Dotychczasowy dyrektor szczecineckiego muzeum - Ireneusz Markanicz ma ustąpić ze stanowiska. Część środowiska Koalicji Obywatelskiej zareagowała na tę wiadomość, jakby w Szczecinku doszło do jakiegoś gigantycznego skandalu, niosącego za sobą ogromną krzywdę.
Mnie w pierwszej chwili uradowała ta informacja - dlaczego, o tym dalej. Chwilę potem jednak mnie sromotnie zasmuciła. Markanicz bowiem wkrótce będzie wciśnięty na jakąś inną synekurę - do banku synekur gdzie głównie miesza się kawę, albo co gorsze, do instytucji która pełni jakąś ważną dla mieszkańców rolę. A co "wybitni eksperci" potrafią tam nawyczyniać - mieliśmy choćby przykład w postaci szczecineckiego PKS. Istnieje też ewentualność, że Markanicz wróci do muzeum. Z drugiej strony, dość prawdopodobne, że nowy dyrektor nie będzie lepszy. Sugeruje się, że zostać nim może ktoś z Rady Muzeum. A tam wybór mocno nieciekawy.
W internecie, od razu pojawił się kwik indywiduów poprzyklejanych do koryta - zarówno tego sejmowego, jak i miejskiego, czy powiatowego. Nie ma się im w sumie co dziwić, bo fakt, że Markanicz zleciał ze swojego zydelka pokazuje, że każdy inny też może zlecieć. Wystarczy, że zmieni się władza, albo aktualna zmieni zdanie. Oburzenie jest zaś niezwykłe, a lokalni eksperci od wszystkiego, tacy jak Renata Rak, czy Radosław Wąs musieli od razu w mediach społecznościowych odmówić swoje "łubu dubu", wychwalające wspaniałość Markanicza.
Na stronie społecznościowej będącej medium szarej propagandy szczecineckiej KO, pojawiły się nawet sugestie, że to skandaliczna zemsta polityczna. Ciekawe, że kiedy środowisko szczecineckiej PO donosiło np. na mnie do ówczesnej telewizji Gawex i kilku innych miejsc - bym dożywotnio nie mógł być tam zatrudniany - to to nie było skandaliczne, ani mściwe. Jedna z osób z tego środowiska, próbowała mi nawet wmówić, że dążenie do pozbawienia kogoś możliwości zarabiania, to nic złego i nie powinienem za to nikogo potępiać, bo "życie to nie obowiązek". Jak widać, dla szczecineckiej KO, odbieranie możliwości pozyskiwania przez mieszkańców środków na życie, to nie problem - ale problem i to skandaliczny, kiedy kolega zostaje wyrzucony z jakiejś posady dyrektorskiej, i będzie musiał dostać nową. To są te potężne "standardy etyczne", o których pisał Rak?
Jak się okazuje, tutejsze towarzystwo wzajemnej adoracji w postaci KO i PSPS - co jakiś czas ma okazję dowiedzieć się tego, co wiedzą od dawna wszyscy właściciele kotów - czyli, że karma czasem wraca. Jak widać ani ja nie zgodziłem się odpuścić sobie życia - "bo to nie obowiązek", ani rzeczywistość nie postąpiła za złorzeczeniem mi przez kolegów Raka - i to nie ja się przekręciłem. Przekręciła się telewizja Gawex (jako medium, bo sieć kablowa jeszcze istnieje), czy ostatnio jeden z degeneratów wspierających ową akcję uprzykrzania mi życia. Środowisko szczecineckiej KO zaczęło się zaś samo żreć między sobą. I czekam na radosny rozwój tego widowiska - życząc kolegom Raka, tego czego oni życzą mi.
Wracając zaś do muzeum - Markanicz wbrew wylewanym teraz pochwałom, dobrym dyrektorem nie był. Był typowym ekspertem od zajmowania posady i to działającym szkodliwie. Żeby nie szukać daleko, weźmy choćby temat, który był przez długi czas przeze mnie przerabiany - czyli wypaczanie obrazu historii zgodnie z narracją stworzoną przez Żebrowskiego i środowisko PiS, która wychwala NSZ i NZW. Pomijając detale, muzeum niewiele się zmieniło od czasów Dudzia. Wydaje mi się zresztą, że to właśnie Dudź najwięcej w nim zmienił - w pozytywnym rozumieniu.
Samo pojawienie się Markanicza w muzeum, też było swego czasu źle przyjęte. O ile dobrze pamiętam, pierwotny konkurs został rozpisany tak, by nie było ani jednego kandydata - bo wstępne wymagania mógłby spełnić chyba tylko emerytowany dyrektor jakiegoś dużego muzeum. Z braku kandydatów, burmistrz Hardie-Douglas, "był zmuszony" wybrać kandydata z wolnej ręki - i wybrał dziennikarza Markanicza. Ten zaś, o ile mnie pamięć nie myli, ani nie miał wykształcenia, ani doświadczenia - wymaganego w pierwotnym konkursue. Został wsadzony na stanowisko dyrektora - bo tak. I teraz ten sam system, który go na stanowisko wetknął i który Markanicz popierał - tego stanowiska go pozbawia.
Całe te wojny o pracę są ciekawe z jeszcze jednego względu. Otóż według tutejszych władz samorządowych, w Szczecinku nie ma bezrobocia, a rąk do pracy tak bardzo brakuje, że trzeba tu będzie osiedlać migrantów z Nigerii, czy innej Erytrei. Tylko skoro tak dobrze jest z pracą, to dlaczego walka o dość mizerne stanowiska w samorządowych instytucjach jest tak zaciekła? Ktoś taki jak Markanicz - opisywany przez szczecinecką KO, jako niesamowicie zdolna i wybitna postać - mógłby przecież pracować w prywatnej firmie i dostawać co najmniej 100 tys. miesięcznie, czystej pensji. A oni węszą tragedię i panikują, bo stracił on posadę, gdzie zarabia się znacząco mniej?
Markanicz mógłby ewentualnie pójść też za radami, które jego koledzy z KO i PSPS cisną regularnie mieszkańcom - i iść pracować na produkcję, na budowę, albo odśnieżać ulice. Ewentualnie wziąć kredyt i jechać do Niemiec zbierać szparagi. Według jego kolegów to przecież w pełni zadowalająca i satysfakcjonująca praca marzeń, do której ludzie jak tylko skończą studia - powinni rwać się tłumami. Ale Markaniczowi, koledzy ze środowiska KO i PSPS, takich rad nie dają, tylko desperacko pienią się, że nie może być dyrektorem. Skąd ta hipokryzja? Narracja szczecineckich samorządowców sama się tu sypie.
Mamy więc w Szczecinku kolejną wojnę polityczną - i nie jest to wojna o jakieś idee, związane z tym jak nam się będzie wszystkim żyć, tylko wojna o posady dla "tych co trzeba". Co ciekawe - z mojej przynajmniej perspektywy, choć może ulegam tu jakiemuś złudzeniu - tak jak niegdyś doszło do rozłamu w KO, na frakcję Raka i Hardie-Douglasa, tak teraz powolutku KO zaczyna pękać znowu. Rak robi sobie sam problemy, bo promuje swoją grupkę bardzo zajadłych i toksycznych osób. Nie dość, że osoby te mocno obrzydzają KO, produkując niepotrzebnie dla niej wrogów, to jeszcze nie wygrywają wyborów. A pomimo małych wkładów, frakcja Raka ma duże oczekiwania. Nie jest to dla KO korzystne. Pozostaje pytanie, kiedy ktoś uzna, że już dość tego - podejmie inicjatywę, i pozbędzie się koterii Raka z KO? Jego problemy sądowe, mogą być do tego dobrą okazją.
Jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś koniecznie zainstaluj naszą aplikację, która dostępna jest na telefony z systemem Android i iOS.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze opinie