Reklama

500 kilometrów w poszukiwaniu lekarza

06/06/2014 05:01

W sytuacji, kiedy przydarzy nam się wypadek, swoje kroki najczęściej od razu kierujemy do naszego lekarza rodzinnego, a w poważniejszych przypadkach wzywamy karetkę lub sami docieramy do szpitalnego oddziału ratunkowego. Wydawać by się mogło, że odwiedzając szpital, uda nam się uzyskać odpowiednią medyczną pomoc. Niestety okazuje się, że nie zawsze jest to takie proste. Przekonali się o tym kilka dni temu rodzice kilkunastomiesięcznego Jacka. Chłopiec po upadku z betonowych schodów był odsyłany z kwitkiem z kilku szpitali, a pomoc uzyskał dopiero… w Gdańsku!

- W sobotę byliśmy z naszym 17-miesięcznym synkiem na placu zabaw. W pewnym momencie dziecko spadło z pobliskich betonowych schodów, połamało sobie ząbek w trzech miejscach, było całe zakrwawione. Od razu pojechaliśmy na pogotowie. Kiedy przyjechaliśmy do szczecineckiego szpitala opowiedzieliśmy całą sytuację pani pielęgniarce i poprosiliśmy o pomoc i konsultację z jakimś lekarzem, żeby upewnić się, czy syn nie doznał jakichś innych, wewnętrznych obrażeń. Wtedy dowiedzieliśmy się, że musimy jechać do Koszalina, ponieważ w Szczecinku nie ma żadnego chirurga dziecięcego, który mógłby zając się naszym przypadkiem – opowiada pani Paulina Bańkiewicz, mama chłopca. - Jazda do Koszalina nie była dla nas problemem, ponieważ mamy samochód i środki, ale najpierw chciałam, żeby ktokolwiek synka obejrzał i sprawdził, czy nic poważniejszego mu się nie stało, czy nie ma żadnego uszkodzenia głowy i czy rzeczywiście możemy zabrać go w godzinną trasę. Niestety, nikt się nawet nie zainteresował stanem naszego dziecka, nie sprawdził mu źrenic czy czegokolwiek. Kazano nam jechać do Koszalina i tyle.

Reklama

Jak relacjonuje mama Jacka, podczas podróży postanowiła ona skontaktować się z oddziałem chirurgii dziecięcej w Koszalinie, aby upewnić się, że tam uzyska pomoc. Podczas rozmowy z jedną z pielęgniarek okazało się, że tam również zostaną odprawieni z kwitkiem. - Pielęgniarka powiedziała, że oni nas nie przyjmą i cofną nas z powrotem do Szczecinka i nie mamy w ogóle po co do nich jechać. Twierdziła, że oni też nie mają żadnych lekarzy, bo... jest weekend i nikogo specjalnie nam nie sprowadzą! W ostateczności będą kazali nam czekać do poniedziałku, ale na oddział nas nie przyjmą – relacjonuje pani Paulina. 

- Znalazłam oddział ratunkowy w Słupsku, więc z Koszalina zawróciliśmy na Słupsk, ale tam powiedziano nam dokładnie to samo! Zaproponowali nam jedynie leki uśmierzające ból i również kazali czekać do poniedziałku. W międzyczasie znajomi znaleźli nam prywatną klinikę dentystyczną w Słupsku. Pani doktor po obejrzeniu zęba stwierdziła, że jest on w krytycznym stanie i ona się tego nie podejmie, a jedynie dała nam receptę na antybiotyk. Wtedy byłam już tak zdesperowana, że chciałam dzwonić na policję i poinformować, że wszędzie odmawiają pomocy 17 miesięcznemu dziecku po wypadku! Jeździliśmy po całej Polsce szukając pomocy, a ja nawet nie wiedziałam, czy coś się z synkiem dzieje i czy w ogóle możemy się z nim poruszać samochodem, czy zaraz nam nie zemdleje, czy nie ma żadnego uszkodzenia główki... Przecież nikt naszego synka nawet nie obejrzał, a jedynie każdy nas odsyłał i nawet nie wiedzieliśmy, gdzie możemy taką pomoc uzyskać. Ten ząb przecież nie był taki pilny… 

Reklama

W Słupsku rodziców chłopca skierowano do szpitala… w Gdańsku, gdzie dotarli dopiero po północy. Jak relacjonuje mama chłopca, tam chirurg szczękowy po obejrzeniu małego Jacka zdziwił się, że dziecko przyjechało aż ze Szczecinka i stwierdził, że tego zęba mógł usunąć… każdy dentysta pod znieczuleniem miejscowym przy użyciu zwykłych szczypiec.  Dalej jednak nie wiadomo, czy chłopiec nie ma żadnych wewnętrznych obrażeń, ponieważ nikt nie zadał sobie trudu, aby go zbadać 

– Nasz lekarz rodzinny polecił nam udanie się ponownie do szpitala w Szczecinku. Nie wiem jednak, czy przyniesie to jakiś skutek, skoro byliśmy tam dosłownie 5 minut po wypadku, kiedy syn był jeszcze cały zakrwawiony, przy rozmowie była pielęgniarka i dwóch ratowników, a nikt nawet na synka nie spojrzał – kontynuuje pani Paulina. 

Reklama

Czy rzeczywiście w nagłych przypadkach mieszkańcy, rodzice szukający pomocy medycznej dla swoich dzieci, odwiedzając szczecinecki szpital muszą liczyć się z tym, że zostaną „oddelegowani” aż do Koszalina? Okazuje się, że tak.  

- Jest to małe dziecko, a my niestety nie mamy chirurga dziecięcego. Takimi przypadkami zajmuje się właśnie chirurgia dziecięca, dlatego rodzice zostali odesłani do Koszalina. A że w Koszalinie tak zostali  potraktowani, nie mogę nic na to powiedzieć. My nie mamy w naszym szpitalu chirurga dziecięcego, ponieważ nie mamy w ogóle zakontraktowanej chirurgii dziecięcej – dlatego też nasi chirurdzy nie mogą udzielać pomocy dzieciom. Takie postępowanie jasno reguluje Narodowy Fundusz Zdrowia, że do 18 roku życia dziećmi i młodzieżą zajmują się jedynie chirurdzy dziecięcy – wyjaśnia Krzysztof Małkowski, dyrektor ds. medycznych szczecineckiego szpitala. - My nie możemy wręcz udzielać takiej pomocy i w takiej sytuacji dziecko zostało prawidłowo skierowane do najbliższego szpitala posiadającego oddział chirurgii dziecięcej. Oczywiście przyjrzę się bliżej tej sprawie, sprawdzę, dlaczego nikt nawet nie obejrzał dziecka i wyjaśnię tę sytuację

Reklama

- Gdyby ktoś podczas wizyty w szpitalu w Szczecinku nas uspokoił, może wcale nie musielibyśmy jechać te 500 km przez pół Polski tylko po to, żeby ktoś synowi wyrwał zęba. Chciałabym po prostu, żeby osoby, które mają nam pomagać, zastanowiły się nad tym, co mówią, co robią i w jaki sposób postępują. Aby podeszli do pacjenta jak do człowieka, zamiast odsyłać każdego „z automatu” do Koszalina. Po co jest ten szpital? Pomogą tu osobom dorosłym, a co z dziećmi? – pyta pani Paulina. 

Niestety w nagłych przypadkach rodzice szukający pomocy chirurgicznej dla swoich dzieci póki co w dalszym ciągu będą odsyłani do szpitala w Koszalinie. Powodem jest brak lekarza – chirurga dziecięcego w miejskim szpitalu oraz odpowiedniego kontraktu z Narodowym Funduszem Zdrowia. Jak się dowiedzieliśmy chirurg dziecięcy najpewniej w przyszłości pojawi się w Szczecinku, jednak na to musimy jeszcze trochę poczekać. (mg)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    ewikka777 - niezalogowany 2014-06-08 12:24:06

    PANI PAULINO! POWINNA PANI ZGŁOSIĆ SPRAWĘ DO PROKURATORA, PODAĆ DO WIADOMOŚCI TVN,NAGŁOŚNIĆ SPRAWĘ TAK, BY W KOŃCU BURMISTRZ Z ZAWODU LEKARZ ZAJĄŁ SIĘ SŁUŻBĄ ZDROWIA W SZCZECINKU TAK ,BY MOŻNA BYŁO OTRZYMAĆ KAŻDĄ POMOC, A NIE TYLKO CHWALIĆ SIĘ, ŻE ROZBUDOWUJĄ SZPITAL, BUDUJĄ LOTNISKO NA DACHU ITP. I CO Z TEGO, JAK TO WSZYSTKO NA PAPIERZE, A NIE SŁUŻY MIESZKAŃCOM W UDZIELANIU POMOCY. HAŃBA I WSTYD POWINNO BYĆ WŁADZOM SZCZECINKA I POWIATU. PO CO W TAKIM RAZIE JEST SZPITAL? KTO KOMU MA SŁUŻYĆ ? SZPITAL I JEGO PRACOWNICY MIESZKAŃCOM, CZY MIESZKAŃCY SZPITALOWI? JEDNO WIELKIE BAGNO I TYLE.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    milka - niezalogowany 2014-06-08 00:07:56

    Ja bym nie wyszła dopóki by pediatra nie obejrzał dziecka, no i przede wszystkim wszystko proszę na piśmie z pieczątką, że dziecka nie obejrzana, że nie udzielą pomocy to naprawdę działa - głupie słowa - proszę mi dać na piśmie. Zresztą już się przekonałam że najlepiej to dzwonić po karetkę, przynajmniej od razy ktoś się tobą zajmie a nie każą ci czekać że ktoś raczy się pofatygować.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    stanisla29 - niezalogowany 2014-06-07 21:40:30

    Po co nam taki szpital w którym nie ma lekarzy,pognić całe towarzystwo i będą oszczędności.Tylko współczuć rodzicom.Ciekawe czy ktoś poniesie konsekwencje.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama