Kiedy słyszę polityków różnych opcji, jak to skutecznie walczyć będą z narastającą falą bezrobocia, przychodzi mi skojarzenie ze sztuką francuskiego dramaturga Samuela Becketta „Czekając na Godota”. Ta utrzymana w konwencji teatru absurdu sztuka, stała się nie tylko synonimem socjalnej degradacji człowieka we współczesnym świecie, ale też symbolem oczekiwania na coś, co nigdy nie nastąpi.
Zbliżający się termin jakichkolwiek wyborów powoduje wśród liderów różnych ugrupowań politycznych prawdziwy wyścig w składaniu obietnic skutecznej walki z plagą bezrobocia. W świetle reflektorów i błysku fleszy podpisują umowy i zobowiązania, które rzekomo mają być świadectwem ich niesłychanej wrażliwości na los świata pracy. Ostatnio szczecinecki starosta K. Lis w obecności licznie zgromadzonych dziennikarzy, podpisał taki intencyjny list pełen kuszących obietnic, które mają uratować tonący w długach białoborski samorząd. Dla mnie to medialne przedstawienie nie tylko przypomniało podobne szczecineckie przedwyborcze praktyki, ale wywołało skojarzenie z faktem, że Biały Bór czekają wkrótce przyśpieszone wybory nowego burmistrza.
Medialna zapowiedź wielomilionowych inwestycji jest jawną próbą wzmocnienia wyborczych szans kandydata szczecineckiego starosty na urząd burmistrza w Białym Borze. Nie można tego faktu przedstawić inaczej, jak sprytnej zagrywki przed zbliżającymi się wyborami. Można by sobie życzyć spełnienia składanych obietnic, ale mam w tej materii własne doświadczenie, które podpowiada mi, że to czysto propagandowe zagranie. Smutna rzeczywistość jest taka, że mamy w naszym powiecie 25 proc. bezrobocie, które lokuje nas w czołówce krajowej tej niechlubnej listy. Wszelkie obietnice składane przez rządzących miastem i powiatem liderów są mało wiarygodne. Burmistrz J. Hardie-Douglas, rozwijając przed społeczeństwem miraże aktywnej walki z bezrobociem, wiele obiecywał sobie po współpracy z Kronospanem, ale także po inwestycjach infrastrukturalnych, mających skłonić potencjalnych inwestorów do stworzenia nowych miejsc pracy. Z tych obietnic nic nie wyszło. Na przygotowanych pod inwestycje terenach hula wiatr, a oczekiwanie na kogoś, kto kupi działkę i zacznie budować nowe miejsca pracy, przypomina owe słynne „Czekanie na Godota.” Inwestorów jak nie było tak nie ma. Szumne zapowiedzi, związane z nową umową z Kronospanem, wydają się równie mgliste jak obietnice wielomilionowych inwestycji w białoborskie fermy wiatrowe. Są one mniej więcej tyle samo warte, co zapowiedzi przy okazji chińskich peregrynacji naszego burmistrza. Jedynym realnym i namacalnym skutkiem, tej tak obiecująco zapowiadanej dalekowschodniej wycieczki, jest nowy rzecznik prasowy szczecineckiego burmistrza. Innych zapowiadanych fruktów ta słynna na całą Polskę wyprawa nie przyniosła.
Trzeba sobie powiedzieć jasno, że dotychczasowe sposoby rozwiązania problemu strukturalnego bezrobocia nie przynoszą efektów. Dzisiaj wyraźnie widać, że wolnorynkowe sposoby na walkę z bezrobociem zawodzą nie tylko w naszym kraju. Polityka „dawania wędki” w wykonaniu naszych urzędów pracy jest nie tylko sposobem na gigantyczne marnotrawstwo pieniędzy, ale także ludzkiej energii. Tym sposobem nie zlikwiduje się bezrobocia. Jeżeli nie uda się go powstrzymać, czeka nas los ekonomicznych nomadów. Część przenosić się będzie za szybko zmieniającym się rynkiem pracy, co już obserwujemy w młodym pokoleniu. Inni zostaną w swoistych rezerwatach bezrobocia, skazani na społeczną opiekę bez żadnej perspektywy na przyszłość i na powolną społeczną degenerację, tak charakterystyczną dla takich miejsc.
Mam coraz silniejsze wrażenie, że moje miasto dryfuje właśnie w takim kierunku. Kurczący się szybko rynek pracy, odpływ młodzieży, starzenie się społeczeństwa, jest tego zjawiska zapowiedzią. Gdyby ogromne środki, które dzisiaj są marnotrawione lub zwyczajnie rozkradane przez różnorodnej maści nieudaczników i cwaniaków, PAŃSTWO umiało spożytkować na tworzenie nowych miejsc pracy, można by liczyć na powstrzymanie tego niekorzystnego zjawiska.
Tu potrzebna jest jednak nie tylko wyobraźnia, ale wola polityczna, której dzisiejsze elity nie mają. Bez radykalnej zmiany w podejściu do walki z bezrobociem, oczekiwanie na nowe miejsca pracy będzie czekaniem na mitycznego Godota.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze