców i kiedy wracaliśmy do domu mąż stwierdził, że bardzo boli go głowa. Myślałam, że to z przepracowania i powiedziałam, żeby się położył i odpoczął. Tak się złożyło, że tego samego dnia wieczorem wyjechałam z córką do Poznania. I w poniedziałek już wracałam, bo dowiedziałam się, że mąż leży w szpitalu. Mąż sam dotarł do szpitala, nie wiedział co się z nim dzieje, ale nie zdawał sobie sprawy z tego, jak poważny jest jego stan. Po przyjeździe do szpitala zaczął tracić czucie w lewej stronie ciała.
- Wracałam do domu nie wiedząc, co się dzieje. Po przyjeździe nie uwierzyłam w to, co zobaczyłam. Konrad mówił bełkotliwie, a właściwie już ciężko było mu mówić, bardzo cierpiał, miał nudności, drgawki. On też nie wiedział co się z nim dzieje. Tomograf wykazał, że coś znaleźli. Przy wyniku badania było napisane, że jest to krwawienie i postawiono znak zapytania przy słowie ‘guz’. Na drugi dzień zawieźliśmy go do Bydgoszczy, gdzie po rezonansie magnetycznym stwierdzono dokładnie, że jest to guz. I to bardzo duży guz, umiejscowiony w pniu mózgowym w moście. To nie była dobra wiadomość - most jest schowany w środku mózgu i dojście do guza w takim miejscu, łączy się ze stałym okaleczeniem człowieka i niedowładem kończyn. Przed operacją lekarz kazał mężowi podpisać zgodę na operację, ale uprzedził go, że po niej Konrad nie będzie chodzić. Odpowiedział „to ja nie chce takiej operacji, ja chcę chodzić” – wspomina nasza rozmówczyni.
Małżeństwo zaczęło szukać innego ośrodka. Tak trafili do Sosnowca. Tam lekarze podjęli się przeprowadzenia takiej operacji, wyznaczając termin na 30 sierpnia. W międzyczasie Konrad bardzo schudł, miał zawroty głowy, nie był w stanie sam siedzieć. Na kilka dni przed operacją okazało się, że operacja jednak nie może być przeprowadzona. – Lekarz postawił taki warunek, że mąż musi o własnych siłach wejść na oddział. Kilka dni przed terminem operacji zadzwoniłam i powiedziałam, ze on nie da rady, że nie ma siły. Lekarz stwierdził, że maż jest za słaby na operację, że jej nie przetrzyma i nam odmówił. I wtedy pomógł nam nasz znajomy, który mieszka w Niemczech. Wcześniej, kiedy jeszcze czekaliśmy na operacje w Sosnowcu, znajomy poprosił, abym wysłała mu kopię wyników rezonansu męża. Dzień po tym, kiedy dostaliśmy odmowę, znajomy pojechał do Hamburga do profesora Manfreda Westphala, który ma już na swoim koncie wiele takich operacji. Można powiedzieć, że znajomy siłą wepchał się do gabinetu, ponieważ normalne terminy oczekiwania na wizytę były bardzo długie. Profesor uznał, że według niego to naczyniak a nie guz złośliwy – to dało nam nadzieję. Powiedział, że jest w stanie przeprowadzić operację – mówi Elżbieta Rogozińska.
Początkowo całą operację miał sfinansować NFZ, jednak pojawił się nieoczekiwany problem. Aby refundacja była możliwa, Konrad musiał uzyskać zgodę na operację od jakiegokolwiek docenta habilitowanego. Państwo Rogozińscy poprosili o taką zgodę znanego im już lekarza z Sosnowca – ten jednak odmówił twierdząc, ze Konrad nie ma żadnych szans na powrót do zdrowia.
- Nie mieliśmy czasu na to, aby szukać innego lekarza, ponieważ profesor Westphal powiedział, ze od momentu wystąpienia krwawienia mamy 8 tygodni na operację, a jeżeli będziemy czekali dłużej, to powstanie blizna, która spowoduje nieodwracalne skutki neurologiczne. To był szósty tydzień. Na szczęście dwa tygodnie później mąż znalazł się na sali operacyjnej. Wszystko to dzięki naszemu znajomemu, który opłacił operację Konrada. Część pieniędzy udało nam się już mu zwrócić – relacjonuje żona Konrada.
W transporcie chorego do Hamburga pomógł im Adam Szmit, mieszkaniec Czarnego, który wyciągnął wszystkie tylne fotele ze swojego busa a w to miejsce wstawił łóżko. Konrad jadąc na miejsce operacji nie był w stanie sam usiąść, a wracał już na wózku inwalidzkim, miał za sobą również pierwsze kroki na szpitalnych korytarzach.
- Pobyt trwał dokładnie 10 dni. 11 września mąż miał operację, a dzień później już ściskał moją rękę, jego ręce już były władne. Po powrocie do Polski Konrad trafił do Bydgoszczy na rehabilitację. Tam lekarze stawiali go jako przykład dla studentów. Bo przecież pacjent, który nie rokował, teraz zaczyna samodzielnie stawiać kroki. 16 października mąż po raz pierwszy przeszedł samodzielnie cały szpitalny korytarz. Potem, po dalszej rehabilitacji, ten dystans stopniowo się wydłużał, aż zaczął sam chodzić. 20 grudnia Konrad wrócił do domu, gdzie dalej jest rehabilitowany. Mamy wokół siebie mnóstwo życzliwych i serdecznych ludzi, którzy bardzo nam pomagają i robią to bezinteresownie, co jest bardzo ważne dla nas, ponieważ teraz my nie mamy takich możliwości finansowych. Teraz maż sam chodzi, choć jeszcze ma zaburzenia czucia głębokiego, lewa strona ciała jeszcze sobie nie radzi, jeszcze potrzebuje trochę czasu, ale prawa strona jest władna – mówi nasza rozmówczyni. - On w ogóle nie wiedział, że jego stan jest tak poważny i właściwie cały czas, kiedy ja wiedziałam, że nie ma szans, kiedy myślałam że on umrze, on mówił, że mam go nie skreślać. Oczywiście nie mówiłam mu, że nie ma szans, ż lekarze dawali mu maksymalnie rok życia. A on czekał na operacje i wierzył, że będzie chodził. Teraz nasze życie zupełnie się zmieniło. Kiedyś chcieliśmy mieć warsztat, a teraz chcielibyśmy spłacić pożyczkę i odwdzięczyć się za to, że ktoś wyciągnął do nas rękę i zapłacił za operację. Teraz mamy bardziej przyziemne plany.
Państwa Rogozińskich w walce o normalne życie wspierają nie tylko przyjaciele, ale także mieszkańcy Szczecinka. Już w niedzielę, 3 lutego o godz. 10.00 w hali sportowej OSiR, która mieści się przy ul. Wiatracznej, odbędzie się turniej charytatywny dla Konrada. W turnieju wezmą udział szczecineckie drużyny Amatorskie, a w przerwach pomiędzy meczami odbędą się licznie licytacje sportowych gadżetów. Wszystkie zebrane podczas niedzielnego turnieju fundusze zostaną w całości przekazane na rehabilitację i wsparcie dla Konrada, który wraca do zdrowia po ciężkiej operacji.

Również każdy z nas może pomóc, przekazując swój jeden procent podatku:
KRS 0000270809 z  dopiskiem cel szczegółowy „Rogoziński 1887”

foto: archiwum - sierpień 2007, drużyna IV-ligowego Darzboru przed rozpoczęciem sezonu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    MRatajek - niezalogowany 2013-02-02 17:59:41

    System jest skandalicznie chory, lekarz habilitowany nie odróżnia naczyniaka od guza a instytucje państwowe pod przymusem sprzedają nam "iluzję lepszej przyszłości". Sytuacja przypomina mi rok 2010 i połamane wskutek wichury żagle na żaglowcu Fryderyk Chopin. Firma ubezpieczeniowa odmówiła wówczas naprawy i wypłaty odszkodowania twierdząc że wprawdzie żaglowiec był ubezpieczony od silnego wiatru ale nie od huraganu! Tak nas i teraz oszukują, żadnych emerytur za 30 lat nie będzie! Wystąpi "nieoczekiwany problem". Precz z przymusem ubezpieczeń! Konradowi zaś z całego serca życzę szybkiego powrotu do zdrowia! Prezes KNP Szczecinek.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    MRatajek - niezalogowany 2013-02-02 17:58:48

    Nasz bohater przez cały okres pracy zarobkowej płacił przymusową i nie małą składkę na ZUS i NFZ, jak każdy przedsiębiorca w Polsce. Przez ostatnie 12 lat zapłacił ponad 100 tys. zł składek, a co dostaje w zamian? W godzinie próby dowiaduje się iż: "Jest zbyt chory by go leczyć?", że "nie rokuje nadziei na powrót do zdrowia?!" Tak ma wyglądać opieka medyczna w XXI wieku? Skandal to zbyt łagodne określenie tego stanu rzeczy. Wszyscy jesteśmy okradani przez złodziejski przymusowy system "ubezpieczeń". Współczesna medycyna potrafi czynić cuda, ale tylko w zdrowym systemie. To zaś że docent habilitowany odmówił wypisania zaświadczenia jest jeszcze bardziej haniebne niż zarzuty dla byłego ordynatora kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie Mirosława G. Ten docent powinien zrzec się habilitacji, bo to czego nie zrobił jest sprzeczne z przysięgą Hipokratesa którą składał.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    plutek4 - niezalogowany 2013-01-31 15:00:29

    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO ELU I KONRADZIE! Aby teraz na Waszej drodze stawali tylko dobrzy ludzie, którzy zawsze chętnie i bezinteresownie będą chcieli Wam pomóc. Trzymajcie się i dużo zdrowia dla Waszej całej rodziny.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama