Reklama

Czy starego psa można po prostu wyrzucić? Po uratowaniu płakał

18/09/2018 12:44

Tego się psu nie robi… A jednak. Stary, głuchy i ledwo widzący pies, szedł przed siebie obwodnicą Szczecinka. Wielu ludzi przejeżdżało obok wycieńczonego zwierzęcia, jednak nikt się nie zatrzymał. Na szczęście, słaniającego się psa, który tracąc siły, wpadł do pobliskiej rzeczki, zauważyła pracowniczka szczecineckiego schroniska. Psiak trafił do schroniska gdzie otrzymał niezbędną pomoc. Pozostaje jednak pytanie, czy można było pomóc mu wcześniej?


- Poniedziałek, 17.09, środkiem obwodnicy idzie, potykając się, stary pies. Samochody trąbią, nikt się nie zatrzymuje. Pies w amoku wpada do rzeczki – tak o tym poruszającym zdarzeniu opowiada Danuta Kadela, szefowa szczecineckiego schroniska dla bezdomnych zwierząt. O tym, że psa dostrzegła jedna z pracowniczek schroniska informuje nas także pomagająca w schronisku wolontariuszka. – Gdy podjechała bliżej, okazało się, że piesek jest głuchy, wygłodzony, brudny od błota, zmarznięty i bardzo wystraszony – opowiada nam wolontariuszka. – Oczywiście bez zastanowienia pracownica zostawiła swój rower na środku chodnika i pobiegła z pomocą. Po kilku próbach w końcu udało jej się tego psa złapać. 


- Pies bezwładny, już nie chodzi. Sam do schroniska nie dojdzie. Jak na złość SM ma dwie interwencje, nie przyjedzie, a nasz doktor poza miastem, dojedzie najwcześniej za pół godziny

Reklama

– relacjonuje Danuta Kadela.

- Nerwowe szukanie transportu wśród znajomych. Udało się, Marian zawozi psa do schronu... 


- Piesek dostał jedzenie, ciepły kocyk i wodę – opowiada wolontariuszka. – Nikt na niego nie zwracał uwagi i gdyby nie pracownik schroniska, na pewno byłby już martwy… Ludzki charakter to czyste bestialstwo. 
- Po ulokowaniu psa w schronisku, pracowniczka, która go znalazła, napisała: „Dałam mu dwie puszki, zjadł od razu. Przyszedł do mnie i łzy mu zaczęły lecieć” – przekazuje Danuta Kadela. – Rybcia (tak nazwano w schronisku znalezionego psa – dop. red.) to staruszka, wychudzona „na maksa”, same żebra pod sierścią i nie jest oznakowana mikroczipem. Może komuś zaginęła? Może ktoś rozpozna?
- Czy ta sytuacja mogłaby zostać opisana? Może w przyszłości ludzie będą mieć większy szacunek do zwierząt i w przyszłości pomogą im, kiedy te znajdą się w niebezpieczeństwie? – zastanawia się wolontariuszka. 

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-18 15:19:00

    Wszystko pięknie... ale nie zapomnę jak kiedyś znalazłam ledwo żywego psa z wielką krwawiącą raną po łańcuchu na całym karku. Zapakowałam do swojego samochodu, czym prędzej przewiozłam do schroniska a tam... potraktowano mnie jak intruza, z wielką łaską zajęto się psem. Dosłownie! A nie byłam jakąś anonimową osobą. Kiedyś adoptowałam psa ze schroniska, jestem miłośniczką psów. Byłam oburzona! Zamiast cieszyć się, że ktoś uratował, ewidentnie cierpiącego psa, poczułam się jakbym to ja była winna za jego stan :/

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-18 16:31:55

    Naprawdę ? A kiedy to było ? Jakieś szczegóły ?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    gość 2018-09-18 23:04:01

    No, no, opowieści wigilijne pani Danusi. Czysta kampania wyborcza, tylko inny kierunek. Tym razem powiat razem z Jajecem.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama