Na Wojtusia z popielnika iskiereczka mruga, chodź opowiem ci bajeczkę, bajka będzie długa. Dalszej części już nie dosłyszałem, bo kołysanka – fakt było już bardzo późno – przeszła w pobudkę, przy której start F-16 jawi się niczym brzęczenie komara. I powiem szczerze Materia, bo to o nich mowa, ze swoim wystrzałowym utworem świetnie się wpisała w to, czego byliśmy świadkami przez ostanie dwa i pół roku. Rzecz dotyczy rewaloryzacji południowego skrzydła zamku. To był ostatni akord tuż przed oficjalnym otwarciem zamkowych pomieszczeń dla niemożebnej ciżby, jaka zgromadziła się tej nocy wokół.
Mówię to bardzo poważnie, choć w tym miejscu powaga rzadko występuje, ale zamek, a konkretnie jego forma zewnętrzna, jest architektonicznym cacuszkiem. Zostało wydobyte na dzienne światło to, co jest w nim najcenniejsze, a co do tej pory przykrywał tynk i beton. Udało się to nadzwyczajnie. Nie ma budowli, oprócz zdegradowanej przed trzema laty wieży św. Mikołaja, która byłaby dla historii miasta bardziej znacząca niż właśnie zamkowe południowe skrzydło. To, że po trwających wiele dziesiątków lat zaniedbań, mało, doprowadzenia go niemal do ruiny - udało się nie tylko naprawić, ale przywołać należny mu dawny blask, może tylko cieszyć. Śmiem twierdzić, że po kilku, a nawet kilkudziesięciu latach, nikt już nie będzie pamiętał ani o nowych asfaltowych ulicach, rondach, chodnikach, zieleńcach, czy nawet domach. O zamku, który stał się nowym symbolem miasta, będzie się pamiętać przez wieki.
Owszem, można sobie ponarzekać, a to że za dużo to kosztowało, a to że nas nie stać, a to że pracy nie ma, a szkoły niedofinansowane, a emeryci, a renciści i tak bez końca. Jak nie teraz, bo kryzys, bo nie ma pieniędzy i trzeba oszczędzać, to pytam się hałaśliwie kiedy byłby właściwy czas? Kiedy miałaby nastąpić szczęśliwa era sytości (bez burczących brzuchów), zasobności (godziwe – czytaj wysokie zarobki), szczęśliwości (każdemu ładne mieszkanie), by wreszcie zbudowani (mądrością, uczciwością i pracowitością rządzących) moglibyśmy już bez przeszkód i wyrzeczeń ogłosić: Zaczynamy! Stać nas na to. Wszystkie te cechy razem raczej nie występują, no chyba, że w raju, ale akurat tego na naszym padole spodziewać się nie należy.
W tym miejscu pozwolę sobie na małą wyliczankę, w kolejności i w zgodzie ze społeczną hierarchią. Otóż gdyby nie konsekwentna postawa burmistrza Jerzego Hardie-Douglasa, wprost niepojęte (dla ogółu, który zawsze pyta: a co on z tego ma?) zaangażowanie miejskiego konserwatora zabytków Pawła Połoma, mielibyśmy dalej mało malowniczą ruinę. Panowie chylę przed Wami swoje łyse czoło. Wyrazy szacunku. Młodzi powiedzieliby - pełen szacun.
Skoro wchodzę w młodzieżowy slang, to dopowiem, że nocna impra z mappingiem w roli głównej okazała się wspaniała, ale tylko ze względu na swoje walory kolorystyczne i dźwiękowe. Cały ten pseudo historyczny folklor ujęty w trzech datach – prezentujący niby najważniejsze wydarzenia z dziejów zamku, okazał się jakimś obrazkowym miszmaszem. Bal z walcem(!), wydany z okazji przyjazdu na zamek krzyżackiego wodza, tudzież kilku mniej znaczących postaci. Potem balowiczów zastąpiły kolubryny – o jakie wielkie. Ledwie się mieściły w oknach. Tu krzyżak, tam tańcząca dama, a tu kolubryna. Dobre sobie. A dlaczego nie katiusza?
Co prawda tańczącego von Jungingena (to wujek Samo Zło) zaraz zmyła wielka fala ze złotymi rybkami. Ani chybi jakiś niekontrolowany wyciek z akwarium. W tym momencie po zebranym tłumie przeszedł niepokojący szmer. Ta woda z akwarium to zapewne jakaś odautorska metafora. Nie wiadomo co autor chciał przez to powiedzieć, ale przyznajmy - mocna rzecz. Ale to nie koniec. Napięcie rośnie niczym u Hitchcock`a. Pojawia się parterowy ratusz, ale chyba go zmyło, a może tylko zalało. Teraz powodziowa fala miesza się z tą z akwarium, a rybki przegania rekin. To straszliwe bydlę co chwila wyskakuje z wody. Cały ten armagedon wykończyły, niczym w „Gwiezdnych wojnach”, zielononiebieskie promienie lasera. The end. Jesteśmy znowu w 2013 roku.
W tym momencie zapaliły się w parku i na pobliskich ulicach latarnie. Można było zwiedzać zamkowe wnętrza. Zdecydowana większość, widząc kłębiący się na dziedzińcu tłum, zrezygnowała. Czekać w tłoku po to, aby ujrzeć wnętrza wyposażone hotelowo, to raczej przesada. Była już prawie północ i spać się chciało. A zamek jest piękny.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Właśnie tak to widziałem. :)
Właśnie tak to widziałem. :)