Warto pomagać nie tylko najbliższym, ale także zupełnie obcym ludziom. Tę niby prostą prawdę każdy zna, jednak nie każdy o niej pamięta. Przekonał się o tym nasz Czytelnik, pan Kazimierz (dane do wiadomości redakcji). Znalazłszy się w sytuacji, która pozornie natychmiast powinna wywołać reakcję otoczenia, nie mógł liczyć na bezzwłoczną pomoc ani nawet na zainteresowanie znajdujących się obok niego ludzi. Na szczęście wśród obojętnego na ludzki los tłumu znalazła się chociaż jedna osoba, która okazała się wielkim sercem i empatią. Zdaniem nie tylko naszego rozmówcy, powinna być dla reszty przykładem.
- Wszystko wydarzyło się w samym centrum miasta, niedaleko ronda kard. Ignacego Jeża. To bardzo ruchliwe miejsce w Szczecinku - mówi nasz Czytelnik, któremu na samo wspomnienie o tamtym feralnym dniu jeszcze trzęsą się ręce. Jadąc samochodem ulicą Jana Pawła II od strony ratusza, nagle poczułem silne osłabienie. Muszę w tym miejscu nadmienić, że jestem po operacji serca. Osuwając się z fotela, zdążyłem jeszcze wjechać na rondo, zatrzymać auto i włączyć światła awaryjne. Otworzyłem drzwi, a głowę oparłem na fotelu. Wydaje mi się, że na chwilę straciłem przytomność.
Jak zaznacza nasz rozmówca, choć wszystko wydarzyło się w dzień na ulicy, przy której zawsze znajduje się mnóstwo przechodzących ludzi lub przejeżdżających samochodów, musiało upłynąć sporo czasu, zanim ktoś w ogóle zorientował się, że kierowca zatrzymanego na środku drogi (!) auta potrzebuje pomocy. Ludzie przejeżdżali i przechodzili obok. Niektórzy spoglądali z zaciekawieniem w stronę pojazdu, ale nikt nie zdecydował się, żeby podejść i sprawdzić, co się stało.
- Po tym, jak się ocknąłem, siedziałem nieruchomo może z dziesięć minut - opowiada pan Kazimierz. - Błagalnym wzrokiem patrzyłem na pieszych, którzy akurat w tym czasie przechodzili przez pasy. Liczyłem, że może ktoś z nich mi pomoże, a oni tylko spoglądali i... szli dalej. Tak samo kierowcy, przejeżdżający obok lub z naprzeciwka. Niektórzy owszem zatrzymali się, popatrzyli, ale potem jechali dalej.
Szczęśliwie dla naszego Czytelnika pomoc w końcu jednak nadeszła. Dzięki młodemu mężczyźnie, który postanowił zatrzymać się przy zaparkowanym na środku jezdni aucie, historia ta zakończyła się pomyślnie.
Mówi pan Kazimierz: - Nagle, zupełnie niespodziewanie nadjechał czerwony samochód z napisem pizzerii. Objechał rondo i zatrzymał się. Z auta wysiadł młody człowiek. Zauważyłem, że był przejęty i wystraszony. Podbiegł do mnie i od razu chciał dzwonić po pogotowie. Ponieważ powoli odzyskiwałem siły, poprosiłem, by tego nie robił. Nie lubię stwarzać niepotrzebnego zamieszania. W tamtym momencie potrzebowałem już tylko pomocy, żeby dostać się do swojego domu.
- Kiedy już poczułem się lepiej, po kilkunastu minutach z włączonymi światłami awaryjnymi wspomniany młody człowiek przeprowadził mnie z centrum na ul. Klasztorną - dodaje nasz rozmówca. - Tam, pod moim blokiem rozstaliśmy się. Chciałem odnaleźć tego człowieka. Dowiedziałem się później, że kierowca, który mi pomógł, nazywa się Sebastian Górniak.
- Za pośrednictwem „Tematu” chciałbym podziękować panu Sebastianowi za okazałą mi pomoc. Natomiast pizzerii „Primavera” chciałbym pogratulować, że zatrudnia człowieka z tak wielkim sercem. (sz)
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Gratulując podjętych działań- to nie przyznawaj się, Sebastianie, do jazdy po mieście z włączonymi światłami awaryjnymi: policyjny mandat masz zapewniony tak, jak i pogardę kierowców zmuszonych odgadywać, w którą też stronę masz zamiar podążać. Może w wolnej chwili przeczytasz jednak (ze zrozumieniem!)Kodeks Drogowy?
Czasem małe gesty i odrobina empatii zmieniają ludzkie życie, a czasem nawet je ratują .... Brawo Panie Sebastianie. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Zawsze,.....gdy ktoś wymaga pomocy,.....należy to uczynić!
Zanim coś napiszesz poproś kogoś by ci wytłumaczył co jest napisane.Nigdzie nie napisałem o izolowaniu kogokolwiek.Jak czytam takie teksty to jestem za tym by kierowcy byli badani co 5 lat.Tok rozumowania godny gimnazjalisty...
Osoby chore po to się leczą ,aby jak najdłużej normalnie i samodzielnie funkcjonować.Ten pan popełnił błąd,bo nazwał swoją chorobę, powinien tylko wspomnieć,że zasłabł, a to może przytrafić się każdemu, nawet WASP. Przez taki sposób myślenia , jaki reprezentuje WASP, chorzy nie przyznają się do swoich dolegliwości(zakaźne, psychiczne itp),a przecież stykamy się z nimi na co dzień . WASP też może zachorować i wtedy odizoluje się od otoczenia aby nie być ciężarem, czy zagrożeniem dla innych!!!!
Brawo Sebuś !!:*
Nooo lubię gościa
pewnie twoim zdaniem wszystkich chorych powinno się wywieść na "Molokai" jak trędowatych żebyś ty był pewny ze nikt w przystanek nie wiedzie.
Wsadź sobie swoje skróty w buty.Ciekawe jakiego skrótu byś użył gdyby ten gość wjechał w przystanek i zabił pięć osób?
...M.F.G.
Tylko jakim prawem ten człowiek kierował samochodem!?Osoby w takim stanie zdrowia nie powinny kierować bo stanowią zagrożenie nie tylko dla siebie,ale przede wszystkim dla innych.Dobrze,że to się tak skończyło...
Po prostu inteligentne zachowanie, na które nie było stać setek innych osób!
TEDUNIO NA BURMISTRZA!!!!!!!!!!!! NASZE MIASTO I LUDZIE MOGĄ SIĘ CZUĆ BEZPIECZNIE.....POZDRO,CIEREZA.
Gratulując podjętych działań- to nie przyznawaj się, Sebastianie, do jazdy po mieście z włączonymi światłami awaryjnymi: policyjny mandat masz zapewniony tak, jak i pogardę kierowców zmuszonych odgadywać, w którą też stronę masz zamiar podążać. Może w wolnej chwili przeczytasz jednak (ze zrozumieniem!)Kodeks Drogowy?
Czasem małe gesty i odrobina empatii zmieniają ludzkie życie, a czasem nawet je ratują .... Brawo Panie Sebastianie. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
Zawsze,.....gdy ktoś wymaga pomocy,.....należy to uczynić!