Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26644 dostępnych artykułów i 1154 ogłoszeń

Sunday 30 kwietnia, imieniny Mariana i Katarzyny

Osób online: 50

Opinie

Zenek: No way!

2016-12-10 08:31:00 | ostatnia aktualizacja: 2016-12-10 09:04:19

foto

felieton ukazał się 1.12 w tygodniku Temat

Niejaki Sofronow (pisarz niestety nie wszystkim znany), gdy był po spożyciu, często powtarzał: żadna praca nie hańbi. Aby te słowa czynem poprzeć... zajął się pisaniem. Ja dla tej jakże mądrej idei zrozumienie mam, wszak żeby żyć, tyrać trzeba – zatem – niechaj każdy orze jak może. 

Dlatego też ilekroć w mym telefonie słyszę jak KTOŚ głosem pełnym pasji i zaangażowania przedstawia mi niezwykle korzystną ofertę dla mej duszy i ciała mego, na dokładkę za tak zwane friko (czyli darmochę), to słucham cierpliwie. Wszak łon, znaczy się ten KTOŚ, tym sposobem na żarełko, czynsz i takie tam insze życiowe potrzeby usiłuje zarobić. Niestety gdy ów KTOŚ swą kwiecistą wypowiedź kończy pytaniem: Czy wyrażam chęć na przedstawioną propozycję?, moja odpowiedź jest uprzejma, aczkolwiek stanowczo i mówię: Dziękuję, ale NIE!

I tak już mam od roku... Gdyż właśnie wtedy połowica mego szwagra Mietka, w trosce o swe zdrowie, dała się namówić na spotkanie z badaniem serca połączone. Podczas tegoż spotkania zbadano aż cztery osoby, reszta zgromadzonych usłyszała jak istotne dla serca jest zdrowe odżywianie, które umożliwiają, prezentowane przez organizatorów owego spędu, rewelacyjnie błyszczące garnki w rozmiarach rozmaitych. 

A, że nie były to tanie rzeczy, to aż dziw bierze, że Mietkowa jakowegoś zawału nie dostała. Od tego zdarzenia swą odmowną wypowiedź na różniste telefoniczne oferty przychylające mi niebios wzbogaciłem angielszczyzną i mówię – NO WAY. A raczej mówiłem, gdyż i ponieważ dwa tygodnie temu mnie podkusiło, niestety zresztą...

Zadzwonił do mnie przedstawiciel telefonii komórkowej, z którą to umowę dwa lata temu zawarłem, prezentując mi ofertę korzystną i to bardzo. Mianowicie miał dla mnie nowiuśki telefon, z tych co to nawet krawaty wiążą. W trosce o mój stan nerwów odmówiłem, gdyż aż tak bystry nie jestem, co bym nad tym cudem techniki zapanować potrafił. Ale, gdym usłyszał, że mój abonament może ulec obniżce aż o caluśkie 10 złotych, to haczyk połknąłem, niczym ryba smakowitą przynętę. Tym bardziej, że on dzwonił nie z miejscowego punktu obsługi klienta ino samiuśkiej Warszawy (co mnie dopieściło) i jak zapewnił rozmowa jest nagrywana dla mojego bezpieczeństwa. 

Ochoczo zatem swą zgodę na zmianę umowy wyraziłem i spokojnie na przesyłkę pocztową z umowę czekałem. W międzyczasie snułem różniste plany, na co i kiedy zaoszczędzone 120 złotych wydam. Wreszcie otrzymałem w firmowej kopercie plik dokumentów, złożony z 10 kartek formatu A4 zapisanych obustronnie drobnym i bardzo drobniutkim drukiem. Z lekko podniesionym ciśnieniem rozpocząłem studiowanie strony pierwszej zatytułowanej „Potwierdzenie zmiany warunków umowy”. I wyczytałem, iż dotychczas płaciłem miesięczny abonament w wysokości 39,99 złotych, że nowa umowa zawarta jest na czas 30 miesięcy, a kara za odstąpienie od niej wynosi 1250 złotych. Niestety zapisu o tym, że będę płacił 10 złotych mniej nie było. Przetarłem okulary, papieros jeden, drugi wypaliłem, czytam raz jeszcze, wertuję gorączkowo te 10 kartek i... krew mnie zalewa, bo za cholerę swoich 10 złociszy znaleźć nie mogę. 

Wezwałem na pomoc ślubną. Nie znalazła. Sąsiad inżynier też znaleźć nie potrafił, ino ramionami wzruszał. Ciśnienie skoczyło mnie na 160, a w nocy śnił mi się komornik wynoszący mojego Samsunga. Kurza twarz, a może w 8-klasowej podstawówce, którą przed laty kończyliśmy, nie nauczono nas czytać ze zrozumieniem? Aby sprawę wyjaśnić, dokumentnie rankiem do biura obsługi klienta się udałem, błagając o jakoweś wyjaśnienie kabały, w którą się wkręciłem. Uprzejmy młodzian rzucił jednym okiem na plik moich kartek, drugą gałkę oczną kierując na ekran laptopa. Po niecałej minucie poinformował mnie że umowa jest OK. Płacić będę 29,99 złotych, czyli obiecaną dychę mniej. Na moje pytanie, czy nie można było umowy spisać na jednej kartce językiem prostym, zrozumiałym, uśmiechnął się z politowaniem i mi rzekł: No wie pan, każdy orze jak może, a ten KTOŚ z Warszawy to pewnikiem mistrzem orki jest!

reklama

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Kultura & Hobby

przesuń góradół

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Cuda-nad-jeziorem-Dzicze

poprzedni miesiąc April następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

9 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %