Jeżeli mówimy o czymś, że spełnia rolę piątego koła u wozu, mamy na myśli coś, co jest zbędne, bezużyteczne, stanowi niepotrzebny ciężar lub bezrozumną przeszkodę. Na takie miano zasługuje struktura samorządowo - administracyjna pod nazwą powiat. Im bardziej przyglądam się funkcjonowaniu owej struktury, tym bardziej jestem przekonany o tym, że powołanie powiatów w strukturze administracyjnego podziału kraju było decyzją błędną i szkodliwą, i w kształcie jakim ona jest, nie do końca przemyślaną.
Coraz mocniej przebija się do opinii społecznej przekonanie, że w obecnym kształcie organizacyjnym urząd powiatowy stanowi rozdęty ponad wszelką miarę aparat urzędniczo-biurokratyczny, trawiący bezproduktywnie sporą część dochodów budżetowych. Powiaty mają dość skromne źródła dochodów własnych. W większości konsumują środki pochodzące z budżetu państwa w postaci subwencji i dotacji. Kiedy ich jest zbyt mało na zaspokojenie potrzeb, udają się do banków po pożyczki i zaczynają tonąć w długach.
Kiedy po 1989 roku przystąpiono do reformy administracyjnej, powołano do życia samorządową gminę. Struktura samorządowej gminy była dobrze przemyślana i mimo początkowych trudności, znakomicie wpisała się w życie lokalnych społeczeństw. O reformie powiatowej nie można tego powiedzieć. Spróbuję zilustrować swoją tezę przykładami z naszego szczecineckiego podwórka. Zacznijmy od bliskiej mi oświaty.
W Szczecinku część szkół podporządkowana jest samorządowi miejskiemu, a część samorządowi powiatowemu. Szkołami podstawowymi i gimnazjami zawiaduje burmistrz, szkołami średnimi starosta. Żadne merytoryczne przesłanki nie uzasadniają takiego podziału. Szkolnictwo jako całość utrzymywane jest z budżetu krajowego w postaci subwencji. Samorządy w miarę swoich możliwości w większym lub mniejszym stopniu dofinansowują ją ze środków własnych. Utrzymywanie na jednym terenie dwóch struktur zarządzających oświatą nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Jedynym uzasadnieniem istnienia tych struktur są stanowiska urzędnicze w administracji oświatowej, które są całkowicie zbędne i tylko mnożą niepotrzebne wydatki, w i tak już niezbyt wysokim budżecie szczecineckiej oświaty.
Uważam, że cała szczecinecka oświata winna być podporządkowana jednemu ośrodkowi decyzyjnemu. Dużo łatwiej i racjonalniej można by zarządzać placówkami oświatowymi na terenie miasta, gdyby podporządkowane były one jednemu ośrodkowi decyzyjnemu. O ile łatwiej organizować życie sportowe w naszym mieście, kiedy wszystkie obiekty sportowe, łącznie z dużymi salami sportowymi szkół, znalazły się w strukturach organizacyjnych OSiR. Podobnie jest ze szczecinecką oświatą. Dużo łatwiej i o wiele efektywniej można by nią zarządzać z jednego ośrodka decyzyjnego.
Z mizerią finansową, z jaką boryka się cała szczecinecka oświata, powinna wiązać się racjonalizacja kosztów jej funkcjonowania. Likwidacja jednego ogniwa, jakim jest powiatowa struktura administracji oświaty, wydaje się być działaniem uzasadnionym. W dość zamierzchłych czasach, kiedy nie było tak rozbudowanego systemu informatycznego, komputerów i telefonów komórkowych, niewielki inspektorat oświaty zawiadywał CAŁYM szkolnictwem na terenie największego powiatu w Polsce, jakim był ówczesny powiat szczecinecki. Szkół i uczniów w szkołach było dużo więcej, a administracja szkolna o wiele skromniejsza. Dobry był pomysł, by subwencję oświatową przekazywać bezpośrednio do szkół, bez jej wstępnej „obróbki” w administracji miasta czy powiatu. Niestety, biurokracja nie pozwala wyrwać sobie tego zadania i nadal szkoła jest na łasce urzędnika.
Inną ilustracją administracyjnego bezhołowia jest sprawa zarządzania drogami w mieście. Mamy tu drogi miejskie, powiatowe, wojewódzkie i krajowe. Na jednym terenie mamy kilku gospodarzy w zintegrowanym systemie dróg. Jedni zarządzający mają środki na ich utrzymanie i konserwację, inni nie. Spotykamy się z takim kuriozum, że część ulicy podlega gminie a część powiatowi. Dlatego jedne są porządnie utrzymane, na innych, bez slalomu między dziurami, nie można się poruszać. Taką straceńczą jazdę funduje nam starosta na ulicy Kościuszki. Jedynym pocieszeniem jest to, że burmistrz i starosta codziennie w tym slalomie też uczestniczą. Tutaj sprawdza się praktycznie stara maksyma „gdzie kucharek sześć...” Nadszedł już najwyższy czas, by zastanowić się nad tym, czy powiat w takim kształcie administracyjnym nie jest przysłowiowym piątym kołem u wozu.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze