Reklama

Jerzy Gasiul: Proceder i procedura

21/06/2013 11:29

Proceder i procedura w jednym stoją domku

Gdyby nie śmiertelnie poważna sytuacja, całe zdarzenie można by uznać za scenę żywcem przeniesioną z barejowskiej komedii „Miś”. Pamiętają Państwo scenę z poczty? Nie ma takiego miasta Londyn. Jest Lądek, Lądek Zdrój...  

A teraz autentyczne zdarzenie. W poprzek wąskiej, asfaltowej szosy w kałuży krwi leży młody człowiek. Z ust, nosa i uszu wolno sączy się krew. Obok niego przewrócony motorower z roztrzaskanym przednim kołem. Na pniu przydrożnego drzewa głęboki ślad po zdartej korze. Kilka metrów dalej uwalany w krwi, piasku i trawie leży czarny kask. Młody człowiek od czasu do czasu przewraca się z boku na bok. To dobry znak. Znaczy, że żyje. Na polecenia i pytania nie reaguje. 

Reklama

Jako pierwszy na leżącego natyka się rowerzysta. Ponieważ nie ma telefonu, zatrzymuje pierwszy nadjeżdżający samochód. Dzwoni pod 112. Najpierw odzywa się kosmos. Cierpliwie czeka. Wreszcie ktoś podnosi słuchawkę. Gdzie? Co? I szybko przełącza do dyspozytora pogotowia ratunkowego. Ponowne wyjaśnianie i ujmujące dziecięcą prostotą pytanie dyspozytora. A gdzie to jest. Drawień, Drawno - nie ma takiej miejscowości. 

Pan dyspozytor najwyraźniej słabo orientuje się w wojewódzkiej geografii. Usprawiedliwieniem jedynie jest to, że siedziba znajduje się w Kołobrzegu i obejmuje połowę Zachodniopomorskiego. Dlaczego tam? No po prostu takie są procedury. A że nadbałtycka kraina lasów i jezior w miarę rozległa trudno więc zorientować się w terenie zważywszy, że to dobre osiem kilometrów od Szczecinka. Przyznajmy, patrząc strony Kołobrzegu, nasza kraina leży już za siedmioma lasami i górami. Na dodatek widać stąd prawie granicę z Wielkopolską. 

Reklama

Wreszcie sukces. Po dłuższych wyjaśnieniach udało się ustalić miejsce na mapie. Jeszcze tylko nazwisko zawiadamiającego, numer telefonu (widocznie u dyspozytora nie ma wyświetlacza). To nie pana telefon?Aha, to jeszcze nazwisko właściciela telefonu... Niepotrzebnie się pan denerwuje. Takie są procedury. 

Karetka była już po pół godzinie. To chyba całkiem niezły czas, choć w telewizji mówili coś o innych procedurach i że przyjeżdżają szybciej. Gdyby nie pomoc policjantów (przyjechali prawie natychmiast) i kierowcy z przygodnego pojazdu, którzy „uzbrojeni” w lateksowe rękawice, przytrzymywali rzucającą się i broczącą krwią ofiarę wypadku, kto wie może sama ofiara doczołgała by się do najbliższego PKS-u, aby szybciej dojechać – zgodnie z procedurą – najpierw do lekarza rodzinnego. 

Reklama

Chwilę potem na jednym z miejscowych portali pojawiły się zdjęcia. Rzecz jasna, od czytelnika. Rzecz jasna, oprócz zdjęć niewiele zgadza się z rzeczywistością. Czytelnik nie musi znać przebiegu wydarzeń, za to najwyraźniej jest fachurą skoro informuje, że cytuję: Jego stan jest ciężki. Ciekawe kto udzielił owemu czytelnikowi takiej informacji? Czytelnik – pewnie przez zapomnienie - nie napisał czy ofiara miała we krwi alkohol. Szkoda. Już tak bywało, że to policja dowiadywała się od czytelnika o składzie krwi sprawcy lub ofiary. Czytelnik jest nadzwyczaj dobrze poinformowany i jeździ na miejsce nadzwyczaj szybko. Ma pierwszeństwo nawet na czerwonym.

Tak sobie myślę, że mimo wszystko, najszybciej, ale zgodnie z procedurą do szpitala można się dostać... z ulicy. Tak normalnie, a więc na kasę (chorych) i bez większej gotówki, to trzeba czekać. Czasem dość długo, nawet kilka miesięcy. Rzecz jasna, wszystko zgodnie z obowiązującymi procedurami. Tak też było ze starszą panią. Stan jej zdrowia, rodzaj zabiegu i miejsce akcji - do naszej wiadomości. Tak więc trzeba było szukać dojścia. Syn starszej pani miał znajomego lekarza, a ten znał pana profesora w dużym szpitalu, w dużym mieście. Cena? Dziesięć tysięcy. Pieniądze należy włożyć do koperty i przy wręczaniu powiedzieć, że jest to datek na remont szpitala. I tu niespodzianka. Po wyjęciu rzeczonej sumy, pan profesor z ubolewaniem stwierdził, że za takie pieniądze to on szpitala nie wyremontuje. Nolens volens, syn starszej pani chyżo skoczył do najbliższego bankomatu tyle, że położonego już za Odrą, (działo się to w mieście blisko granicy państwowej),wyjął stamtąd 2 tys. euro. Tym razem kwota była dostatecznie wysoka, aby szybko z dnia na dzień przeprowadzić zabieg. Nie wiadomo tylko, czy z tych pieniędzy udało się wyremontować szpital – rzecz jasna państwowy. 

Reklama

Żyjemy w państwie prawa i ściśle przestrzeganych procedur. Wielu z nas ma takie przyziemne marzenie - oby tylko procedury nie zamieniano na procedery. 

                                                                                                                                      Jerzy Gasiul 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama