Reklama

Jerzy Gasiul: Wilki, plac i rocznica

29/05/2013 12:56

To niedobry znak. W poniedziałkowy poranek przed ratuszem pojawiły się dwa wilki. Na dodatek wyjące. Rzecz bez precedensu, bo te mało sympatyczne zwierzęta ludzi raczej unikają, no chyba, że są bardzo głodne, wtedy i dwunożna istota może być smakowita. To dziwne, bo akurat w poniedziałki po placu zazwyczaj zawsze ktoś się kręci. Co innego w niedziele - zawsze pusto, choć w ostatnią było inaczej, ale tylko na chwilę. 

Oto na cichy, uśpiony plac Wolności od strony deptaka wtargnęła nagle, skandując hasła o rodzinie, kolumna demonstrantów. To właśnie tędy wiodła trasa „Marszu dla życia i rodziny”. Jak się okazało, było to jedyne tego dnia wydarzenie w mieście, w którym uczestników można było liczyć w setkach. O frekwencji na pozostałych imprezach lepiej przemilczeć. Widać, to już taka lokalna tradycja. Zgodnie z nią niedziela jest po to, aby zjeść obiad pod... telewizorem i tak do kolacji. Skądinąd słuszny to pogląd, skoro cały świat jest w migocącym okienku, nie ma potrzeby, aby z domu wychodzić i to podczas zimna. Kto nie wie jak brzmi cisza w samo południe w centrum powiatowej stolicy, niech na plac wpadnie. Mówię Wam, to wprost niesamowite przeżycie. Tuż obok gwar, ruch, nawoływanie, harmider, światła – jednym słowem rozgardiasz. Tymczasem tu bezruch, jak za przeproszeniem na leśnej polanie. 

Reklama

Zatem dlaczego wilki nie pojawiły w niedzielę, a dopiero dnia następnego? Jest odpowiedź. Jak się okazuje, ich twórcy chcieli, aby dzieło wykonane przy walnej pomocy piły spalinowej, ocenili mieszkańcy Szczecinka. I znowu nie trafili. Największym zainteresowaniem wykazały się jedynie miejscowe media, więc przy wilkach tłoku raczej nie było. 

Ponieważ i lasy, i jeziora, nie mówiąc o innych przyrodniczych dobrach, mamy na wyciągnięcie ręki, może by tak przy tej okazji zaktualizować herb miasta? Rzucam hasło: „Jeszcze bliżej natury”, bo jak wiadomo blisko to już jesteśmy. Wiadomo, że mieszkańców ubywa. Dojdzie do tego, że pewnego dnia ktoś jako ostatni zgasi światło i zostanie po nas tylko las. Dlatego już teraz – powiedzmy to sobie szczerze – symbol Szczecinka, mityczny, a więc wirtualny gryf, należy zastąpić bardziej realistycznym zwierzęciem. Niech to będą wyjące wilki. Skoro Rzym ma wilczycę, wprawdzie karmiącą bliźniaków, to dlaczego my nie możemy zafundować sobie wyjącej pary. Rzecz jasna wyjącej radośnie. Bo wycie może być radosne, czego przykładem jest reakcja publiczności na coraz słabsze występy polskich kabaretów. To tak gwoli wyjaśnienia, aby uniknąć zarzutu o publicznym szerzeniu defetyzmu. 

Reklama

A teraz na poważnie. Wilki stanęły pod ratuszem 27 maja. Dokładnie tego dnia, tyle że w 1990 roku odbyły się pierwsze, w pełni niezależne wybory do samorządów. W tamtym pamiętnym roku, do nowego organu Rady Miasta wybrano 32 radnych. W tym tylko pięciu nie było desygnowanych przez Komitet Obywatelski „Solidarność” - piszemy o tym na stronie 8 i 9. Nigdy potem przy urnach wyborczych nie było tak dużej frekwencji i tak druzgocącej przewagi jednego ugrupowania. Bardzo szybko euforia zamieniła się na poczucie bezsiły i winy. To na radnych spadło całe odium beznadziejnej sytuacji ekonomicznej kraju. Niemalże nazajutrz miejscowa „Solidarność” postanowiła - jak to wtedy określano - zwinąć swój ochronny (jakoby) parasol, zakazując posługiwania się nazwą związku. Doszło do pamiętnego zebrania na terenie Polamu, na który stawili się wszyscy radni. Tam ich oskarżono o zdradę, bo miało być już tylko lepiej. Wietrzących wszędzie podstęp i prywatę związkowców nie interesowało, że miasto jest zadłużone na 28 mld zł, że nie ma ani jednego nowego autobusu, a te które jeszcze się poruszają, nadają się jedynie na złom, że trzeba stworzyć, a nie odtworzyć - bo nie było z czego - nowe struktury wszystkich miejskich jednostek komunalnych i to od przedszkoli poczynając, poprzez szkoły, dom(y) kultury, sport, firmy komunalne na inwestycjach miejskich kończąc. Że jedyny biznes, jaki kwitnie w mieście, to deptakowy handel z rozkładanych łóżek i turystycznych stolików.

Stan „gospodarczo - społeczny” miasta, jak to kiedyś bardzo trafnie określił burmistrz Jacek Piotrowski, można było porównać do wykopu, jaki w tym czasie znajdował się na zapleczu SzOK. Wykop zrobiono pod budowę sali teatralno-kinowej. Potem przez lata w bagnistym dole stała tylko woda, a z czasem wyrosła tam nawet trzcina. Tak było. Auuuu! 

Reklama

                                                                                                                                     Jerzy Gasiul

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama