Że szlachetne zdrowie, że ten tylko się dowie... Kto z nas nie słyszał tych strof natchnionych, kto z nas nie recytował ich na stopień? Ja na ten przykład tak i trójczynę z minusem dostałem, bo podobno wyklepałem i niewiele to wspólnego z recytacją miało. I muszę się przyznać, że niekoniecznie wtedy się z przemyśleniami naszego wieszcza zgadzałem.
Ale wiadomo, młodość ma to do siebie, że jest i chmurna i durna (co przed laty łodkrył redaktor Broniarek) i racje to łon miał. Bo zdrowia to my nie szanujem. Jemy na ten przykład tłusto, dużo, a między posiłkami jeszcze podżeramy sobie małe co nieco, no i grube się robimy. A że się nie ruszamy, to po pewnem czasie robimy się jeszcze grubsze. Na dokładkie palimy tytoń i pijemy alkohol. To i nie dziwota, że po pewnem czasie się zaczyna. Kartofelki smażone z apetycikiem se zjesz, a tu zgaga piecze, na ten przykład. Wypijesz, z umiarem łoczywiście, bo tylko zdrowie szwagra, cioci Józi, wujka Władka i parę strzemiennych, a rano, głowa trzeszczy, że o tym jak wątroba napieprza to ja już nawet nie wspomnę. Że palenie też szkodzi łoczywiście wiemy, no to przerzucamy się na fajkie, albo takie cienkie i koniecznie lajty, bo wiadomo to mniej szkodzi, no tyle że jak przyjdzie nam podbiec, albo na jakieś piętro wejść, to klękajta narody, ale zadyszka i zdrowy męski kaszel nam na to nie pozwalajom. Mówiąc krótko zaczynama podupadać na zdrowiu, a to nie jest dobrze. Na szczęście jest medycyna. No tyle, że z tymi lekarzami to je kłopot. No bo zbada i owszem, recepte na leki wypisze, ale łograniczyć i żarełko, i picie, i fajczenie od razu każe, i ruch zaleca. A to niekoniecznie każdemu pasuje, bo to i czasu brak i apetyt dopisuje.
Na szczęście prężny i potężny przemysł farmaceutyczny idzie nam z odsieczom. Bo na wszystkie dolegliwości i na każdy ból leki majom i niekoniecznie recepte na nie mieć trzeba. Na szczęście mamy też telewizję i tam co rusz lecom takie medyczne programy. Na ten przykład boli brzuszek, zgaga pali,żylaki dokuczajom, siąść na tyłku nie możesz, to i bez Goździkowej się obejdziesz. Sam se kupisz, zażyjesz i jak rękom odjął - ból znika, przynajmniej na ekranie. A jak w realu ci jednak nie pomoże, to co wtedy?
Ano można spróbować medycyny naturalnej. No i spróbował tego osobiście pan Kazio zresztom. A z tym próbowaniem, to było tak. Do kolegi się na gadulca wybrał. No i się wygadał, że prawe ramie i lewe kolano go pobolewa i że do lekarza przyjdzie mu się chyba wybrać. A on go obśmiał i mówi, jaki lekarz? Chłopie jak mnie boli, to ja sięgam po naturalne i sprawdzone środki, bo ja tylko w takom medycynę wierze i zawsze mi pomaga. Chcesz to i tobie pomogę! A że ból się wzmagał to pan Kazio się zgodził.
No i dostał szklankie wywaru ,według starej i wypróbowanej receptury (tak go kolega zapewniał) - z chmielu. A że nie skutkowało, to on mu zaordynował szklankie drugom. Ulżyło mu trochę po trzeciej. I wtedy kolega stwierdził, że schorzenie jest poważniejsze niźli przypuszczał i sięgnął po radykalniejsze rozwiązanie. Nalał Kaziowi kielonek napoju, sporządzonego też według starej sprawdzonej receptury - ze zboża.
Po drugim,trzecim i czwartym, wszelakie boleści w ramieniu i kolanie ustały. Niestety, były też skutki uboczne. Nastąpiły zakłócenia mowy, o czym Kazio się przekonał w trakcie rozmowy z swą żoną, gdy wrócił do domu późnym wieczorem, a rankiem po przebudzeniu, chycił go łokropny ból brzucha, że o głowie nie wspomnę. No i wychodzi na to, że żeby chorować to końskie zdrowie trzeba mieć, zwłaszcza jak się sięga po środki naturalne.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!