Wojewoda zachodniopomorski zwołał naradę online z samorządowcami po incydencie z rosyjskimi dronami nad Polską. Starosta szczecinecki dopytywał o finansowanie zadań ochronnych dla powiatu w wysokości 656 tysięcy złotych.
Dziewiętnaście rosyjskich dronów nad Polską zmusiło wojewodę do zwołania narady z samorządowcami. Starosta Krzysztof Lis dopytywał o 656 tysięcy złotych obiecanych powiatowi na ochronę ludności.
Jeszcze w piątek starosta szczecinecki Krzysztof Lis połączył się online z wojewodą zachodniopomorskim Adamem Rudawskim. Powodem była seria naruszeń polskiej przestrzeni powietrznej przez 19 wrogich dronów. Żaden z obiektów nie dotarł oczywiście do naszego województwa, ale incydent przypomniał o ostrożności.
Wojewoda zebrał starostów, wójtów i burmistrzów z całego regionu, żeby przypomnieć zasady procedury SPO-13. To system ostrzegania przed atakami z powietrza - rakietami, dronami czy samolotami. Brzmi urzędowo, ale chodzi o proste rzeczy: żeby szybko powiadomić wojsko i mieszkańców o zagrożeniu.
Procedura działa tak: wojsko wykrywa niebezpieczny obiekt, informuje władze cywilne, te włączają lokalne alarmy. Mieszkańcy dostają SMS-y, słyszą sireny, reszta odbywa się według instrukcji.
Na pytanie starosty o pieniądze wojewoda Rudawski odpowiedział, że z 285 złożonych wniosków o dofinansowanie, 113 jest już gotowych do podpisania umów. Liczy, że do końca września wszystkie będą sfinalizowane.
Jak już informowaliśmy, powiat szczecinecki ma otrzymać 656 tysięcy złotych.
I to chyba najważniejsze. Warto wiedzieć, jak rozpoznać sygnały alarmowe. W Polsce obowiązują dwa podstawowe dźwięki syren.
Ogłoszenie alarmu to modulowany dźwięk sireny - alujący, przerywany - przez trzy minuty plus komunikat głosowy powtarzany trzykrotnie: "Uwaga! Uwaga! Uwaga! Ogłaszam alarm...". Na telefonach pojawia się też żółty trójkąt jako znak wizualny.
Odwołanie alarmu brzmi inaczej - to ciągły, równy dźwięk sireny, również przez trzy minuty. Komunikat głosowy także powtarzany trzy razy: "Uwaga! Uwaga! Uwaga! Odwołuję alarm...".
Informacje o zagrożeniu przekazywane są różnymi kanałami. Syreny to oczywiście podstawa, ale komunikaty docierają też przez radio i telewizję. System RCB wysyła alerty na telefony komórkowe - ten sam, który ostrzega na przykład przed burzami. I oby działał lepiej, niż podczas ostatnich incydentów z rosyjskimi dronami. Służby mogą też korzystać z megafonów w pojazdach.
Według zaleceń, schronienia szukać trzeba w piwnicy lub garażu podziemnym, unikać okien, słuchać komunikatów w radiu czy telewizji. Najlepsze miejsca ochronne to także tunele czy najniższe kondygnacje budynków.
Podstawową zasadą jest unikanie okien i wszystkiego, co szklane. Odłamki stanowią główne zagrożenie podczas ataku. Procedury zakładają pozostanie w budynku do czasu odwołania alarmu.
Wg zamysłu, radio lub telewizor na lokalnej stacji dostarczy informacji o rodzaju zagrożenia i dalszych instrukcjach. Ważne, żeby sprawdzić, gdzie znajdują się domownicy i poinformować ich o sytuacji.
Zalecenia przestrzegają przed zbieraniem się w grupach na korytarzach czy klatkach schodowych. Duże skupiska ludzi mogą stać się celem ataku. Procedury zabraniają też dotykania podejrzanych obiektów - fragmentów dronów czy pocisków.
Co ważne - nie wychodzić na zewnątrz do odwołania. Po zakończeniu alarmu trzeba czekać na oficjalne potwierdzenie, że zagrożenie rzeczywiście minęło.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze