Reklama

I nam trafiają się wielkie rzeczy

28/03/2013 10:31

Z palmami wychodzić na ulicę? I to wtedy, kiedy lód w okowach trzyma Trzesiecko, a za kołnierz wpadają krnąbrne płatki zimnego śniegu. I to wszystko w Palmową Niedzielę. Ale nie o pogodę tu chodzi. Jak ktoś zauważył, pogoda jest zawsze, tyle  że ludzie są wybredni i niezdecydowani, a pani Wiosna zaproponowała to, co w tym dniu miała najlepszego. I nie ma więc na co narzekać. W samo południe nadjeziorną aleją przeszła całkiem spora grupa mieszkańców. Część z nich niosła kilkucentymetrowe, inni nawet kilkumetrowej długości palmy. Wszystko to na pamiątkę niezwykłego wydarzenia sprzed dwóch tysięcy lat – uroczystego wjazdu Chrystusa do Jerozolimy. Wtedy jeszcze tłum wrzeszczał alleluja, by za kilkadziesiąt godzin - ukrzyżuj Go. Że też Piłatowi nie przyszło do głowy, aby przeprowadzić tajne głosowania. Wyszłoby na to samo, a on nie musiałby niepotrzebnie odgrywać kiepskiego teatrzyku z umywaniem rąk. 

Tamte wydarzenia żywe są do dzisiaj. I to jest autentyczny cud. Naprawdę. Mimo stałego ośmieszania i bezwzględnego rugowania tradycji chrześcijańskiej przez nihilistyczne lobby, zresztą hojnie wspierane z pieniędzy pochodzących od wszystkich podatników, dziedzictwo kulturowe nie tylko żyje, ale nawet się odradza. To jest cud, że w naszym Szczecinku rodzą się nowe, dotąd niepraktykowane obrzędy, a może i nawet zwyczaje. Tego rodzaju stwierdzenie może wydać się obrazoburcze. Przecież żyjemy w czasach, kiedy wydarzeniem kulturalnym jest wetknięcie narodowej flagi w gówno albo pląsanie po ulicy jakiegoś idioty z piórkiem w zadku. 

Reklama

Polskie dziedzictwo jednak zobowiązuje. Szkoda, że nie dociera do tych z wielkich miast i jeszcze większym wykształceniem. Bardzo dawno temu, niejeden absolwent z tytułem magistra sztuki, próbował bez powodzenia naśladować twórczość poniewieranego za życia Nikifora (Krynickiego). Określano go pogardliwe jako prymitywistę. Mimo swego „prymitywizmu”, był dla nich niedościgłym mistrzem. Po latach o to, co wyszło spod ręki błąkającego się po Krynicy malarza, zabiegają muzea i kolekcjonerzy. Tak jest nie tylko w tej dziedzinie.

Skoro już o kulturze, to wypada wspomnieć kilka słów o powieści „Wzgórze Wisielców”, szczecineckiego poety Piotra Prokopiaka. Zamieszczamy z nim obszerny wywiad. Napisałem poety, bo też znamy go głównie z tej właśnie dziedziny literatury. Tym razem poważył się na powieść. Powieściowych mieszkańców Szczecinka doświadcza nieznane i nienazwane zło. Jest jak epidemia. Nie wiadomo, kogo dotknie, dlatego ludzie są bezradni i bezwolni. 

Reklama

Nie przekonują mnie dywagacje egzystencjalne. Wydają się niczym Wielimie, wielkie, ale dość płytkie. Nie samym chlebem żyje człowiek. Jak dla mnie, nie ma także znaczenia tożsamość bohaterów i ich tragiczne losy zderzone z pasywną postawą mieszkańców. Kompletnie zobojętniałych na to, co dotyka ich sąsiadów. 

Za to z niezwykłym kunsztem (jak by nie było godnym poety), przepysznie została zobrazowana (przepraszam za ten malarski wstręt), nostalgiczno - melancholijna atmosfera Szczecinka. Zrobiona nad wyraz udatnie, z wielkim talentem i bardzo obrazowo. Autor zna tajemnice naszego miasta, bo jest tutejszy. Na dodatek robi to mistrzowsko. Nad wszystkimi wydarzeniami cieniem kładzie się Wzgórze Wisielców, a także nieprawdopodobny brak szacunku dla ludzkich szczątków, pochowanych przy wieży św. Mikołaja. Są też inne, nie mniej ważne zakątki miasta, opisane z topograficzną dokładnością. Co ważne, autor nie wstydzi się swego miejsca pochodzenia i w tym wszystkim to jest właśnie najdziwniejsze. 

Reklama

I tylko nie wiem dlaczego i jak to się stało, że pierwsze spotkanie z czytelnikami odbyło się w... Poznaniu. I nie ma nic do rzeczy to, że Piotr Prokopiak jest członkiem tamtejszego oddziału ZLP. Tutejszy oddział, ten od promowania kultury, nawet o tym nie pomyślał. Ot co. A przecież nie tak dawno, ze scenografią godną oskarowej gali, ba, nawet udziałem żywych zwierząt, potrafił takiego rodzaju spotkanie zorganizować. Fakt, w tamtym przypadku serwowano mało udany produkt. Czyżby dlatego to zrobiono?

Bo oprócz misiów na skalę naszych możliwości, nawet w Szczecinku trafiają się także rzeczy, o których przedtem nikomu się nawet nie śniło. 

Reklama

                                                                                                                                    Jerzy Gasiul 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama