Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26328 dostępnych artykułów i 1435 ogłoszeń

Wednesday 29 marca, imieniny Wiktora i Eustachego

Osób online: 64

Opinie

Wczoraj i dziś. Informacja pachnie złotem

2017-01-19 12:47:00 | ostatnia aktualizacja: 2017-01-19 12:51:37

foto

artykuł ukazał się 12 stycznia w tygodniku Temat

Informacja pachnie złotem. Kto ją w porę zdobędzie ten zyska. Wiedział o tym u progu transformacji niejaki pan towarzysz S., komuszy wicepremier, wtedy uzdolniony menedżer, ulubieniec mediów. O ile ktoś go jeszcze pamięta, to pewnie z lat późniejszych, gdy na raty strzelał sobie w brzuch i nie mógł trafić. 

On to dowiedział się w porę o uwolnieniu ceny dolara w Polsce. Natychmiast zawiadomił niejakiego G., cwaniaczka, ponoć z zawodu księgowego. Cwaniak w jedną noc uruchomił sieć kantorów wymiany walut wzdłuż polskiej granicy zachodniej. Tym sposobem został jednym z najbogatszych w Polsce, rozdzieranej wówczas jak sukno, mówiąc po staroświecku i wedle nauki historii w szkole. Przez jedną kadencję G. był senatorem, naród go takiego wybrał sobie. Koniec końców posadzono go do więzienia. 

Inny, pan uzyskał bez trudu odpowiednią, a utajnioną wiedzę i w trymiga sprowadził do Polski pociąg piwa wybitnych marek browarnianych. Bez akcyzy i podobnych dyrdymałów zanim one zaczęły obowiązywać. Starczyło na spełnienie marzeń w postaci rezydencji w okolicach Warszawy i uruchomienie gazety cotygodniowej – tak ją określił - bardzo długo popularnej, jedynej w swym rodzaju. Gazeta przynosiła mu jeszcze większe zyski niż początkowe piwo. Czasopismo do dziś jest na prasowym rynku i daje dochód. Gdyby przyniosło sto złotych strat, pewnikiem właściciel zlikwidowałby je natychmiast, a załogę posłał na rybki . 

Są to wiadomości z dawnych sfer wyższych, może tylko niewiele warte wspominki starszego pana, jednak, skoro naród skanduje „komuniści i złodzieje” nie za bardzo wiedząc kogo autor nośnego hasła ma na myśli – to aktualne. Tamte elity, w oparciu o informacje i układy partyjno – wódczano - towarzyskie grabiły ile się dało. Mówiono jednak o językiem ezopowym o uwłaszczeniu lub czymś w tym rodzaju. U nas burdel nazywany jest agencją towarzyską.

W okolicy tamtych czasów na wagę czystego złota oraz mercedesów klasy VIP była zupełnie nowa profesja: likwidator. Obojętnie czego, gdyż mógł to być zarówno prosperujący PGR jak i państwowy szalet, czy też koncern prasowy z lokalnymi oddziałami w całej Polsce. Taka kura znosząca złote jajka, a zarżnięta jak bezpłciowy, żylasty kogut. Informacja o tym gdzie co jest i za ile, czyli gdzie stoją konfitury prywatyzacyjne - robiły milionera z gównojada. 

Spójrzmy jeszcze niżej - na sam dół drabiny społecznej tu i teraz w Szczecinku. Otóż informacja o zrzutach żywności rozchodzi się błyskawicznie pośród bezdomnych, biednych i temu podobnych. Do przekazu cennej wiadomości wcale nie służą bębny tam-tamy, jakby się można było spodziewać w świecie białych niewolników, lecz nowoczesne telefony komórkowe. Można zaobserwować licznych bezdomnych i podobnych z komórkami w garści. Jako „zrzuty” należy rozumieć wyrzucaną do śmietników żywność. Celuje w tym gastronomia, w tyle nie pozostają sklepy. Wielko powierzchniowe jak i małe. O tym żeby bezpośrednio przekazać niepotrzebne, a przetworzone pożywienie (wędliny, gotowe potrawy itp.) głodnym potrzebującym pomocy, mowy nie ma. Chyba, że właściciel chce zapłacić podatek. Przy okazji wszelkich świąt takiego towaru jest na tony. Obśmiany swego czasu przepis podatkowy ma się bardzo dobrze. Chcąc odeń odstąpić darczyńca musi postarać się o odpowiednie zezwolenie. Nikomu nie chce się chodzić po urzędach. Proste jak konstrukcja cepa. Na szczęście nic się nie zmarnuje, gdyż ubodzy, zwani też nurkami,wygrzebią ze śmietników wszystko. Nikt haraczu nie płaci, wszyscy zadowoleni. Czy to nie piękne? 

Z innej beczki. Mamy w Szczecinku specjalny punkt informacyjny spółki dostarczającej do wszystkich energię elektryczną. Spółka należy do skarbu państwa. Niegdyś placówka ta rezydowała przy ul. Kardynała S. Wyszyńskiego, teraz jest gdzieś w pobliżu tej arterii miejskiej, jednak jakby ukryta w kącie. Można było zapłacić tam rachunek za zużyty prąd, uzyskać cenne dla ogółu poddanych owej spółki informacje, np. o tańszych taryfach. Teraz podpisuje się tam jedynie nowe umowy, gdy np. ktoś zmienia mieszkanie i trzeba mu wstawić nowy licznik prądu. 

Skutkiem takiej organizacji pracy petenci nie pętają się po lokalu, nie marudzą. Klient jest od płacenia, firma nie konfesjonał. Jak ktoś bardzo musi – może skorzystać jednorazowo ze specjalnego łącza telefonu zainstalowanego na miejscu i połączyć się z doradcą, konsultantem, czy innym miśkiem z centrali. 

Misiek z telefonu przemawia do nas językiem w narzeczu dorzecza od rzeczy. A w ogóle to radzą, że najlepiej skorzystać ze strony internetowej WWW i tak dalej. Co dla starej babci, przychodzącej tu po informację, z reklamacją itp. stanowi barierę lepszą niż dawny nadęty ochroniarz. Informacji należy strzec jak oka w głowie – wniosek nasuwa się sam, energetyczna firma wie co czyni.

Jednak wypada pochwalić wspomnianą spółkę od energii. Bez ironii. Oto gdy zawieje wiatr i jest minus cztery, zdarzają się awarie energetyczne. Wiadomo – nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery. 

Zatem w domach zapala się lampy naftowe, jak wiek temu, płoną świece pachnące i inne łuczywa, pochodnie. Działają za to telefony i po wybraniu numeru pogotowia energetycznego odzywa się nagranie (kiedyś jedynym takim była zegarynka – kto to pamięta?), głos damski podaje, które miejscowości są bez prądu i kiedy nastąpi spodziewane usunięcie awarii. To jest dopiero technika, wieku dwudziestego pierwszego, to jest mega informacja! Zamiast niegdysiejszego głuchego telefonu z odłożoną słuchawką. Sam miodzio!

PS. Czystym przypadkiem kilka numerów naszego tygodnika dałem prywatnie do oceny znajomemu prasoznawcy, który czyta, widzi i słyszy nie jedno Powiedział tak: podajecie wiadomości, informacje w sposób kulturalny, czytelny, zrozumiały. Takie dziennikarstwo nie zanika dzięki lokalnym mediom.” 

Miłe. Ostatni Mohikanie?

 

Wojciech Jurczak

reklama

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Szczecinek-w-lutym-2012

Szczecinek w lutym 2012

Szczecinek w lutym 2012. Foto: U. Roik

zobacz pozostałe »

poprzedni miesiąc March następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

9 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %