Właśnie listonosz przyniósł pakiet składający się z dziewięciu pisemek, których nadawcą jest ważny urząd w stolicy. Wszystkie odnoszą się do tej samej sprawy. Wszystkie o jednobrzmiącej treści i – jakby inaczej - odmowne. Ich treść wyróżnia jedynie nazwa miesiąca. Przykładowo jedno dotyczy czerwca, kolejne lipca, itd. Pod każdym widnieją dwie pieczątki – dyrektora i jego zastępcy. Każde pisemko wydrukowano na formatce A4 i każde włożono do innej koperty. Do każdego przyklejono tzw. zwrotkę, która zostanie teraz przesłana do nadawcy. Wszystko to zapewne wykonał tylko jeden urzędnik i tylko nie wiadomo, czy właśnie z tego powodu nie musiał siedzieć już po godzinach, bo się solidnie napracował. Jak nic, wypada pochylić głowę w geście dozgonnej wdzięczności za przeobfite urzędowo-makulaturowe dary. Bo trzeba wiedzieć, że moje państwo poniosło i codziennie ponosi olbrzymie wydatki (znaczki pocztowe, papier, pensje urzędników) tylko z tego powodu, że jakieś nierozgarnięte, prowincjonalne tłumoki chcą tego, co im się należy jak psu karma z hipermarketu.
Owszem, można było taniej – znaczy na jednym arkuszu i w jednej kopercie, ale na takim prześwietlaniu każdego grosza, być może straciłby na autorytecie (centralny) urząd i co za tym idzie - państwo. To jeszcze jedna przesłanka przemawiająca za tym, aby armię urzędników wzmocnić nowym narybkiem, bo pracy (dla nich) wciąż przybywa. W takich też okolicznościach przyrody wypada tylko wzorem Boksera z „Folwarku zwierzęcego” zadeklarować, że będę więcej pracował na rzecz dalszego, dynamicznego wzrostu podatków, bo za coś tę armię trzeba przecież wyżywić. Ja wiem, że przemawia przeze mnie zaściankowe ponuractwo i to w dobie, kiedy radość została już niemalże zadekretowana, a dookoła od celów aż się roi.
A propos ponuractwa, celów i celi. W tych dniach na gmachu komendy policji zawisło potężne ogłoszenie o sprzedaży... komendy. Tylko spokojnie. Chodzi o gmach. Być może w przyszłości nawet sama komenda zostanie sprywatyzowana i kupi ją ten, kto zaoferuje więcej gotówki, ale w tym przypadku bez przetargu się nie obejdzie. Budynek jest całkiem solidny, choć jeszcze poniemiecki. Kto wie, czy kupiec się znajdzie, zwłaszcza, że obiektu raczej nie da się przerobić na hipermarket lub hurtownię.
Znowu nachodzą mnie ponure myśli. No to może z innej beczki. Anonimowy korespondent pyta, dlaczego pod pomnikiem marszałka Józefa Piłsudskiego w tych dniach (12 maja minęła kolejna rocznica jego śmierci), nie było delegacji, wiązanek i uroczystych apeli. Czytelnik uważa, że tego typu postawa miejscowych jest niepatriotyczna. No, bo już skoro w Szczecinku mamy pomnik, pod którym nie wiadomo z jakiego powodu urządza się uroczystości, czasami nie mające nic wspólnego z osobą stojącą na cokole, to wypadało to zrobić właśnie z tej okazji. Zdaniem czytelnika wystarczy kwiatek, znicz bez pompy. Racja. Pod pomnikiem nie było w tych dniach nawet jednego kwiatka oprócz tych rosnących na stale w donicach. A mógł być, choćby ten od... anonimowego korespondenta. Może warto zacząć od siebie? Tego typu zachowania raczej nie da się wprowadzić urzędowym rozporządzeniem.
Tak samo jak nie można urzędowo wprowadzić nakazu kulturalnego zachowania się w parku. Parkowe drzewka i ławki są niszczone systematycznie i z premedytacją. Najczęściej w soboty, kiedy nocną porą do domów wraca pijana dzicz. Zwyczajowo w takich sprawach mieszkańcy mają pretensje do straży miejskiej. Bardzo znamienne, że nie do policji a właśnie do straży. A przecież sterowanie kamerami monitoringowymi odbywa się w komendzie policji, a nie u strażników.
Nie bronię i nie ganię ani jednych, ani drugich. Ale trudno mi uwierzyć w to, że jak zwykle w takich przypadkach, nikt niczego ani nie widział, ani nie słyszał. W dobie powszechnie dostępnych komórek żaden problem aby je użyć, jakby nie było w zbożnym celu, przywołując stróżów prawa. Kiedyś w dawnych czasach wystarczyło podejrzanie wyglądać, aby w trybie natychmiastowym od funkcjonariusza MO zainkasować dość skuteczny – jeśli chodzi o cele wychowawcze – masaż nerek lub ich bezpośrednie okolice. Ależ tak, to mogło być bolesne. Ale za to jakże skuteczne. Chyba znacznie bardziej niż nawet najdoskonalszy monitoring. Bo nawet pastuch wie, że kiedy bydło wejdzie w szkodę, trzeba użyć kija.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze