Kilka dni temu doświadczyłem dość długiej rozmowy ze starszym już mieszkańcem naszego miasta. Piszę doświadczyłem, ponieważ jakiekolwiek argumenty do mego interlokutora nie docierały. Na koniec wprost mi oświadczył, że on na sprawę patrzy obiektywnie, czego niestety nie może powiedzieć o mnie. Bo już od jakiegoś czasu (bliżej tego nie określił) gazeta, którą współredaguję z zespołem, nie reprezentuje - jak to zostało sformułowane - „strony społecznej”. Nie bardzo wiem, kto w tym przypadku jest tą stroną społeczną, czyli mieszkańcem, a kto niespołeczną, czyli niemieszkańcem, ale jeśli ktoś tak mocno tego chce, niechaj tak już zostanie. Nie będę oponował. Pamiętam z lekcji historii, że lud rację miał zawsze, z tym, że najczęściej objawiał to ustami tych, którzy nim gardzili.
Skoro o historii, to tylko nadmienię, że już od samego początku wielu próbowało przerobić „TS” na swoje kopyto. A kiedy się nie udawało, zwyczajowo do akcji wkraczał „vox populi” w postaci upowszechniania, gdzie się tylko da, kłamstw, oszczerstw, pomówień, insynuacji i zniesławiania. Spokojnie, da Bóg przeżyjemy i to, zważywszy, że zarówno oklaski, jak i wycie kosztują niewiele wysiłku. Z kolei wyżywić się wyłącznie z aplauzu, nawet przy bisach na stojąco, raczej się nie da, a gazeta jest od tego, aby informować i integrować (nie reprezentować, bo od tego jest samorząd lub stowarzyszenia) jak największą grupę lokalnej społeczności. Niby to proste, jak przysłowiowa konstrukcja cepa, a tak trudno dociera do wielu głów.
W tym miejscu przypomniał mi się pewien krążący po internecie, jakże pouczający filmik. Otóż na kupie (dosłownie) siedzą sobie muchy, podziwiając z tego miejsca powietrzne ewolucje wykonywane przez ich współplemieńca. A ten, to przeleci przez dziurkę od klucza, a to pomiędzy kranem, a spadająca zeń kroplą wody. Publika zachwycona, wpada w euforię. Bije brawo, rozkoszując się zręcznością, a przede wszystkim niesamowitą, godną straceńca odwagą. Kiedy jednak główny bohater przedstawienia próbuje przelecieć nad gazową kuchenką, płomień spala mu jego skrzydełka i nasz bohater spada bezradny. Wbrew pozorom, zupełnie mało zaskakująca jest za to reakcja publiczności. Oto bez słowa wszyscy się odwracają, powracając do przerwanej konsumpcji, jakże dla nich smakowitego jadła. Bezsilny, pozbawiony skrzydełek nasz bohater z wyrzutem mówi sam do siebie, boć publika zajęła się już czymś innym: I tak k... zawsze. Siedzą, patrzą, brawa, brawa, a jak przyjdzie co do czego, to k... żaden nie powie...
Wystarczy popatrzeć na archiwalne numery „TS”, tak bez uprzedzeń i złośliwości. Takim chłodnym i co ważne trzeźwym okiem. Sprawdzić i choćby porównać z innymi (mediami). O jakich mniej lub bardziej ważnych problemach czy też wydarzeniach nie informowaliśmy? A kto jeszcze, oprócz niżej podpisanego, wycierał wielokrotnie sądowe korytarze w Koszalinie a i tu na miejscu także? Czy aby na pewno zawsze tylko w swoim imieniu? Wolne żarty. Do łba by mi nigdy nie przyszło, aby w prywatnej potrzebie rujnować egzystencję swojej rodziny. Zaręczam, że z tego powodu nie wrastała ani ilość czytelników, ani dochody wydawcy. A tak, owszem, oklaski były.
Lokalna gazeta utrzymuje się wyłącznie z reklam. Kto twierdzi, że jest inaczej, łże jak pies albo nie ma o tym zielonego pojęcia. Owszem są i takie przypadki, że jakiś zblazowany biznesmen, nie wiedzący gdzie upchnąć nadmiar gotówki, zabawia się w wydawcę. Ale to raczej rzadkość. Mieszkamy w takim miejscu, gdzie co najwyżej czyta się program telewizyjny na najbliższy tydzień. Kto ma oczy do patrzenia niechaj spojrzy na sklepowe witryny sklepowe, bo większość kiosków z prasą już dawno padła. Dzienniki zalegają stosami na półkach. Jeszcze tylko - zresztą tak jak w wielu innych miastach - ludzie chcą jedynie czytać prasę lokalną.
Żadną miarą nie czujemy się odpowiedzialni za treść reklam lub ogłoszeń. Trzeba mieć wiele złej woli, aby je „mylić” z tekstami redakcyjnymi lub nawet autorskimi felietonami. Zatem nie odpowiadamy i nie czujemy się odpowiedzialni za dżumę, PM10, spalarnię, zbieranie podpisów, złą jakość oferowanych butów, pompowane utrwalaczami pieczywo, suszarnie, fotoradary, generatory, dziury w jezdni, biomasę i biosferę nad Szczecinkiem, a także za całą cierpiącą nie tylko z tego powodu ludzkość. Przejrzyściej i prościej wyłuszczyć już nie mogę.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!