Reklama

Jerzy Gasiul: Nie wszystko stracone

25/04/2013 12:35

I co nam zostało z tamtych lat? Pytanie oczywiście kieruję do ludzi w kwiecie wieku, a nie młodych. Nie dla nich ta gazeta, ani zresztą żadna inna. Oni niczego nie czytają. Co najwyżej czytajom (uwaga korekta, tak ma być, jak napisałem) portale. Znaczy portale internetowe, a nie architektoniczno - rzeźbiarskie, które można podziwiać. 

Ponawiam pytanie: co nam zostało? Otóż, jakoś tak już zostało utrwalone, że wraz z 1 maja zazwyczaj coś się zaczyna i to nie tylko w przyrodzie. Przykładowo tego dnia tryśnie fontanna na placu Wolności. Rozpocznie się też sezon wodny i na Trzesiecku ruszą, zastygłe w zimowym bezruchu wodne tramwaje, a także wodne skutery i kajaki (wodne) i żaglówki (wodne). Ani jednego dnia wcześniej, ani później. Po prostu z 1 maja, a więc w dniu Święta Pracy lub jak kto woli Józefa Robotnika. 

Reklama

Kiedyś trzeba było w tym dniu stawić się na pochód. Rzecz jasna, wszystko odbywało się spontanicznie, a więc ściśle ze scenariuszem napisanym w komitecie (mieścił się przy ul. Mickiewicza). W czasach młodości moim równolatkom 1 maja kojarzył się z odświętnie przyodzianymi w granat i biel uczniami. Tego dnia obowiązywał każdego ucznia strój galowy. Ponieważ co jak co, ale z obecności na pochodzie rozliczano w komitecie każdego dyrektora, stąd nawet przy padającym śniegu trzeba było przyjść w białej koszuli (bluzce) i nikogo nie interesowało, że tego dnia koszula mogła przymarać do pleców. Przed trybuną należało pomachać rękoma, więc robiło się nieco cieplej. 

Święto obowiązuje do dzisiaj. Kto nie wierzy, niech spojrzy na datę w kalendarzu. Jest na czerwono. Tyle, że jakoś nie ma już chętnych do chodzenia po ulicach. Nawet ci, którzy z takim zapałem zachęcali niegdyś masy pracujące miast i wsi do okazywania w tym dniu radości, dzisiaj się mocno zestarzeli i już nie są tak kategoryczni w swoim światopoglądzie – rzecz jasna naukowym. Nie uczestniczą i nawet nie zachęcają. Co się z nimi porobiło? Przecież nie wszyscy przeszli na emerytury albo nomen omen w stan spoczynku. Żeby z tych tysięcznych niegdysiejszych tłumów nie zebrać choćby kilkuset. Została pustka, nicość i prawica. 

Reklama

Niezupełnie. Coś jednak zostało. Tak jak przed laty ruszą na wodę „jednostki pływające”, trysną z radością fontanny, a i ulice zostaną uprzątnięte, a nawet odmalowane pasy. I to jest rzeczywisty dorobek tamtych lat. Nie wszystko zostało więc zmarnowane. Ot, choćby tak jak kiedyś, tak i teraz można w wielu urzędach i instytucjach (ale o zgrozo, nie firmach prywatnych) „odpracować” wolne dni i mieć nieco dłuższy weekend. Przykładowo, można odpracować czwartek we środę, albo wtorek za poniedziałek. W tej materii kombinacja jest dowolna. Nieco to skomplikowane, ale jak się bardzo chce, to można dokonać tego, czego się nawet filozofom nie śniło. 

Najlepiej i najefektywniej to przychodzi, znaczy odpracowywanie, w państwowo-samorządowych urzędach i instytucjach. Każdy wie, rzecz jasna oprócz petentów, jak ciężka i niewdzięczna jest tam praca. Nicnierobienie jest bardzo męczące. Nieco osłody w ciernisty żywot wnosi wprawdzie trzynastka lub wysługa lat, ale trzeba wytrwać, a to nie każdemu się udaje. To jest naprawdę olbrzymie wyrzeczenie i działanie wbrew naturze. Tak bez ruszania się z pokoju siedzieć dzień w dzień przez osiem godzin. Przyznajmy, zajęcie bardzo stresujące. Kiedyś taki pracownik (nazwa umowna) jeśli już nic nie miał do pisania, brał gazetę lub książkę. Problem w tym, że tego rodzaju zajęcie było bardzo źle oceniane przez zwierzchników. Czyta, znaczy nie pracuje. Nie pracuje, jest zbyteczny. Może nawet i niebezpieczny, bo efekty jego pracy są znacznie szybsze niż przewidują terminy wyartykułowane w KPA. 

Reklama

Teraz jest znacznie lepiej. Zamiast zauważalnej nawet dla najbardziej niekumatego petenta gazety (oho, nie ma nic do roboty), na każdym biurku jest komputer. A tam cały świat w zasięgu ręki. Aż oczy bolą. Klik i jesteśmy w „Pudelku”, klik i piszemy decyzję, klik i tak cały dzień przeleci jak z bicza strzelił. Nawet nie ma czasu na kawę. 

Wracając do majowych zwyczajów, to rozpoczęło się już gremialne palenie. Na razie nieznani sprawcy wypalają trawy i wszystko, co w niej rośnie i się rusza - strażacy w ubiegłym tygodniu wyjeżdżali aż 53 razy. Pożytku z tego niewiele, ale o piromanach nie będę pisał. Za to w ogródkach i na balkonach lada dzień rozpocznie się weekendowe grillowanie. Wprawdzie i to zajęcie powoli staje się passé (niemodne, przebrzmiałe), ale w wolne dni czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi. 

Reklama

                                                                                                                                  Jerzy Gasiul 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama