Częściowe zachmurzenie i bez opadów.
temp. max: 21°C
temp. min: 12°C
Wiatr zach
21.6 km/h
Wsch. słońca 05:03, Zach. słońca 20:57
więcej na wp.pl>>
Dziś jest czwartek, 29 lipca, Imieniny Marty i Olafa. Osób on-line: 62
2009-11-12 10:57:00
Temat nr 501
Dr Siegfried Raddatz urodzony w Szczecinku, do 1946 roku mieszkaniec maleńkiej wsi Glinki (Gliencke) przewodniczący Heimatkireisausschuss Neustettin. Dzięki niemu powoli możliwe staje się to, co wcześniej było nie do pomyślenia.
Po polskiej stronie utrwalił się stereotyp Niemca - przedwojennego mieszkańca tych ziem, zawłaszczony przez Erikę Steinbach.. Tak naprawdę, ta osoba nie ma nic wspólnego z tymi, których wypędzono z ich rodzinnych stron, ponieważ pochodzi z polskiej Rumii. Tak przynajmniej uważa dr Siegfried Raddatz, urodzony w szczecineckim szpitalu, którego wczesne dzieciństwo przebiegało w rodzinnej wsi Glinki (niem. Gliencke) leżącej w połowie drogi pomiędzy Lotyniem a Okonkiem.
Jak zauważa, po przemianach politycznych związanych z upadkiem muru berlińskiego i zniknięciem NRD, aby przypomnieć wszystkim o swoim istnieniu, organizacje ziomkowskie postanowiły wprowadzić do parlamentu swojego przedstawiciela. Tak też się stało w przypadku Steinbach, która zdobyła mandat z ramienia CDU.
- Mimo, że Steinbach nigdy nie została wypędzona, to poprzez jej działalność zaczęło być głośno o wypędzonych. Ona nie akceptuje granicy na Odrze i Nysie. Jej rola jest groteskowa ponieważ nie robi tego co myśli, zachowując się jako typowy polityk – uważa dr Raddatz.
reklama
Współczucie wypędzonym to nie wszystko. Trzeba brać pod uwagę zwłaszcza to, kto tę wojnę wywołał.
Czy Niemcy mają świadomość, że znaczna część Polaków również została pozbawiona swoich rodzinnych stron?
– Oczywiście, że tak. Świetnie to ujął podczas swego wystąpienia przy odsłonięciu pomnika mieszkańców Neustettin burmistrz Jerzy Hardie-Douglas.
Było to 30 stycznia 1945 roku. Ktoś powiedział, że w Lotyniu są już Rosjanie. Dziadek małego Siegfrieda i inni starsi mieszkańcy Glinek mimo wszystko chcieli pozostać. Pamiętali jeszcze z czasów I wojny światowej, że Rosjanie nie ruszali cywilów. Mimo tego matka zaczęła pakować najpotrzebniejsze rzeczy. Wiedziała, że na terenie Prus Rosjanie zabijali nawet dzieci. Po rozmowie z sąsiadami, którzy również mieli małe dzieci, dziadek doszedł do wniosku, że jednak trzeba uciekać.
Kiedy ruszyli w nieznaną drogę było zimno. Prószył śnieg, zapadał zmrok. Już w drodze dowiedzieli się, że w pobliskiej Żółtnicy i Łomczewie są Rosjanie. Trzeba było zmienić kierunek. Tak brnąc polami trafili do Szczecinka. Kobiety i dzieci znalazły schronienie w gmachu Kreishaus (Starostwo), w którym dzisiaj znajduje się Szkoła Muzyczna. Ludzie starsi razem z konnymi wozami, na których mieścił się cały ich dobytek, schronili się do koszar artyleryjskich przy ówczesnej Deutschestrasse (dz. ul. Słowiańska). Potem razem z matką został ewakuowany pociągiem niewielkiego miasteczka. Tymczasem dziadek dotarł w okolice Kołobrzegu. 27 lutego Szczecinek został zajęty przez Rosjan…
19 marca matka z małym Siegfriedem wróciła z tułaczki do swojej rodzinnej miejscowości. 19 maja, ciągnąc ze sobą przez prawie 300 km mały wózek, wróciła także babcia z ciotką. Zastali zdewastowane gospodarstwo.
23 kwietnia przyszli Polacy i zabili trzech najstarszych mieszkańców wsi. Za co? Nie wiadomo. Wszyscy zastanawiali się, dlaczego akurat tych trzech. Doszli do wniosku, że być może właśnie ci Polacy wcześniej pracowali w ich gospodarstwach. Zostali zabici, ponieważ Niemcy źle ich traktowali. Byli przekonani, że tak było w przypadku dwóch gospodarzy. Trzeciego prawdopodobnie zabito dlatego, że na jego gospodarstwie doszło kiedyś do tragicznego zdarzenia, podczas którego Polka została porażona prądem. Chodziły pogłoski, że u niego zginęła Polka. Pewnie uważano, że to właśnie on przyczynił do jej śmierci.
- To były dzikie czasy. Przychodzili różni i odchodzili. Każdy z nich coś ze sobą zabierał. To były bardzo złe czasy dla kobiet.
Komentarze
Rozwiń wszystkie komentarze
~magenta: prawnuczka polakowz glinek 1946r
2010-07-25 22:47:47 ip: 85.219.216.*
Zopowiesci moich dziatkow to nie polka porazona pradem a niemka która miała byc wysiedlona z gospodarstwa nie mogła sie z tym pogodzic i włorzyła rece do transformatora.Słyszałam duzo na temat Glinek od starszych członków rodziny, ale to tylko opowiesci,starszych członków rodziny niestety żyje juz tylko pare osób które mogły by co nieco na ten temat Cos jeszcze powiedziec a wiadomo pamiec nastarsze lata zawodzi...
+ Odpowiedz
~Polak: Do Ziomka
2010-02-19 23:27:34 ip: 84.205.18.*
Z opowieści szacownego pana Siegfrida wynika że to my Polacy byliśmy w czasach jego dzieciństwa żli i okrutni. I oto on szacowny i bogobojny pan Siegfrid wybacza nam ułomnym to wszystko w imię "nadrzędnych wartości" i chce pojednania-mój Boże jaki on szlachetny. Otóż panie "ziomek" Polacy nie napadli na te ziemie. Otrzymali je w wyniku umów międzynarodowych, tak samo jak zostali pozbawieni swoich ziem na wschodzie. A jeżeli chodzi o mordowanie ludzi to ja osobiście mogę opowiedzieć o członkach mojej rodziny którzy zginęli z rąk rodaków tego pana. Nie wspomnę milionów innych ludzi pomordowanych przez obywateli niemiec w czasie napaści na nasz kraj w 1939r, w czasie okupacji która dzięki Bogu trwałe nie tak jak planowali niemcy tysiąc lat, a tylko szęć lat. Myślę, że dgyby okupacja trwała tak jak planowali ojcowie i matki pana Siegfrida tysiąc lat nie miałby on komu przebaczać bo by nas i on mordował jako następne pokolenie PANÓW. Potwór.
+ Odpowiedz
~Ewcia: Ludzie są różni
2010-01-05 07:55:17 ip: 83.21.130.*
Ja uważam że w każdej społeczności jest dobro i zło Wszystko zależy od tego co się mówi w domu rodzinnym.Moi dziatkowie pracowali u Niemców w czasie wojny i u dobrych i złych,ale nigdy nie nie wpajali nam nienawiści.Ludzie muszą umieć wybaczać i nawzajem się szanować.
+ Odpowiedz
~Wnuk wypędzonych polaków: Wnuk wypędzonych polaków przez niemców [1]
2009-12-07 15:40:24 ip: 83.21.35.*
Z ciekawością przeczytałem wypowiedź i w skrócie opowiem historię moich dziadków i mamy. W 1939 roku, pod koniec roku moi dziadkowie z czwórką małych dzieci w siarczysty mróz zostali wypędzeni ze swojego domu i dużego, wzorowego gospodarstwa rolnego pod Włocławkiem do nikąd aby zwolnić miejsce napływającym osadnikom niemieckim. Nie mogli zabrać nic z domu. Schronili się kątem u rodziny. Przetrwali wojnę w biedzie, wielokrotnie bici przez bauera u którego dziadkowie przymusowo pracowali. Po wojnie odzyskali swoją ziemię ale wszystko było rozkradzione i zrujnowane przez niemców. Kto za to zapłaci ? Za stratę zdrowia, uporzenia, głód, choroby, aresztowania i bicie moich dziadków ? Z nimi wojna obeszła się jeszcze łaskawie, inni stracili rodziny i życie. Rosjanie jacy byli i są każdy wiedział i widział. Natomiast o niemcach mówiło się kulturalny naród, uczciwy naród, pracowity naród... ale chyba tylko do budowy komór gazowych, mordowania i bicia ludzi. Dzisiaj ze strony niemców nic się nie zmieniło. Robią to samo, tylko że w białych rękawiczkach.
+ Odpowiedz
~Udo Gulke: Jakoś nie wierzę w dobre intencje tego i podobnych jemu Niemców.
2009-11-17 14:35:05 ip: 95.50.231.*
Kto pamięta "Placówkę" wie co mam na myśli.
+ Odpowiedz
~TWM: Drobna pomyłka [1]
2009-11-13 22:35:50 ip: 83.21.21.*
Kilonia to nie Köln tylko Kiel Pozdrawiam
+ Odpowiedz