Pod koniec ubiegłego roku mieszkańcy miasta zaczęli otrzymywać z ratusza wezwania do zapłaty z tytułu współużytkowania wieczystego nieruchomości. Dotychczasowa, dość umiarkowana opłata została podwojona wraz z zapowiedzią podniesienia jej o 500% w roku 2015 w stosunku do stawki z roku 2012. Nie przypominam sobie, by w tak krótkim czasie stawki podatków od czegokolwiek rosły w tak niebotycznym tempie. Dla bardzo wielu obywateli naszego miasta jest to prawdziwy szok.
Szczególnie mocno muszą być zawiedzeni wszyscy ci, którzy stali się właścicielami nieruchomości położonych na gruntach dzierżawionych od miasta. Teraz okazuje się, jaką wykazali naiwność. Wcześniej kupując np. garaż sądzili, że będąc jego właścicielem ponosić będą mniejsze koszty związane z jego posiadaniem i z eksploatacją. Okazuje się, że zgrzeszyli naiwnością i niczym nie uzasadnioną wiarą w trwałość rozwiązań prawnych w naszym państwie.
Za tą naiwność zostali dotkliwie ukarani. Na takich właśnie naiwniaków przerzuca się dzisiaj koszty coraz to dramatyczniejszej sytuacji finansowej samorządów. Wobec załamania się źródeł dotychczasowych dochodów, ostatnim jego ratunkiem pozostała, jak zwykle niezbyt zamożna, kieszeń szarego obywatela. Dzisiaj widać wyraźnie, że samorządy, w tym i nasz, dały się złapać w pułapkę zadłużenia. Kilka lat radosnej polityki wydawania pożyczonych pieniędzy i naiwna wiara „dobrego wujka” z Unii, zaowocowało gigantycznym zadłużeniem samorządów. Narastająca fala postępującej recesji gospodarczej zredukowała radykalnie źródła dotychczasowych dochodów budżetowych. Wobec tego trzeba poszukać ich gdzie indziej. Mieszkańcy miasta, którzy w nim nic nie posiadają, z łatwością unikną wypompowywania im z ich kieszeni pieniędzy, uciekając do „szarej strefy” lub przenosząc się do bardziej przyjaznego miejsca.
Ten, który myśląc perspektywicznie, zabezpieczał swoją przyszłość, stając się właścicielem domu, mieszkania lub jakiejś innej nieruchomości, nie ma gdzie uciec i staje się łatwym łupem wiecznie nienasyconego fiskusa, który na swoje potrzeby jest w stanie wyciągnąć z kieszeni obywatela ostatni grosz. Teraz widać jak na dłoni, kto za czas „radosnej twórczości” w dziedzinie inwestycyjnej, zapłaci słony rachunek.
Dążenie do zbilansowania budżetu owocować będzie kolejnymi podwyżkami różnych opłat i podatków. Pamiętać musimy, że w podobnie szybkim tempie, jak skala podatkowa, nie rosną nasze dochody, w szczególności tych, którzy utrzymują się z emerytury, a których w naszym mieście jest coraz więcej. Wkrótce może się okazać, że emerycka kieszeń jest najbardziej pewnym źródłem wpływów do budżetu. Wielu z nas zaczyna sobie zdawać sprawę, że utrzymanie dotychczasowego stanu posiadania może znacznie przekraczać jego możliwości finansowe, a konieczność wywiązywania się z coraz to większych opłat na rzecz miasta, może pociągnąć za sobą widmo katastrofy finansowej, szczególnie tam, gdzie dochody są niskie.
Udźwignięcie coraz to większych ciężarów podatkowych będzie wprost niemożliwe i albo zaczną wyzbywać się dotychczasowo zgromadzonych dóbr, albo zapuka do ich drzwi komornik.
W obu tych przypadkach perspektywa jest mało zachęcająca. W bardzo trudnej sytuacji mogą znaleźć się użytkownicy działek pracowniczych. Jeżeli szybko nie powstanie nowa ustawa, to działkowcy zostaną wydani na łaskę, nie zawsze im przychylnych, samorządów. W wielu przypadkach oznaczać to będzie utratę dotychczasowych ogrodów, bo gminy będą chciały owe, często bardzo atrakcyjne, grunty sprzedać albo, jak w przypadku nieruchomości położonych na gruntach gminnych, obciążyć dodatkowym podatkiem. Trudno sobie wyobrazić, żeby dotychczasowi użytkownicy działek, w dużej części emeryci i renciści, byli w stanie udźwignąć ten kolejny ciężar. Kiedy pomyśli się o skali tegorocznych obciążeń fiskalnych spadających na mieszkańców naszego miasta, musi paść pytanie o granice wytrzymałości. Jak dalece da się napinać strunę podatkową, by ta w końcu nie pękła społecznym buntem?
Tak zadane pytanie wcale nie jest bezpodstawne. W przeszłości krótkowzroczna polityka w sferze podatkowej bywała źródłem pobudzania świadomości społecznej obywateli, która dla zwolenników nadmiernego fiskalizmu kończyła się zawsze fatalnie. Czy w takiej sytuacji mamy płakać i płacić czy...?
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze