Czy tego chcemy, czy też nie, od historii nie uciekniemy. Choćbyśmy nie wiem jak pogardzali i rugowali ją z życia publicznego, a także umniejszali jej znaczenie w zestawie obowiązujących w szkole przedmiotów jako wiedzy nieobiektywnej, to i tak któregoś dnia powróci pytanie o naszą przeszłość. I wtedy na nic się zda „obiektywna” informacja na zadany temat z internetu. Bo jeśli własną i książkową pamięć zastąpimy siecią, wówczas będziemy skazani co najwyżej na opinie wykształconych idiotów bredzących o polskich dzieciach pod Cedynią, czy wyryczanej w publicznej(!) „Trójce” deklaracji o nieprzelewaniu ani jednej kropli krwi.
Gdy rozum śpi, budzą się potwory - taki tytuł nosi stworzony przez XVIII-wiecznego geniusza Francisco Goyę cykl rycin, przedstawiających śpiącą postać z głową wspartą o blat stołu. Nad nią kłębią się potwory symbolizujące przerażenie, pogardę, pochlebstwo i przesądy. Ubrana na biało postać - symbolizuje bezbronność wobec nawałnicy zła i ułomność ludzkiego umysłu. I nie masz lepszej ilustracji nad to, czego doświadczamy dzisiaj, ćwierć wieku od chwili odzyskania suwerenności. A skoro już wspomniałem o wizji hiszpańskiego malarza, to właśnie za jego życia mieszkańcy Madrytu protestowali przeciwko zarządzeniu, zabraniającemu noszenia obszernej peleryny i kapelusza z opadającym rondem, zasłaniającego twarz. Zdaniem władz, taki ubiór pozwalał ukryć się złoczyńcom. Z tego też powodu na mieście pojawili się policyjni obcinacze, którzy nożycami doprowadzali do porządku nieprzepisowy ubiór. Rzecz jasna, aluzja do współczesności i zakazu zasłaniania twarzy na stadionach przez kibiców nie jest ani przypadkowa, ani niezamierzona.
Od razu wyjaśniam, że nie dotyczy to kibiców Wielimia. Powiem szczerze, ci młodzi ludzi zaimponowali mi. Przynajmniej ci, którzy w niedzielny wieczór pojawiali się pod wejściem do byłej ubeckiej katowni przy ul. Kościuszki. Przyszli tam gromadnie, aby uczcić Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. Zrobili to godnie i zgodnie z kibicowską tradycją - zespołowo i chóralnie. Pokazali, że przy okazywaniu swego przywiązania do ojczystych dziejów, można się obejść bez urzędowych oficjałek i oficjeli. Urząd - konkretnie ratusz, ograniczył się do wywieszenia flag. Dobre i to, choć po prawdzie dzień został zatwierdzony ustawowo.
Dwa dni wcześniej obchodzono (lub nie) inne historyczne wydarzenie. Była to rocznica zdobycia Szczecinka. I choć na sowieckich mapach nasze miasto miało niemiecką nazwę, to jednak sztabowcy przedwojennego WP byli bardziej przewidujący i w latach 30. na przesmyku pomiędzy jeziorami Trzesiecko a Wielimie wstawili nazwę „Szczecinek”.
Tradycyjnie obchody - tyle, że zgodne czasowo z kremlowskimi kurantami (przypomnę miasto zostało zdobyte 27 lutego, a nie 28), zorganizowali sympatycy SLD, składając kwiaty na cmentarzu. Niezależnie, ale również zgodnie z długoletnią tradycją, kwiaty - tyle, że pod kamieniem, złożył starosta. Na cmentarzu zgromadziła się spora grupka mieszkańców, zaś przy obelisku trzy osoby - za to urzędowe.
Dlaczego piszę o tych dwóch dniach? Ponieważ obchody zorganizowano nie z urzędowego nakazu, a z potrzeby serca. Wprawdzie - jak zwykle przy tego rodzaju uroczystościach - ten słowny rytuał lewicy o wyzwalaniu przez radzieckich żołnierzy w niczym nie odbiegał od tego, co wypowiadali 20 czy 40 lat temu, mając jeszcze legitymacje PZPR, niemniej był.
I tylko tak sobie nieprawomyślnie myślę, co by powiedzieli pochowani tutaj czerwonoarmiści, gdyby się dowiedzieli, że nie bili się pod sztandarami Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej (RKKA), tylko jakiejś enigmatycznej pomnikowo - propagandowo - urzędowej Armii Radzieckiej. Może ktoś z urzędu albo z historyków wyjaśni ten dziwny napis na cmentarzu? Zastrzegam, chodzi tylko o upowszechnianie wiedzy i nie ma to nic wspólnego z godzeniem w sojusze czy też z mową nienawiści.
A pros określenia radziecki coś mi się przypomniało. W toruńskim ratuszu staromiejskim obok Sali Królewskiej i Mieszczańskiej jest też Sala Radziecka. W polskim języku (niektóre słowniki podają jako przestarzałe) znaczy tyle, co Sala Radnych. Salę nazwano tak kilka wieków przed pomysłem sowietologa (dlaczego nie radzieckologa?) Wiktora Sukiennickiego. Pomysł z zapałem zastosowali komuniści i Związek Sowiecki zastąpili Związkiem Radzieckim. Zrobili to na tyle skutecznie, że do dzisiaj słowo to nie występuje w słownikach. Tym samym orwellowska Policja Myśli stała się już zbyteczna. To tak a propos i rzecz jasna, w imię historycznej wiedzy.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze