Z palmami wychodzić na ulicę? I to wtedy, kiedy lód w okowach trzyma Trzesiecko, a za kołnierz wpadają krnąbrne płatki zimnego śniegu. I to wszystko w Palmową Niedzielę. Ale nie o pogodę tu chodzi. Jak ktoś zauważył, pogoda jest zawsze, tyle że ludzie są wybredni i niezdecydowani, a pani Wiosna zaproponowała to, co w tym dniu miała najlepszego. I nie ma więc na co narzekać. W samo południe nadjeziorną aleją przeszła całkiem spora grupa mieszkańców. Część z nich niosła kilkucentymetrowe, inni nawet kilkumetrowej długości palmy. Wszystko to na pamiątkę niezwykłego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat – uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Wtedy jeszcze tłum wrzeszczał alleluja, by za kilkadziesiąt godzin - ukrzyżuj Go. Że też Piłatowi nie przyszło do głowy, aby przeprowadzić tajne głosowania. Wyszłoby na to samo, a on nie musiałby niepotrzebnie odgrywać kiepskiego teatrzyku z umywaniem rąk.
Tamte wydarzenia żywe są do dzisiaj. I to jest autentyczny cud. Naprawdę. Mimo stałego ośmieszania i bezwzględnego rugowania tradycji chrześcijańskiej przez nihilistyczne lobby, zresztą hojnie wspierane z pieniędzy pochodzących od wszystkich podatników, dziedzictwo kulturowe nie tylko żyje, ale nawet się odradza. To jest cud, że w naszym Szczecinku rodzą się nowe, dotąd niepraktykowane obrzędy, a może i nawet zwyczaje. Tego rodzaju stwierdzenie może wydać się obrazoburcze. Przecież żyjemy w czasach, kiedy wydarzeniem kulturalnym jest wetknięcie narodowej flagi w gówno albo pląsanie po ulicy jakiegoś idioty z piórkiem w zadku.
Polskie dziedzictwo jednak zobowiązuje. Szkoda, że nie dociera do tych z wielkich miast i jeszcze większym wykształceniem. Bardzo dawno temu, niejeden absolwent z tytułem magistra sztuki, próbował bez powodzenia naśladować twórczość poniewieranego za życia Nikifora (Krynickiego). Określano go pogardliwe jako prymitywistę. Mimo swego „prymitywizmu”, był dla nich niedościgłym mistrzem. Po latach o to, co wyszło spod ręki błąkającego się po Krynicy malarza, zabiegają muzea i kolekcjonerzy. Tak jest nie tylko w tej dziedzinie.
Skoro już o kulturze, to wypada wspomnieć kilka słów o powieści „Wzgórze Wisielców”, szczecineckiego poety Piotra Prokopiaka. Zamieszczamy z nim obszerny wywiad. Napisałem poety, bo też znamy go głównie z tej właśnie dziedziny literatury. Tym razem poważył się na powieść. Powieściowych mieszkańców Szczecinka doświadcza nieznane i nienazwane zło. Jest jak epidemia. Nie wiadomo, kogo dotknie, dlatego ludzie są bezradni i bezwolni.
Nie przekonują mnie dywagacje egzystencjalne. Wydają się niczym Wielimie, wielkie, ale dość płytkie. Nie samym chlebem żyje człowiek. Jak dla mnie, nie ma także znaczenia tożsamość bohaterów i ich tragiczne losy zderzone z pasywną postawą mieszkańców. Kompletnie zobojętniałych na to, co dotyka ich sąsiadów.
Za to z niezwykłym kunsztem (jak by nie było godnym poety), przepysznie została zobrazowana (przepraszam za ten malarski wstręt), nostalgiczno - melancholijna atmosfera Szczecinka. Zrobiona nad wyraz udatnie, z wielkim talentem i bardzo obrazowo. Autor zna tajemnice naszego miasta, bo jest tutejszy. Na dodatek robi to mistrzowsko. Nad wszystkimi wydarzeniami cieniem kładzie się Wzgórze Wisielców, a także nieprawdopodobny brak szacunku dla ludzkich szczątków, pochowanych przy wieży św. Mikołaja. Są też inne, nie mniej ważne zakątki miasta, opisane z topograficzną dokładnością. Co ważne, autor nie wstydzi się swego miejsca pochodzenia i w tym wszystkim to jest właśnie najdziwniejsze.
I tylko nie wiem dlaczego i jak to się stało, że pierwsze spotkanie z czytelnikami odbyło się w... Poznaniu. I nie ma nic do rzeczy to, że Piotr Prokopiak jest członkiem tamtejszego oddziału ZLP. Tutejszy oddział, ten od promowania kultury, nawet o tym nie pomyślał. Ot co. A przecież nie tak dawno, ze scenografią godną oskarowej gali, ba, nawet udziałem żywych zwierząt, potrafił takiego rodzaju spotkanie zorganizować. Fakt, w tamtym przypadku serwowano mało udany produkt. Czyżby dlatego to zrobiono?
Bo oprócz misiów na skalę naszych możliwości, nawet w Szczecinku trafiają się także rzeczy, o których przedtem nikomu się nawet nie śniło.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze