I co to się porobiło? Nadeszły takie czasy, że najtańsze zakupy można zrobić za Odrą lub w sklepach internetowych. Ponieważ do granicy mamy całkiem sporo kilometrów i to krętą ścieżką, na której niepodzielnie panują wielkie ciężarówki z drewnem, więc po byle co jechać się nie opłaca. Co innego, gdy chcemy kupić coś bardziej wartościowego ze sprzętu domowego, przy tym mieć pewność o jego dobrej jakości. Wtedy, nie bacząc na niewygody, pędzimy, bo wiemy, że tam klientów traktuje się znacznie poważniej niż u nas.
A wtedy rzecz jasna można pomyśleć i o drobiazgach, choćby o środkach chemicznych, takich jak proszek do prania, który wprawdzie występuje pod tą samą marką i u nas, ale różni się tym, że tamten pierze naprawdę, nie wspominając już o kawie, alkoholu czy słodyczach. A jeśli do tego dochodzi pewność, że na tamtym terenie konsumentów chronią powołane do tego urzędy, wówczas można kupować niemal w ciemno. W takich wypadkach nie ma co się oglądać na pseudo patriotyczne bujanie dobre bo polskie. Na pewno w wafelkach nie uraczą nas wkładem ze skażonym mleczkiem, ciastem doprawianym suszem jajecznym... z ryb, a może solą drogową, która jest ponoć znacznie zdrowsza od tej kopalnianej, koniną w świninie, czy coś dla smakoszy - parówką w całości z mielonych kości. W tym miejscu tak się nasrożyłem, że nie zdzierżyłem i rym umieściłem.
Nie sposób wymienić wszystkich krajowych nowości z dziedziny żywności (przepraszam za kolejny rym). Przyznać trzeba, takiego wysypu żywnościowych nowinek jeszcze nigdy nie było. Najprawdopodobniej wynika to z wprost nieprawdopodobnego rozkwitu naszego kraju w dziedzinie gospodarczej, społecznej, politycznej, by wymienić tylko kilka z brzegu powszechnie używanych przymiotników. Jak twierdzą w telewizjach i na parówkowych stronach internetowych, rozwoju nieznanego od początków naszego istnienia, czyli od czasów mezaliansu Mieszka ze śmiesznie mówiącą Dobrawą.
Ograniczam się do bardzo skróconej listy naszych wyrobów. Rzecz jasna tego rodzaju dodatki jeszcze nikomu nie zaszkodziły. I też taką (w pełni słuszną) wersję przyjęły już od dawna nieważne dla konsumentów kontrolne instytucje. Uwaga. W tym miejscu uściślę, aby uniknąć jakichkolwiek niedomówień, czy też czytania pomiędzy wierszami, co ostatnio gronu moich przyjaciół się zdarzyło. Otóż chodzi o szkodzenie. W przypadku klientów mowa o szkodzeniu ich zdrowiu. A jeśli chodzi o producentów, to jest to troska o ich dobrą kondycję finansową. Ci ostatni wiedzą, komu zawdzięczają powodzenie w interesach, a dobry patron liczyć potrafi i do tanich nie należy. Należy pomyśleć i o sobie, bo od czasu do czasu na Kanary czy w inne Dolomity wyjechać wypada, a jak nie, to pozostanie co najwyżej niedzielny wypad ze starą żoną do Mielna.
Skoro zeszliśmy na zakupy, to w śródmieściu coraz częściej na pustych sklepowych witrynach pojawia się napis „do wynajęcia”. Sprzedaż raczej nie wchodzi w grę. Bo kto by się pozbywał kury znoszącej złote jaja. Zamiast stać za ladą i czekać na klienta, lepiej puścić w najem. Wyjdzie jak nie lepiej, to przynajmniej na to samo. Za to bez żadnego wysiłku. I to już jest zysk. Przestanie boleć głowa, że oto kolejny raz z miesięcznego bilansu wynika, że zarobiłeś akurat tyle, ile wynosi czynsz. Dawno na to wpadli ci, co mają małe lokale w śródmieściu lub znacznie większe pobudowane jeszcze za czasów PRL na osiedlach mieszkaniowych. A że część z nich nieraz przez lata jest zamknięta, to fakt. Bo cały czas czekają na frajera, który zapłaci za czynsz (plus opłaty za energię, wodę, kanalizację, podatek od nieruchomości itd. itp.) a więc tyle, ile zażądają. A stawki u nas należą do godziwych. Mogą nawet śmiało konkurować z tymi z Nowego Świata. Mam na myśli ulicę w Warszawie. No i proszę, niby zapyziała prowincja, a kasa się należy niczym w stolicy. Nie jest przypadkiem, że z tego powodu bardzo często na osiedlu sklepu (spożywczego) nie uświadczysz, bo nikogo nie stać na płacenie horrendalnie wysokich stawek najemcy. Szczecinecki paradoks polega i na tym, że nie na osiedlach (bo tam miejsca już nie ma), a właśnie obok nich powstają sieciowe markety, obsługujące mieszkańców tychże osiedli.
Nie mniej wygórowane są również stawki za wynajęcie mieszkań. W tym względzie Szczecinek należy do absolutnych liderów i znacznie większe ośrodki zostają za nami daleko w tyle. Ale to już temat na inny numer „Tematu”.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze