Moi znajomi już od dawna informację stosowną odnośnie mojego zamiłowania do małych gryzoni posiadają. Sympatii tej nie rozumieją, ale ją akceptują. Konkretniej do tak zwanych świnek morskich mam słabość ogromną i od lat przeszło piętnastu, niezmienną. A ponieważ od jakiegoś czasu w moim mieszkaniu żaden mały zwierz nie przebywał, to uznałam, że pora najwyższa już przyszła, aby ten brak uzupełnić i futrzaka jakiegoś ponownie przygarnąć. Decyzja trudna, bo wszystko dokładnie rozważyć trzeba było i różne ewentualności wziąć pod uwagę, ponieważ jeśli już na zakup taki nabierzemy ochoty, to pamiętać musimy (i wszystkich na to uczulam i w kółko to powtarzać będę), że na lata odpowiedzialność dużą na siebie bierzemy. Ja również z decyzją miesiąc się zmagałam, bo na bardzo długi czas do zwierza będę uwiązana. I przywiązana zapewne również. Ale po rozważaniach burzliwych wyrok w końcu zapadł i na przybycie nowego domownika trzeba się było uprzednio przygotować. Doświadczenie już wcześniej spore w tym temacie zdobyłam, więc potrzeby oraz wymagania doskonale zdążyłam swego czasu przyswoić, to i lektura obszernych materiałów informacyjnych odnośnie nowego pupila mnie ominęła. I w celu nabycia odpowiedniego lokum, oraz aby wyposażenie nowej klatki całe skompletować, kilka wizyt w naszych szczecineckich sklepach zoologicznych złożyłam. Ale oprócz wymiany uprzejmości i uwag odnośnie zakupów, podczas miłej pogawędki również kilka historii o nieodpowiedzialności niektórych ludzi przyszło mi wysłuchać. Bo z opowieści o tym, jak to po dniach kilku klient zwierza swojego sprzedawcy odnosił, można by grubą książkę złożyć. A powody niedoszli właściciele najróżniejsze podają. Że stworzenie za głośne i w nocy spać komuś nie daje, że głaskać nie można, bo po chwili wszystko swędzieć zaczyna i oczy łzawią straszliwie, że zapach nie taki albo brudzi za bardzo (i po sobie nie sprząta!). Albo, że dnia pierwszego siedzi przestraszone w kącie i na wszelakie zabawy z nami nie ma najmniejszej ochoty, co gryzieniem ręki, która ma ją karmić, jasno i wyraźnie to do zrozumienia daje. I "prezenty nietrafione" również niejednokrotnie do sklepu po chwili wracały. Dlatego zamiast stworzenie (żywe przecież, które też swoje uczucia posiada) na stres ogromny narażać, ze zmiany lokum i otoczenia oraz obcowania z nami wynikający, a później znowu podróż do sklepu z nim odbywać, lepiej najpierw poważnie nad swoją decyzją się zastanowić, aby nam nie przyszło do głowy takich numerów wywijać. Bo i z literaturą fachową wypada się zaznajomić, żeby zwyczaje i wymagania nowego domownika dokładnie poznać i nie dać się później zaskoczyć, i testy na alergię zrobić sobie zawczasu, oraz plany nasze na kilka najbliższych lat również mieć cały czas na uwadze. Uświadomić również sobie trzeba, że zwierz trochę uwagi i czasu mu poświęconego będzie potrzebował, a gdy zachoruje to bez płatnej wizyty u lekarza odpowiedniego też się nie obejdzie. O kosztach, z codziennym utrzymaniem związanych, wspominać nawet nie będę. Bo przez takie decyzje pochopne to i schroniska już dawno zrobiły się przepełnione i zwierzęta tam zostawiane smutnymi ślepiami się w każdego wgapiają i pana swojego ciągle na horyzoncie wypatrują. Bo takiej krzywdy żadnemu zwierzowi robić zwyczajnie nie można! Ale gdy przygarnięcie stworzenia w pełni świadome będzie a my od konsekwencji i odpowiedzialności nie będziemy się uchylać, to pewność mieć możemy, że zwierz swoim oddaniem do końca życia będzie nas nagradzał.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!