Reklama

Jerzy Gasiul: Taki był Tomek

13/06/2013 11:03

To było kilka dni przed tym tragicznym wydarzeniem. W 20 rocznicę pierwszych wolnych wyborów odbyła się przy ul. Zamkowej skromna uroczystość. Przed budynkiem, w którym mieściła się siedziba Solidarności zostały złożone kwiaty. Wtedy też, jak się okazało po raz ostatni w swoim życiu – zresztą na prośbę burmistrza Jerzy Hardie-Douglasa (cyt. „Wychodzę z gałązką oliwną, prosząc, aby głos zabrał pan poseł.”), krótkie przemówienie wygłosił poseł Marian T. Goliński. Najwyraźniej poczuł się nieco zaskoczony tym zaproszeniem. Chyba też troszeczkę improwizował. Nawiązał do rocznicy, ale na zakończenie skonstatował, że różnice poglądów i podziały między nami być powinny, ale niech się sprowadzają do rzeczowych argumentów i racji. Jak się okazało, był to Jego polityczny testament. 11 czerwca w środku nocy na wilgotnej szosie pod Sochaczewem dopadła Go śmierć. Podczas pogrzebu w sobotnie, deszczowe południe, w ostatniej drodze towarzyszyły mu, niczym na Wszystkich Świętych, tłumy mieszkańców Szczecinka. Już po śmierci odznaczono Go Krzyżem Komandorskim, a dwa lata temu jego imieniem nazwano brukowaną wysepkę na skrzyżowaniu ul. 1 Maja z ul. Jana Pawła II. 

Nawet teraz, mimo upływu lat, ośmielam się zauważyć, że był człowiekiem nie na miarę naszych czasów. Zupełnie nie pasował do współczesności. Bo kto to widział, aby w imię aplauzu i prestiżu, nie pójść na kompromis. Albo w imię dobra, choćby czasowo, nie pożegnać się z prawdą. To u polityków dość powszechne. Rzecz jasna oni zawsze twierdzą, że robią to tylko tymczasowo - takie to panie mamy dzisiaj czasy i trzeba to zrozumieć. Kierujemy się nadrzędnym celem, jakim jest interes publiczny. Pro publico bono, jest dość tandetnym wytrychem do własnego sumienia. M.T.G. tego nie stosował. Powiem więcej. On był jakimś dziwakiem. Dniami, a i nocami również, zdarzało mu się wysiadywać w różnych sejmowych komisjach. Niektórym komisjom nawet przewodniczył. To taka mrówcza praca, bez reflektorów i kamer telewizyjnych. 

Reklama

Ale On już tak miał wcześniej. Pamiętam Go z pracy w ratuszu. W tym czasie byłem radnym. Późny wieczór, a właściwie noc, do domu poszły już nawet sprzątaczki. Nawet wiceburmistrzom wcześniej nie wypadało wychodzić z ratusza, skoro urzęduje w nim jeszcze sam szef. Tymczasem On studiował rozporządzenia, materiały, ustawy, zielone i czerwone wkładki w „Rzepie” czy „Wspólnocie”. To był częsty widok - biurko zawalone stertami papierzysk. Stale coś tam notował – dokładniej bazgrolił, bo Jego pisma oprócz Ewy z sekretariatu, nikt nie był w stanie odczytać. Podkreślał przy tym ważniejsze kwestie. Miał wprost niebywałą pamięć wzrokową. Posiadł umiejętność szybkiego czytania, obejmując wzrokiem cały tekst, wyłuskując z niego najistotniejszą treść. 

Jakby nie wiedział, że znacznie efektowniej wejść na mównicę sejmową i nawet do pustej sali zadać kilka pytań, postulatów ubarwionych bon motem, dowcipną maksymą, cytatem tudzież złośliwą uwagą skierowaną w stronę swoich politycznych przeciwników. Miano mu za złe, że zbyt rzadko zabiera głos w ważnych dla nas (czytaj - mieszkańców Szczecinka) sprawach. Wynikało to nawet z sejmowych statystyk. Taka była prawda. Tyle, że górale w takich sprawach powiadają, że są trzy prawdy: święta prawda, tys prawda i gówno prawda. Najwyraźniej chodziło o tę trzecią. 

Reklama

Kiedyś powiedział mi, jakby się usprawiedliwiając przed absurdalnymi oskarżeniami, że głównym zajęciem posła, nie powinno być siedzenie na sali obrad, a wielogodzinna praca w komisjach. Bo to tam właśnie rozpatruje się i przygotowuje sprawy stanowiące przedmiot prac Sejmu. Uważał, że poseł nie może zastępować radnego, burmistrza, starosty, marszałka. Nie jeden raz zżymał się, kiedy Go wręcz przymuszano, aby tam w Warszawie przepchnął sprawę. To nie oznaczało, że dystansował się od spraw miasta. Przyjmując interesantów w swoim biurze poselskim na II piętrze zamku, był bardzo dobrze zorientowany we wszystkich szczegółach. Owszem, w ostatnim okresie czuł się nieco wyizolowany, a to głównie za – jego zdaniem – bierną postawą radnych z jego ugrupowania. 

Pamiętam jedną z ostatnich rozmów w biurze poselskim przy kawie. Od razu wyjaśniam - to On mnie tam zapraszał. Miał taki zwyczaj, że rozmawiał ze wszystkimi. Akurat w Lesie Klasztornym pojawiły się bobry. Wtedy powiedział mi: Zobaczysz, że na drugi rok już ich nie będzie. No i się sprawdziło. Jako leśnik dużo wiedział o naturze, ale nie było mu dane do końca poznać wilczej natury niektórych ludzi. 

Reklama

                                                                                                                                      Jerzy Gasiul 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    kariolka - niezalogowany 2013-06-18 16:26:10

    Pracowitość bez skuteczności nie jest chyba powodem do chwały. Jaki pożytek jest ze ślęczenia po kilkanaście godzin dziennie w Urzędzie Miasta?- widocznie analizowane materiały okazały się dość trudno przyswajalne...

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama