Reklama

Jerzy Gasiul: Punkt widzenia

07/02/2013 11:49

Już tak jakoś się utarło, że jeśli o czymś się głośno nie mówi, to tego po prostu nie ma. Porzekadło zawsze aktualne i nie ma najmniejszego znaczenia forma sprawowania władzy publicznej. Można to również nazwać punktem widzenia, lub (jak kto woli), punktem niewidzenia. Bo tak już jest, że będąc w tym samym miejscu, w tym samym czasie pewne zjawiska można i zarazem nie można dostrzec. Ot, przykładowo choćby taką grypę, czy spóźnionego Mikołaja.
Oficjalnie żadnej pandemii grypy nie ma. Z drugiej strony, sądząc choćby po pustych szkołach i przedszkolach (przed feriami) jest inaczej. Być może zjawisko to jest trudne do zauważenia, ale jakby co, można to sprawdzić w lekarskich gabinetach.
Dziecko zaczęło chorować w poniedziałek. We wtorek bez zmian, środa to samo. W czwartek mama decyduje się na wizytę u lekarza. Można by zapytać, dlaczego chce niepokoić służbę zdrowia i to czym? Błahym przeziębieniem, czyli jednostką chorobową najpewniej nie ujętą w zestawie dozwolonych przez NFOZ przypadłości. Zwalczą ją, stosując choćby tabletki dostępne w kasach hipermarketów. Gdyby pod dwóch tygodniach i to nie pomogło, jest jeszcze prababcia. Lekkomyślna matka miast zasięgnąć u niej porady, idzie z dzieckiem do lekarza. No może nie tak od razu. Najpierw dzwoni, bo najpierw należy się zarejestrować. I to jest błąd. Prababcia dobrze pamięta, że dzieciom, a także dorosłym w takich razach stawiano bańki. Młodszym należy się wyjaśnienie. Są to takie kieliszki bez stopki, za to z grubego szkła niczym musztardówka. Najpierw trzeba taką podtrzymać nad płomieniem (może być palnik gazowy), a potem czym prędzej postawić na plecach delikwenta - w tym przypadku dziecka. To nie boli. Trzeba tylko uważać, aby przy ogrzewaniu nad palnikiem nie poparzyć sobie palców. Że co? Że dziecko będzie się darło? Ale już po dwóch godzinach przestanie. Potem jeszcze przez dwa tygodnie będzie miało sino-czerwone plecy, bo należy dodać, że ta zła krew gromadzi się właśnie pod bańką - stąd siniaki. Skuteczność gwarantowana. Równie skuteczne może być też spuszczanie krwi, tyle że tej sztuki potrafią dokonać już tylko cyrulicy. Na własną rękę lepiej nie próbować. Aha, są jeszcze pijawki, ale zimą są raczej nieżywe.
Wróćmy do wcześniej opisywanego, przyznajmy, niezbyt rozsądnego postępowania matki i (najpewniej, ponieważ na druczku L-ileś tam tego nie stwierdzono) chorego dziecka. Otóż, kiedy już rzeczona matka w czwartek zdecydowała się na rejestrację do lekarza, usłyszała, że najbliższy wolny termin to... wprawdzie wtorek ale przyszłego tygodnia. No, ale pandemii przecież nie ma.
W tym miejscu malkontentom należy uświadomić, że termin badania wcale nie jest tak znowu odległy. Nie wierzycie, to zapiszcie się „na ubezpieczalnię” do okulisty, laryngologa, alergologa, ortopedy... no może lepiej nie wyliczać, bo zbraknie miejsca w gazecie. Być może jesteśmy świadkami tego, co tak naprawdę oficjalnie nie istnieje, ale sądząc po „obłożeniu” pediatrycznych gabinetów jest i grypa i (cicho, sza) krztusiec. Nie pomaga antybiotyk? No to trzeba przeczekać. Nie ma bowiem takiego bólu pacjenta, którego by lekarz nie zniósł. Tylko bez paniki.
Ponoć przed grypą najlepiej zabezpieczyć się można poprzez osobistą higienę i zdrowy tryb życia, choćby codzienną porcją gimnastyki. Można zacząć od ćwiczeń palców na tablecie. Pewnie w takim celu, w tych dniach takimi właśnie urządzeniami obdarowano radnych powiatowych. Prezenty trafiły do rąk radnych, kiedy już na zewnątrz zrobiło się ciemno, a salę obrad opuścił ostatni gość - pan Roman z TV Zachód, zostali tylko radni. I właśnie wtedy na salę wkroczył Mikołaj. Powszechnie wiadomym jest, że Mikołaj przychodzi tylko nocą, więc nie ma co gardłować, dlaczego nie w dzień, a nawet w samo południe, kiedy tylko sesja się zaczęła. To prawda, mógł to zrobić 6 grudnia, ale opóźnienie można wybaczyć, zawianymi drogami. Ważne, że w końcu dotarł do adresatów. Nic się nie stało. Przecież były na to pieniądze w budżecie zeszłorocznym, bo przecież chodzi o oszczędność papieru, kserokopiarki i bindownicy.
Z pewnością na następną sesję radni przyjdą już z tabletami. Być może wszyscy będą się umiejętnie nimi posługiwać. Szkolenie już było. I tylko patrzeć, jak w ślady kolegów z powiatu, zechcą pójść radni miejscy. Choć po prawdzie, ci ostatni już od dawna przychodzą ze swoimi laptopami. Efekty pracy są takie jak kiedyś, kiedy przychodzili z plikami papierów pod pachą. Ale to pewnie tylko taki mój punkt widzenia.
                                                                                                                                       Jerzy Gasiul

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama