Kilka miesięcy temu w felietonie opisałem fatalny stan szczecineckiego dworca kolejowego. Wskazywałem, że ten niegdyś dość porządnie zadbany obiekt, powoli, acz systematycznie, przekształca się w użytkową ruinę. Pisałem, że jest on niebezpieczny dla pojawiających się pasażerów, ze względu na możliwość doznania tam groźnego wypadku. Naiwnie sądziłem, że publiczne wskazanie na takie niebezpieczeństwo zmobilizuje właścicieli obiektu do większej dbałości o pasażerów, o których rzekomo kolejarze zabiegają.
Przejdźmy więc do meritum. Przypomnę, wychodząc z dworca na prawo od schodów znajduje się dość głęboka studzienka kanalizacyjna. W zabezpieczającej ją pokrywie po latach użytkowania wykruszył się beton i dzisiaj stanowi ona żeliwny ażur, przez który łatwo może wpaść stopa niezbyt uważnego przechodnia. Taka nieprzyjemna przygoda może zakończyć się bardzo groźnym wypadkiem, szczególnie kiedy będzie to noga małego dziecka. Chodnik przed dworcem wraz z niebezpieczną dziurą znajduje się w jurysdykcji i opiece właściciela stacji, o czym od czasu do czasu gromadzącym się przy tej dziurze palaczom (wykorzystują ją jako popielniczkę), przypominają sokiści, grożąc mandatem za palenie tytoniu w miejscu, ich zdaniem, niedozwolonym. Świadomość istnienia tej niebezpiecznej dziury wśród tych, którzy za bezpieczeństwo na kolei są odpowiedzialni, jest oczywista. Jaka niemoc umysłowa i organizacyjna musi dotykać owych ludzi, którzy widząc niebezpieczne dla zdrowia i życia miejsce, nie reagują w sposób prawidłowy. Taka postawa kłóci się z elementarnym poczuciem odpowiedzialności za wykonywaną przez siebie pracę.
Apelują do dyżurujących na stacji funkcjonariuszy SOK, by nie tylko uganiali się za palaczami, bo oni w sumie nie stanowią zagrożenia dla pasażerów, ale skutecznie zadbali o likwidację niebezpiecznej dziury, groźnej dla korzystających z dworca pasażerów. Gdyby na skutek zaniedbania i zwykłego lenistwa służb doszło do wypadku, jestem gotów świadczyć w całej tej skandalicznej sprawie. Zrobiłem tej dziurze dokumentację fotograficzną i zapewniam, że w razie wypadku kolej nie wywinie się sianem. Jakich argumentów i słów perswazji należałoby użyć, by zmusić właścicieli nieszczęsnej studzienki do działania. Koszty takiej naprawy są naprawdę niewielkie. Zastanawiam się, czy w takim obiekcie, jakim jest duży dworzec kolejowy, nie ma gospodarza, który by odpowiadał za prawidłowe i bezpieczne jego funkcjonowanie.
Pewne odznaki wskazują, że jest. Od czasu do czasu ktoś przeleci miotłą po peronach lub szmatą przetrze po zakurzonych kątach albo rozmaże brud na szybie. Ktoś więc tam, prócz kasjerek i patrolu SOK, pracuje. Rozumiem, nie ma teraz środków na remont tego już zabytkowego obiektu, ale powinny się znaleźć na jego bieżącą konserwację i naprawę. Przecież tam, bez uczucia odrazy na widok wieloletniego, rozmazanego, wszechobecnego brudu nie sposób przebywać. Właśnie ta dziurawa pokrywa nad kanalizacyjną studzienką jest kwintesencją kompletnej degrengolady, jaka panuje na naszym dworcu. Zdając sobie sprawę z paraliżującej niemocy, jaką zostali ogarnięci odpowiedzialni za ten stan pracownicy kolei, zwracam się z apelem do strażników straży miejskiej, by zainteresowali się tą skandaliczną sprawą. Dworzec nie podlega ich jurysdykcji, ale stosowne notatki mogą sporządzić i wysłać je do odpowiednich władz. Podobnie powinni zareagować kontrolujący dworzec policjanci. Ich patrole codziennie obchodzą stację, więc nie będzie dla nich wielką niewygodą, jeżeli ze swoich obserwacji zrobią służbową notatkę. Wszak są oni tam nie tylko od chuliganów i złodziei. Reakcja na mój felieton powinna być szybka i skuteczna. Mam nadzieję, że też inne służby miejskie i powiatowe zainteresują się tą może małą ale jakże dla wizerunku naszej obywatelskiej wspólnoty sprawą.
Kiedy odbieram na dworcu przyjeżdżających do mnie gości, staram się ich jak najszybciej wyprowadzić z tej obskurnej rudery, by ich pierwsze wrażenia nie przesłoniły późniejszego oglądu naszego coraz ładniejszego miasta. Zbliża się sezon wakacyjny, a wraz z nim pojawią się przybywający do nas koleją wczasowicze i turyści. Czy w umysłach niektórych odpowiedzialnych za funkcjonowanie dworca nie powinna zapalić się czerwona lampka? Jeżeli nie zniknie owa dziura, świadectwo marazmu i niemocy, stanę tam sam z tablicą ostrzegawczą. Będzie wstyd.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze