artykuł ukazał się w 482 numerze Tematu
Andrzej Juniewicz – założyciel i prezes STS „Pomerania” - nie widzi możliwości rozwoju w Szczecinku lekkoatletyki i to mimo, że miasto jest prawdziwą skarbnicą młodych talentów.
Początki historii Stowarzyszenia Turystyczno – Sportowego „Pomerania” sięgają 1969 roku. To właśnie w tym czasie Andrzej Juniewicz z Zygmuntem Walczakiem zaczęli organizować w Szczecinku klub lekkoatletyczny. Mówi się, że lekkoatletyka jest królową sportu. W przypadku Szczecinka jest to raczej slogan. Owszem, chętni są. Ba, zdarzają się nawet prawdziwe sportowe perły. Cóż z tego, skoro w czterdziestotysięcznym mieście nie ma nawet stumetrowej bieżni, a treningi odbywają się na... parkowych alejkach.
- Po krótkiej przerwie, było to już po wyjeździe w 1975 r. Zygmunta Walczaka, razem z Markiem Rumińskim zaczęliśmy krzątać się przy lekkoatletyce. Cztery lata potem podjąłem pracę jako szkoleniowiec w OSiR – wspomina Andrzej Juniewicz. - Zacząłem też pracę w MKS „Orlę” potem był krótki epizod trenerski w LZS Koszalin, następnie „Budowlani” Szczecin. Ponieważ lekkoatletyka umierała - zamknięto MKS „Orlę” - w 1995 powołaliśmy Lekkoatletyczny Klub Sportowy Szczecinek. Jego spadkobiercą została „Pomerania”.
- Chcę powiedzieć bez ogródek: W Szczecinku lekkoatletyka jest generalnie tylko w „Pomeranii”. Jeśli ktoś wspomina UKS, to ja twierdzę, że są to tylko doraźne prowadzone przez nauczycieli działania. W przypadku UKS „Jedynka” są to tylko biegi przełajowe. Zdarzają się czasem konkurencje sprinterskie, rzutowe, techniczne biegowe – płotki, skoki.
Teraz nie liczą się efekty
- Jestem trenerem II klasy. Ponieważ nie było chętnych, którzy by chcieli poprowadzić „Pomeranię”, bo tam nie ma żadnych profitów a jedynie kłopoty, dlatego zostałem jego prezesem niejako z musu – śmieje się Andrzej Juniewicz. – Owszem, próbowaliśmy zaangażować wielu, w tym Kazimierza Margola. Nawet jakiś czas pomagał nam w rzutach. Problem w tym, że lekkoatletyki nie może prowadzić jedna osoba, a tak jest to także w UKS-ach.
- W naszym klubie są młodzi ludzie ze wszystkich szkół. Do tej pory wybieraliśmy i inwestowaliśmy w najlepszych zawodników. Dlaczego w najlepszych? Ponieważ w ostatnim czasie zmieniła się polityka miasta. Teraz nie liczą się efekty, a masowość. Za poprzedniego burmistrza liczyło się współzawodnictwo dzieci i młodzieży.

Talentów nie brakuje
- W tej dyscyplinie sportowej na sukces trzeba długo pracować – podkreśla Andrzej Juniewicz. - Kiedy w 1995 roku zaczęliśmy szkolenie, sukcesy przyszły dopiero po 5 latach. Przykładem może być Kamila Maciejonek, startująca w konkurencjach wytrzymałościowych. W biegu na 3 km zabrakło jej 5 setnych do rekordu Polski! Sięgnęła jednak po złoty medal na 3 km, wygrywając Ogólnopolską Olimpiadę w Biegach Przełajowych. W pewnym okresie dopadła ją choroba. Wzięła lek, który spowodował, że w wieku 19 lat musiała przerwać karierę. W tej chwili mieszka w Londynie i ma dziecko. Miłą dla mnie wiadomością jest to, że chce wrócić do biegania.
- Takim zawodnikiem jest też Paweł Czupiel - mistrz Polski młodzików w skoku w dal. Skakał przez wiele lat. Teraz kończy studia i chce dalej u nas startować. Monika Ganiec, która była liderką biegając na bardzo dobrym poziomie jako szesnastolatka na 100 metrów. Od dwóch lat jest instruktorem, kończy studia. Takim wielkim talentem była Krysia Zasławska. Jest Ala Duda, która pojechała do szkoły w Gdańsku. Jest Bartek Subkowski, który przez trzy lata zajmował 2 miejsce w Polsce w rzucie piłeczką palantową. Skontaktowaliśmy się z najlepszym trenerem w Polsce w rzucie oszczepem. Powiedział nam: dajcie mi go do Gdańska. Teraz pojechał do szkoły mistrzostwa sportowego. To są nasze perełki.
Sal jest pod dostatkiem, a nie ma nawet skoczni
- Niestety, w Szczecinku z uwagi na brak infrastruktury ci ludzie nie mogą się rozwijać. Ba, nawet nie możemy ich pokazać - mówi Andrzej Juniewicz. - Możemy jedynie zrobić to w biegach przełajowych, czy podczascorocznego kryterium ulicznego im. Winanda Osińskiego. W innych dyscyplinach można zobaczyć zawodników podczas gry na stadionie, na kortach. A nas? Przecież w Szczecinku nie ma nawet stadionu lekkoatletycznego.
- W Szczecinku nie ma możliwości urządzania skoków w dal. To samo w skoku wzwyż. Najbliższa skocznia jest w... Białogardzie. Już nie wspomnę o skokach o tyczce. W tym przypadku pozostaje tylko Szczecin.
- Tymczasem władza się chwali, że sport się rozwija. Sal jest już dość! Co z tego, że jest ich dużo, skoro nie ma na nich widowni? A już zupełnie nieprzydatne są do lekkoatletyki.
- Masowe zajęcia w lekkoatletyce zaczyna się prowadzić z dziećmi w wieku siedmiu lat. Tak jest w zaprzyjaźnionym ze Szczecinkiem Neustrelitz. Tam zajęcia w klubie rozpoczynają się już dla czterolatków. Natomiast najlepsi, w wieku 11-12 lat, odchodzą do Neubrandeburga – przecież u nas jest to nierealne!
Jak pomagamy? Nie zatrzymujemy ich u nas
- Aby tych młodych zawodników nie zmarnować, nie możemy ich tutaj zatrzymywać. To wszystko, co możemy zrobić. Takim właśnie przykładem jest dziesięcioboista - Wojtek Stypa. Wojtek trenuje już 8 lat. Trzy lata temu zdecydowaliśmy, aby przeszedł do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Gdańsku. Chłopak ma wspaniałe warunki fizyczne do uprawiania najbardziej wszechstronnej konkurencji lekkoatletycznej, ale jest bez szans trenując tutaj, w Szczecinku. Tutaj niczego nie osiągnie. Bo gdzie miałby trenować? W pseudo hali „Ślusarnia” były to tej pory możliwości trenowania skoku wzwyż. Trzy lata temu, mimo że zrobiliśmy wokół tego szum medialny, zerwano tartan. Zrobił to ówczesny dyrektor Czuk – tym samym zlikwidował lekkoatletykę. To samo ze stadionem. Jaki był, taki był. Płyta była osłonięta od wiatru. W tej chwili zrobiono tam murawę, niszcząc przy tym bieżnię. Nie ma też tam żadnego urządzenia do lekkoatletyki.
- Gdzie możemy urządzić biegi płotkarskie? Potrzebujemy tylko 110 m, ale w Szczecinku nie ma takiej możliwości. Treningi robiliśmy w parku. W tej chwili i to jest już niemożliwe ponieważ 3 lata temu część parku wybrukowano. Praktycznie gdzie się nie pokażemy, tam się nas przepędza. Co mam powiedzieć rodzicom Wojtka Stypy? Ich dziecko w Szczecinku w zawodach pływackich wygrywa ze wszystkimi zawodnikami. Nasi lekkoatleci nie muszą trenować pływania, bo z pływakami wygrywają. Za trzy lata chłopak ma szanse na medalowe miejsca w mistrzostwach Europy.

Trzeba zmienić system
- Nasz szczecinecki system nie pozwala, abyśmy mogli go finansować – ocenia Andrzej Juniewicz. - Mimo, że urodził się w Szczecinku, jest dla miasta niepotrzebny. Tu skończył podstawówkę, gimnazjum, ale nie może być finansowany, bo rodzice wyprowadzili się kilka metrów dalej za granicę administracyjną miasta - na Grochowiska. Dyrektor OSiR oświadczył mi, że zawodnicy, którzy nie mieszkają w Szczecinku, nie będą dofinansowani. Nie mając ani infrastruktury, ani możliwości ich rozwoju, my tym utalentowanym dzieciom nie możemy pomóc. Powiem, że przykładowo tylko na wyjazdy w ciągu roku trzeba ok. 5 tys. zł. A sprzęt, a buty? Takich jak on, utalentowanych zawodników, w tej chwili jest jedenastu.
Oprócz tego organizujemy również zajęcia z przedszkolakami, na które przychodzi ok. 150 maluszków. Jest też ok. 40 osobowa grupa która biega. Nie robi jeszcze żadnych wyników. Właśnie w tej grupie jest sporo dzieci, które nie mogą uczestniczyć w zajęciach wychowania fizycznego w szkołach. Dlaczego? Ponieważ zdarza się, że takie dziecko z nadwagą na lekcji wf-u nauczyciel sadza na ławce. Te dzieci przychodzą do nas i to my uczymy je najprostszych rzeczy: przewrotów, ba, nawet truchtu. Wszystko po to, aby tylko się zaczął ruszać.
- W sumie mamy 220 zawodników. Tak! To zawodnicy. U nas, aby zostać zawodnikiem trzeba najpierw kilka lat trenować. Dlatego zaczynamy od przedszkola, zaczynamy od gier i zabaw.
Co trzeba zrobić? - Przede wszystkim zmienić system – odpowiada Andrzej Juniewicz. - Miasto wydaje bardzo dużo pieniędzy na funkcjonowanie klubów. Takie działania trzeba po prostu zweryfikować. Czy te pieniądze są właściwie wydawane? Nie moją rolą jest zaglądać komuś do kieszeni, ale wiem, że niektóre kluby mają problemy nawet z ich wydaniem!
Nie widzę światełka w tunelu
- Jeśli nie będziemy mieli tych najzdolniejszych - nie będzie masowości w sporcie! Jest już tak, że mając mistrza, znajduje się grupa chętnych, którzy chcą właśnie taką dyscyplinę uprawiać. Poprzez mistrza jakaś konkurencja sportowa staje się bardziej popularna.
- Niech pan przejdzie się po korytarzach szkolnych podczas przerw. Jak zachowują się dzieci? Najczęściej zaczynają się bić. Co wtedy robią rodzice? Zapisują swoje dzieci na sporty walki po to, aby umiały się bronić. Tym samym przechodzimy z jednej skrajności w drugą. Tymczasem, proponując im uprawianie lekkoatletyki wyciszamy je. Przychodzi młody gniewny, ale patrzy, że ma wzór. Aby sięgnąć po sukces, trzeba najpierw długo pracować. Był u nas chłopak który w wieku 17 lat miał 201 wzrostu i skoczył 212 wzwyż. Skocznia jednak została zlikwidowana. Jednym słowem wypędzono go. Wczterdziestotysięcznym mieście nie ma skoczni wzwyż – to aż niewiarygodne.
- Nie można łączyć piłki nożnej z lekkoatletyką. Idealnym terenem byłoby miejsce za „szóstką” za Górką Rynkową. Idealnym miejscem jest teren pod Trzesieką a także Świątki. To właśnie z tego powodu w 1999 roku utworzyliśmy tam klasę lekkoatletyczną, która wygrywała wszystkie zawody. Ale to wszystko już było. Teraz nie widzę nawet światełka w tunelu.
Wizualizaja miast realizacji
- Trzy lata temu miałem nadzieję, że się zmieni. Burmistrz Douglas obiecywał budowę stadionu z bursą - to było moje marzenie. Zamiast realizacji pozostała wizualizacja. Ważniejszy był dla kilku osób wyciąg do nart wodnych. Jeśli wybudujemy boisko piłkarskie typu Orlik, to jednocześnie w zajęciach może uczestniczyć maksymalnie 20 osób. Jeśli jednak zbudujemy stadion lekkoatletyczny, wówczas tam jednocześnie może być 300 - 400 osób -W 1999 roku w Szczecinie lekkoatletyka była w takiej samej sytuacji, jaka jest dzisiaj u nas. Tam się wtedy nic nie działo. W tym czasie Szczecinek był silniejszy od Szczecina. Dzisiaj to tam tysiące ludzi przewija się przez stadion. To tam odbywają się wielkie imprezy. Nam to nie było dane, chociaż właśnie u nas, w Szczecinku dwukrotnie odbywały się mistrzostwa Polski LZS na nieistniejącym już stadionie z żużlową bieżnią. Teraz nie ma klimatu i - według mnie - nie ma nadziei.
- W takich środowiskach, gdzie nie ma sportu, istnieje potrzeba szybkiego sukcesu i rodzą się sporty walki. Nie jesteśmy w stanie przeskoczyć takich klubów. Tam sport postrzegany jest inaczej. Przede wszystkim tam jest łatwiej – wystarczy dziesięciu zawodników. Ale czy na olimpiadzie ktoś kiedyś oglądał sporty walki? Nie! Ale za to było pływanie, biegi, siatkówka, koszykówka... U nas nigdy się także nie zrobi koszykówki. Dlaczego? Ponieważ tuż obok mamy „Spójnię” Stargard i AZS Koszalin - tam są ściągani najlepsi. Najlepszy zawodnik ze Szczecinka gra w „Kotwicy” Kołobrzeg. To jest jak budowanie zamków na piasku.
-Mamy bardzo dużo zdolnej młodzieży, która nie ma możliwości realizowania swoich pasji. W naszym klubie nie bierzemy od dziecka pieniędzy, bo trafiają do nas często najbiedniejsze dzieci.
Andrzej Juniewicz twierdzi, że w tej sprawie rozmawiał już z dyrektorem OSiR-u Eugeniuszem Szybistym. Burmistrz powiedział mu wprost, że wszystko zrobi dla klubu, ale pieniędzy więcej nie da. Wiceburmistrz Daniel Rak stwierdził wręcz, że zna się jedynie na piłce i dlatego piłkę będzie promował.
- I tak sprawa się zamknęła. Nadziei nie ma żadnej – kończy prezes STS „Pomerania”.
Jerzy Gasiul
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
może i jest większa oglądalność piłki nożnej w Szczecinku ale to dlatego że innych sportów się tak nie promuje i w takiej sytuacji inne dyscypliny sportowe są odrzucone na bok...Małe dzieciaki jeszcze nie myślą realnie i chcą trenować to co większość(bo tak jest fajnie),czyli przeważnie piłkę nożną a to tylko dlatego,że nie znają innych dyscyplin takich jak np. lekkoatletyka.Miasto dużo inwestuje w budowę stadionów piłkarskich i hal widowiskowych,gdzie nie można uprawiać lekkoatletyki...Powinni sie zastanowić po co nam tyle tego!?Gdyby miasto zwróciło uwagę na wypromowanie innych dyscyplin a nie tylko na piłkę,tenis czy teraz jeszcze narty wodne to może dzieciaki chciałyby chociaż spróbować trenować coś innego... Moim zdaniem władze miasta powinny dać szanse lekkoatletyce i wybudować ten obiecany niegdyś stadion...bo przecież nie można zachęcić kogoś do trenowania lekkiej skoro młodzież nie ma gdzie trenować i pokazać sie!
Jak czujesz tu manipulację, to idź do laryngologa, by coś poradził na Twoje powonienie. Napisałem tu jeden post, a Ty śmiesz twierdzić, że wszystko wpisuje tu jedna osoba. Proponuję wizytę w poradni psychiatrycznej. Niech żyje lekkoatletyka, totalnie lekceważona w Szczecinku!
stara szkola stere metody nie ma to jak manipulacja ludzmi.Najlepiej zabierzmy wszystkim i oddajmy lekkoatletom
ze pan trener chcialby zrezygnowac z pilki na rzecz lekkiej??To nie jest rozwiazanie a przynajmniej nie zadowalajace wszystkich.Jezeli ma pan pomysly jak uzdrowic lekka to niech je pan przedstawi a nie krytykuje.Nie sadze by kasa zalatwila wszystko.Poza tym jezei mowi pan ze inni maja problem z wydaniem takiego dofinansowania trzeba to zglosic ze marnuja sie publiczne srodki
proponuje zajrzec tu i sprawdzic jak rozklada sie finansowanie klubow w miescie: http://www.osir.szczecinek.com/strony/konkursy/wyniki1-2009.pdf
Z tym zainteresowaniem piłką to bym nie przesadzał. Niby jest III liga (tylko z nazwy) a tłumów nie ma. Średnia frekwencja to jakieś 500 osób na mecz. Może jak się trochę atmosfera wokół Darzboru oczyści, to i widzów przybędzie. Aha, jest jeszcze Wielim- tam się meczów nie ogląda, tam się kibicuje. ;)
Panie Juniewicz. Idź Pan do burgermeistra, weź od niego szabelkę i....................... pogoń Pan te całe szczecineckie towarzystwo animatorów sportu. A przy okazji - w myśl hasła gdzie drwa rąbią , tam wióry lecą - oberwie się i temu, co szermierkę nad lekkoatletykę przedkłada. Na trenerów z daleka kasa jest. Na tutejszych już nie ma.[...]
Czytając komentarze już z daleka czuć manipulację. Proponuję sprytnemu internaucie zamieścić jeszcze kilkanaście takich opinii (np. od oburzonych miłośników lekkiejatletyki ha ha) a ludzie uwierzą, że stadiony lekkoatletyczne pękają w szwach a na piłkę nożną przychodzi po paru kibiców do tego pianych i o niskim poziomie intelektualnym. Kiedyś takim czymś zajmowały się specjalne wydziały propagandy, dziś wystarczy troszkę sprytu i dostęp do internetu.
Inwestuje się w to co ludzie chcą oglądać. A akurat w piłce nożnej powoli ale widać duży postęp. Mamy drużynę młodą w III lidze Bałtyckiej, która jesienią spisała się znakomicie. Na wiosnę prawdopodobnie Darzbór utrzyma poziom z jesieni. Myślę, że nadchodzą dobre lata szczecineckiej piłki w wykonaniu Darzboru. Uważam, że lekkoatletykę też trzeba wspierać, ale nie ma co ukrywać, że piłka nożna jest najbardziej popularna i w Sz-ku jest na nią duże zapotrzebowanie
Śmieszy mnie jedna rzecz: po co w Szczecinku inwestuje się w piłkę nożną jak nie ma rezultatów. Prawda jest taka, że poziom szczecineckiej piłki nożnej jest bardzo daleko za lekkoatletycznym. Wydaje mi się, że lepiej pieniądze z futbolu przeznaczyć na jeszcze większy rozwój lekkoatletyki i np sportów walki bo w tym nasze miasto jest a jeszcze lepsze było kiedyś.
Kluby same szukaja sponsorow a nie odwrotnie.Moze warto wiec zaangazowac sie w znalezienie partnera ktory pomoglby w zakupie sprzetu np do skoku wzwyz itd.Moznaby tez zorganizowac zawody nawet na wypozyczonym sprzecie - chodzi o zainteresowanie ludzi jesli wielu przyjdzie obejrzec taka impeze beda domagac sie nastepnych a to pomoze niejako wymusic na urzedzie dofinansowanie
Teraz w Szczecinku promuje się tylko piłkę nożną, tenis i narty wodne na wyciągu. O lekkoatletyce, bądź co bądź "królowej sportu", trzeba będzie zapomnieć!