I się stało. Jak się dowiadujemy, szczecinecka skarbówka otrzymała z Poczty Polskiej ok. 2,8 tys. tzw. tytułów. Chodzi o tych, którzy uchylają się od płacenia abonamentu za telewizję (publiczną) i radio (polskie). Kto uwierzył autorowi zielonej wyspy, że opłaty są haraczem ściąganym od ludzi i urągają poczuciu przyzwoitości, teraz może spodziewać się wizyty komornika. Nie pierwsza i nie ostatnia niespełniona obietnica. Nie można wymagać od pierwszego urzędnika, aby w przerwach między harataniem w gałę, miał czas na realizację jakiegoś wyborczego gaworzenia. Ponieważ mówił o tym w 2006 roku, to od tego czasu upłynęło ładnych parę lat i obowiązuje już przedawnienie.
Zostawmy politykę wysokospecjalistycznym periodykom. Tu i teraz na głuchej prowincji powinniśmy zajmować się swoimi małymi sprawami i sprawkami. Pilnie realizować wytyczne, rozporządzenia, uchwały i ustawy. A nie dywagować i parać się parapolityką. Przecież oni tam urabiają się po łokcie w trosce by żyło się lepiej. Bo gdybyś Bracie, Siostro oszukał(a) 10 tys. osób na 660 mln zł, jak nie przymierzając jakiś złotodajny Amber, to co innego. Należałaby ci się nawet specjalna ochrona służb, których zwykły obywatel unika jak ognia. Wiadomo, że sprawiedliwość być musi. A my, chudopachołki o lichym i durnowatym wyglądzie w żadnym razie nie powinniśmy się zajmować sprawami nas przerastającymi. Oj, niedobrze się bawimy. Oj niedobrze.
Wróćmy zatem na naszą międzyleśną polanę. Po ostatnim numerze, w którym poruszyliśmy kwestię związaną z opóźnionym przylotem bocianów, których jedynym celem jest rozród i to na terytorium naszego powiatu, otrzymaliśmy wiele listów. Przytoczmy wszystkie dwa. Jeden z nich od pani Pelagii K. z bloku na osiedlu (nazwa do naszej wiadomości). Otóż, pani Pelagia K. znana jest z tego, że wychodzi dwa razy dziennie ze swoim psem na spacer. Dodajmy, że jest to spacer dookoła bloku. Napiszcie – pisze pani Pelagia – żeby administracja posiała trawę, bo mój pies ją uwielbia i nigdzie indziej nie chce się załatwiać, a przecież z piaskownicy nie może skorzystać, bo tam akurat sikają koty. Na domiar złego na łapach wnosi mi do domu piasek, bo wokół bloku trawa została zadeptana przez dzieci.
Niestety, w tej sprawie nie możemy Pani pomóc. Psie lobby jest zbyt silne. Gotowi są podać nas do sądu za zniesławienie. I jak my przed sądem udowodnimy, że tak nie jest? To już lepiej napiszmy, że nie podobają się nam dwujęzyczne obeliski ustawiane przez współczesnych mieszkańców miasta w szkolnych ogrodach. O ile dobrze się orientujemy, a w tej kwestii chyba nawet całkiem nieźle, to sto procent mieszkańców Szczecinka używa na co dzień (na ulicy, w sklepie, domu, etc.) języka polskiego. Tego drugiego też używa, ale tylko kiedy jest tam. Znaczy, jedzie, bo musi. Bo na chleb trzeba zrobić, bo na tym skrawku zielonej wyspy, znaczy w powiecie - 28,4 proc. bezrobocie (dane z lutego). Jak już musi, to jedzie i tylko okazjonalnie, i wtedy w bardzo ograniczonym zakresie używa języka Goethego np. Wo auf ALDI? lub Kostet wie viel ein ...?
Aby nie być posądzony o szerzenie ksenofobii oraz podważanie dobrego samopoczucia naszych dobrych (od kilkunastu lat) sąsiadów, poprzestańmy tylko na tym.
Treści drugiego listu niestety nie możemy przytoczyć. List trafił do naszej skrzynki przez pomyłkę. Jego adresatem był sąsiad zza ściany. To tyle w kwestii naszej obfitej korespondencji.
Na koniec coś o pogodzie, bo jak o niej nie pisać, skoro znacznie się poprawiła, a złe wiadomości należy przykryć. Otóż z reporterskiego obowiązku odnotujmy, że ostatnia hałda śniegu 15 kwietnia została załadowana punktualnie o godz. 8.23 na zieloną przyczepę PGK. Zielona przyczepa jest symbolem wiosny i nie ma nic wspólnego z zieloną wyspą. Rzeczona hałda znajdowała się w samym sercu miasta – znaczy mniej więcej na środku placu Wolności. W tym czasie w granicach administracyjnych miasta (nie licząc lasów) śniegu już nie stwierdzono. Tym samym plac Wolności jako ostatni przyczółek zimy, został zdobyty (lub jak kto woli wyzwolony) i definitywne oczyszczony ze śniegu. Teraz będzie można tu rozegrać nawet turniej ulicznego palanta (nikogo nie obrażam, to taka gra). Aha, można by jeszcze wymyć (albo wymienić) klosze ulicznych lamp i odkurzyć kolorowy polbruk. Rzecz jasna z tym myciem, to taki mocno spóźniony primaaprilisowy żart. Przecież myje się tylko okna, a i to tylko przed Wielkanocą.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze