Reklama

Bogdan Urbanek: Tęskno do majówek z książką i prasą

11/04/2013 11:43

Skutki wirtualnej rzeczywistości coraz bardziej utwierdzają mnie w przekonaniu, że warto czytać, bo pomaga to rozumieć świat, myśleć, rozmawiać. Dlaczego? Odpowiedź wydaje się prosta – spójrzmy choćby na własne dzieci, wnuki i posłuchajmy jak rozmawiają ze sobą ci, którzy świata nie widzą ponad konsolami bądź całymi dniami siedzą przed telewizorami i ci, którzy czytają. Zasób słownictwa, łatwość opowiadania, argumentowania swoich racji czy też zwykłego dogadywania się tych drugich nie pozostawiają wątpliwości. A zatem warto czytać i jestem absolutnie przekonany, że ludziom czytającym książki lepiej się żyje, po prostu. Z wiosną czytelnicze remanenty nachodzą mnie szczególnie, może to jeszcze dawna naleciałość gdy w maju – jak Polska długa i szeroka – fetowano Dni Kultury, Oświaty, Książki i Prasy? Już od przełomu lat 60. i 70-tych byłem w to świętowanie bezpośrednio zaangażowany, wraz z poetą Zygmuntem Flisem, artystą malarzem Witkiem Lubinieckim oraz animatorami miejskiej kultury Edkiem Kreftem i Zbyszkiem Butkiewiczem. 

Zygmunt będąc wówczas wicedyrektorem szczecineckiego Oddziału RSW „Prasa-Książka-Ruch”, nadzorował sieć klubów, świetlic, klubokawiarni na połowie ówczesnego województwa. W bibliotece kolejowej, która zajmowała duże i dość przestronne pomieszczenia w budynku dzisiejszej przychodni lekarskiej na ul. 28 Lutego 3, założyliśmy klub literacki „Z Pegazem w herbie”. Dysponując w mieście i powiecie taką bazą, gościliśmy niemal wszystkich regionalnych twórców, członków Związku Literatów Polskich – m.in. Czesława Kuriatę, Anatoliusza Jurenia, Martę Aluchnę-Emelianow, Gracjana Bojara-Fijałkowskiego, Zygmunta Flisa, Anatola Ulmana, Leszka Bakułę, Jerzego Dąbrowę-Januszewskiego, Andrzeja Turczyńskiego, Tadeusza Gasztolda, świątecznie w maju, choć nie tylko. 

Reklama

Miałem też i ja swoje redakcyjne zobowiązania, każdy z nas – myślę o zespole dziennikarskim ówczesnego „Głosu” – w maju musiał obsłużyć kilka spotkań z czytelnikami, które organizowano w szkołach, świetlicach i klubokawiarniach „Ruchu”. Odwiedzałem więc młodzież szczecineckich szkół średnich, domy kultury i świetlice zakładowe Spółdzielni Mieszkaniowej, „Polamu”, ZPW, „Pojezierza”, OZLP, „Pomorzanki”, wyjeżdżałem na spotkania do Czaplinka, Człuchowa, Jastrowia, Okonka, Białego Boru, Bobolic. Pamiętam, że nie były to li tylko sztampowe oficjałki. Podczas spotkania z ostatnim rocznikiem Liceum Pedagogicznego, na którym byłem z Zygmuntem i Witkiem, z planowanego odczytu wnet przerodziło się ono w iście umiejętnościowy trening, młodzi ludzie dosłownie nas obstąpili, podpatrując różne formy twórczego warsztatu pracy każdego z nas. Zygmunt Flis zawsze musiał mieć na podorędziu swój poemat historyczny Córka królewska Elżbieta, który dopiero niedawno – po 47 latach – po raz pierwszy ukazał się drukiem w mojej ostatniej książce. Ode mnie zazwyczaj oczekiwano, żebym każde takie spotkanie opisywał w gazecie, co nie było takie oczywiste, zwykle robiłem zbiorówkę, to musiało wystarczyć. Najlepiej wychodził na tym Witek Lubiniecki, który miał niezłą kreskę i ku wielkiej uciesze uczestników tych spotkań, zawsze coś im od ręki pozostawił.

Tak czy inaczej w ciągu tego bez mała półwiecza książka i gazeta także przeszły swoją transformację i to jaką! Nasi młodsi czytelnicy może potraktują to jako swoiste science fiction, ale w tychże latach 70. kupowało się je niemal wyłącznie spod lady. Wiem, niczego to nie wyjaśnia, bo taka forma sprzedaży też już dawno nieobecna w ich, młodych, słowniku. Ale tak było. Za książkami Nabokova, Joyce`a, Borgesa czy Hłaski nie było sensu nawet stać po nocach przed jedną czy drugą szczecinecką księgarnią, trzeba było mieć bezpośrednie „dojście”, a i to nie dla wszystkich uprzywilejowanych starczyło. Dziś nowości ostatniego literackiego Noblisty czy laureata rodzimej Nike można kupić niemal tego samego dnia w stolicy, Krakowie i w Szczecinku, stało się więc normalnie. Kupujemy? No, powiedzmy, może ciut z tym u nas lepiej niż w dalszym ciągu zawstydzające krajowe statystyki, dobre choć i to. 

Reklama

Fakt, nie ma już majowych spotkań z książką i prasą, ale jakby ktoś koniecznie czekał na jaką to okoliczność – by podreperować swoje czytelnicze ego – to warto wiedzieć, że co roku 23 kwietnia, obchodzimy Światowy Dzień Książki i Praw Autorskich. Jest więc okazja, by na powrót zbratać się z książką czy gazetą. To, że nie jest z tym u nas aż tak źle jak gdzie indziej wcale nie znaczy, że nie może być lepiej. Bo gdyby zacząć nawet i to felietonowe czytanie od początku, to warto zapamiętać, że czytającym trochę lepiej się żyje, po prostu.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama