Reklama

Trwa festiwal WATCH DOCS

27/10/2012 11:02

   Wczoraj (26.10) w Hotelu Zieliński rozpoczął się festiwal filmów dokumentalnych WATCH DOCS. To pierwszy tego typu festiwal w Szczecinku. Przypomnijmy, ma on charakter objazdowy. Jest jednym z największych i najstarszych festiwali mówiących o prawach człowieka na świecie. Co ważne, odbywa się przy współpracy z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Wstęp na wszystkie projekcje jest bezpłatny.
   Pierwszego dnia trwania festiwalu można było zobaczyć takie obrazy, jak: „Barking tylko dla białych” (reż. reż. Marc Isaacs), „Syria, kronika represji” (reż. Sofia Amara) oraz „Niepotrzebnych rzeczy podróż niezwykła” (reż. Katja Schupp). Wyjątkowym akcentem wśród tych światowych produkcji był akcent – szczecinecki. Wszystko za sprawą filmu „Ryba” zrealizowanego przez Irka Markanicza.
   - Wszystko dzięki organizatorom tego festiwalu, ponieważ to oni mnie zaprosili – powiedział nam Irek Markanicz, reżyser filmu. - Oprócz filmów „WATCH DOC-owych” z tego głównego nurtu festiwalu, chcieli mieć także nasz lokalny akcent. Chciałbym, żeby to widzowie ocenili, czy to jest inny rodzaj produkcji. Moim zdaniem, nie ma się specjalnie czego wstydzić. Myślę, że taki film mógłby spokojnie zaistnieć na tym festiwalu. Zresztą on już brał udział w innych festiwalach. Rok temu na przykład pokazywany był w Łodzi. Przeszedł najpierw wstępną selekcję, no i potem został wyświetlony. Ciekawie był odebrany. Ludzie, którzy się dowiadywali, że to ja jestem autorem tego filmu, podchodzili do mnie i opowiadali mi swoje wrażenie. Żadnego specjalnego wyróżnienia wtedy nie otrzymałem, ale bardzo mi się podobała reakcja ludzi, którzy byli zwykłymi widzami. Po samej projekcji, a przecież tych filmów było sporo, podchodzili i pytali o szczegóły i już samo to było fantastyczne. Wysyłam ten film na różne festiwale, których formuła mi odpowiada. Czekam na parę ważnych decyzji, ale przecież to nie ode mnie zależy, gdzie on się jeszcze dostanie.
    Film „Ryba” opowiada o salezjaninie, ks. Marku Rybińskim, który pełniąc misję w Tunezji, w 2011 roku został zamordowany. - Ten film nie powstawał tak łatwo, jak się wszystkim wydaje – podkreślał nasz rozmówca. - Powstawał blisko rok. Dla mnie nie sam moment zdjęciowy był najważniejszy. On był rzeczywiście istotny, bo wtedy zbiera się materiał, ale w momencie którym trzeba było usiąść i to wszystko zmontować – tu się zaczynały schody. Na szczęcie trafiałam wówczas na dobrych ludzi. To bardziej Marek był reżyserem tego filmu, ja mu tylko trochę pomagałem. Nie jest tak, że twórca wybiera sobie temat i robi film. Jest dokładnie na odwrót. To temat szuka twórcy. 
   Jak film „Ryba” został odebrany przez rodzinę Marka? - Już powstało kilka projektów, których inicjatorem był sam Marek. Ta historia jest na tyle uniwersalna, że wiele osób się nią zajęło i dobrze. Salezjanie zrobili jeszcze jeden film dokumentalny, powstawały programy telewizyjne. Ten film nie jest tylko o Marku, choć oczywiście on jest najważniejszy w tym filmie. Dzięki temu, że znaliśmy się z mamą Marka, panią Basią ten film jest szczególny. Znaliśmy się z różnych akcji: kiedy jeszcze Marek studiował czy był na jakiś misjach, co jakiś czas jego mama opowiadała mi o tym, co robi jej syn. Choć ja sam Marka świadomie nigdy nie spotkałem. Bez udziału mamy – pani Basi Rybińskiej, ten film nie byłby taki, jaki jest i jej za to przy każdej możliwej okazji dziękuję.
   Dziś (27.10) drugi dzień festiwalu. Wyświetlone zostaną m.in. „Cudze listy” (reż. Maciej Drygas), „Bad Girls. Cela 77” (reż. Janusz Mrozowski) czy „Planeta Kirsan (reż. Magdalena Pięta). Oczywiście nie zabraknie także produkcji zagranicznych. Projekcje rozpoczną się o godzinie 13.30, a zakończy przed godziną 21.00.
   - Gorąco polecam „Cudze listy” Marcina Drygasa – zachęca Irek Markanicz. - To bardzo dobry dokument. Podobnie – „Planeta Kirsan” – też świetny, wygrał na wspomnianym festiwalu w Łodzi. Jeśli ktoś będzie mógł, to niech oczywiście się wybierze. Czasem realizatorzy kina dokumentalnego robią bardzo długie filmy, godzinne albo jeszcze dłuższe opowieści. W takim filmie, jak np. ten Marcina Drygasa trzeba czasem zapomnieć o upływającym czasie. Trzeba dać się porwać opowieści. Wsłuchać się w nią, bo ona wcale nie jest łatwa. Ale z drugiej strony, środki, które zostały wybrane do przedstawienia tej opowieści, są bardzo proste. Co ważne dobrych filmów tego drugiego dnia będzie dużo więcej. (sz)

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo Temat Szczecinecki Temat.net




Reklama