Reklama

Bogdan Urbanek: Lubię Was za to, krajanie

14/03/2013 11:33

Słyszałeś, coś takiego – zagadnął mnie niedawno widać niezbyt muzycznie wyrobiony znajomek – Kazik Staszewski z „Kultu”, w kinie śpiewał Mickiewicza z II części Dziadów. I po chwili popisał się recytując z pamięci słynną mowę Guślarza do Dziewczyny – Na głowie ma kraśny wianek/w ręku zielony badylek...etc. Racja, co by nie mówić, ale jakoś raźniej mi się zrobiło na duszy i spojrzałem na niego z uznaniem. Chłop dobrze już po sześćdziesiątce, a szkolne lektury pamięta! Ale nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził tej wiedzy u źródła, czyli w łepetynie znajomego gimnazjalisty, który wszak powinien to – może i nieco skomplikowane jak na ów młodzieńczy wiek – misterium wędrujących duszyczek z przebojem charyzmatycznego wokalisty skojarzyć. I to jakiego! Jednego z najważniejszych polskich zespołów rockowych, łączącego punkową ekspresję z minimalizmem nowej fali, psychodelią i na dodatek miejskim folklorem. Sprawdziłem, ależ, znów na to wyszło, żem niepoprawny optymista, bo kto z tych młodych czyta dziś lektury? Ale na koncercie Kazika i „Kultu” był, a jakże!
Dobrze, że Wieszcza nam odbrązowili, to i może go te małolaty choć trochę polubią. I nie tylko oni, my wszyscy, tak jak polubiliśmy koncerty w naszym miejskim kinoteatrze. Pamiętają Państwo, jeszcze kilka lat temu nie odbył się – w dawnej „Przyjaźni” koncert naszej bluesowej legendy, Sławka Wierzcholskiego z „Nocnej zmiany bluesa”, a jakiś czas potem recital Edyty Geppert, piosenkarki, która poezję śpiewaną wyniosła na szczyty artystycznej maestrii, dla której teksty pisali i piszą sami najlepsi – Osiecka, Młynarski, Cygan, Ficowski. Dlaczego? Po prostu – i tu, i tu widownia się nie sprzedała. Coś takiego, dziś byłoby to nie do pomyślenia. Czyżbyśmy zatem sami sobie tę widownię odczarowali, może i tak. Bo gdyby Kazik Staszewski miał zaśpiewać wszystkim, którzy chcieli go w Szczecinku posłuchać, może i trzy, cztery razy tyle biletów trzeba by było sprzedać? No i dobrze, lubię Was za to, krajanie!
Ale co tam koncerty, ktoś kogo dobrze znam i kto dość regularnie te felietony czyta, a i naurągać mi potrafi jak nie po jego myśli napisane, powie na pewno – ot, komercja, znaczy, muzyka lekka, łatwa i przyjemna. Niech mówi, wtedy jak zwykle będę przy swoim obstawał i znów go przekonam, choćby okresowymi koncertami rodzimych symfoników, co im też zawsze nadkomplety towarzyszą, choć wcale ona nie taka lekka, ta ich muzyka. A jak i to nie pomoże, to jeszcze nie będę się brał z nim za łby, jeno przypomnę muzealne wernisaże, gdzie też ścisk niczym w upalne weekendy na Mysiej Wyspie. Gdy już argumentów mu braknie i wnet koncept straci, to mu jeszcze dopowiem, że statystyki nieźle nas, mieszczuchów, lokują gdy chodzi o czytelnictwo, co zarówno znajome bibliotekarki jak i bukinistki bez trudu poświadczą.
Nazywam je tak po dziadku, którego jak przez mgłę pamiętam, który nauczył mnie pacierza, wierszyka Bełzy, z którym chodziłem nie do księgarni lecz właśnie do bukinistów i który dziennikarzy zawsze nazywał żurnalistami. Dziadek grał na wiolonczeli, ojca przysposobił do skrzypiec, pamiętam jak grali Bolero Ravela, cisza była wtedy w domu jak makiem zasiał. Wiem, bo i pamiętam, że mnie też zamierzali do tej rodzinnej kapeli dołączyć, ale się uparłem, że na tych piszczących skrzypcach grał nie będę, czego może i dziś żałuję. Co prawda wychowałem się na Beatlesach, Stonsach, Presleyu i w szczecińskich zespołach nieźle ponoć sobie na bębnach poczynałem, ale te skrzypce gdzieś mi w duszy pozostały. I są tam nadal, nawet więcej, bo co jakiś czas gdzieś się we mnie odzywają. Zwłaszcza, gdy mam okazję i przyjemność słuchać Malwiny Kotz, mojej byłej, ale niewątpliwie najzdolniejszej artystycznie Uczennicy, znanej już w kraju skrzypaczki, która śmiało zmierza w kierunku muzycznego Panteonu. Czasami przyjedzie do Szczecinka, jej recitale wypełniają po brzegi aulę szkoły muzycznej, gdzie uczyła się muzycznego abecadła. Duma mnie wtedy rozpiera i wracają wspomnienia, gdy wraz z młodszą siostrą Celiną ozdabiały muzycznie wszystkie nasze klasowe uroczystości. I jakby jeszcze tego było mało, moją asystentką przedmiotową była i „Adasiową” reporterką. Malwina koncertowała u nas niedawno i po raz kolejny zachwyciła publikę, która jej też nie zawiodła. Lubię Was za to, krajanie!

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama