Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26595 dostępnych artykułów i 1275 ogłoszeń

Tuesday 25 kwietnia, imieniny Marka i Jarosława

Osób online: 59

Historia

Oberwani, w gumowych butach, zwycięscy. Żołnierze Armii Czerwonej zdobywają Neustettin

2017-02-27 11:42:00 | ostatnia aktualizacja: 2017-02-27 11:51:49

foto

archiwum Tematu Szczecineckiego

Dokładnie o godz. 22 czasu warszawskiego 27 lutego 1945 roku marszałek K. Rokossowski, dowódca II Frontu Białoruskiego otrzymał meldunek o zdobyciu miasta Neustettin. Jak twierdzą historycy, Neustettin został zdobyty już ok. godz. 15. Najdłużej broniło się obsadzone przez belgijskich kolaborantów (33 D Grenadierów SS „Charlmagne”) dzisiejsze zachodnie przedmieście Szczecinka - Trzesieka. Jego zajęcie uniemożliwiłoby wycofanie się Niemców na zachód. Około godz. 18 rozdzwonił się kościelny dzwon, oznajmiając zdobycie miasta. 

Z rozkazu nr 286 z 28.02.45

W walce o zdobycie miast Neustettin i Prechlau wojska gen. płk. Popowa , gen. lejtn. Lagunowa, gen. lejtn. Dratwina, gen. jejtn. Mikulskiego, kawlerzysty gen. lejtn. Oslikowskiego, gen. mjr Czudiesowa, gen. mjr Czepurkina, gen. mjr Brikela, gen. mjr Kałużnego, płk. Artemiewa, płk. Rybkina, płk. Solitana, ppłk. Adrianowa, ppłk. Koftoniuka, ppłk. Palutina, mjr Baranowa, mjr Niezamajkowa, mjr Zołotajko, czołgistów płk. Gajdajenko, mjr Bargrianowa, płk. Atjuszyna, mjr Newerowa, mjr Moskalenko, lotnicy gen. płk. pilota Wierszinina, płk. Griszczenko, płk. Rybakowa, płk. Winogradowa, płk. Trjurina, płk. Kozaczenko, saperów ppłk. Zołotarewa, mjr. Starowojta, łącznościowca ppłk. Kurbatowa, ppłk. Raczibo, ppłk. Burda, ppłk. Eliseewa, mjr. Antoszczina. 

Dla upamiętnienia zwycięstwa i uhonorowania najwybitniejszych żołnierzy w walkach o opanowanie miasta Noyshtettin, Prehlau, rozkazuję: Dzisiaj , 28 lutego o godz. 21 w stolicy naszej Ojczyzny w Moskwie, w imieniu Ojczyzny dzielni żołnierze z 2 Frontu Białoruskiego zostaną uhonorowani dwunastoma artyleryjskim salwami ze 124 karabinów. (...) Wieczna chwała Bohaterom poległym w walce o wolność i niepodległość naszej Ojczyzny! Śmierć niemieckim najeźdźcom! Wódz naczelny marszałek J. Stalin. (tłum. z oryg. jg)

Chcąc przybliżyć tamte dni, proponujemy naszym Czytelnikom fragment pamiętników świadka tamtych wydarzeń, Tadeusza Czajkowskiego, przebywającego tutaj na robotach przymusowych. Wspomnienia nieżyjącego już Tadeusza Czajkowskiego publikowaliśmy na tych łamach w 1995 roku. Wtedy swoje pamiętniki udostępnił nam sam Autor, który w 1940 roku z łapanki w Żyrardowie trafił do zupełnie obcego Neustettina. 

Przedstawiamy także fragmenty pamiętników sporządzone przez dwóch mieszkańców niemieckiego Neustettina – Szczecinka. 

Ze wspomnień Tadeusza Czajkowskiego.

(...) 26 lutego 1945 roku obserwujemy ucieczkę wielu Niemców, którzy nie uciekli z pierwszą falą, albo którzy w międzyczasie powrócili do Szczecinka. Ulice miasta opustoszały. Barykady uliczne budowane przez własowców od lipca 1944 r. zostały zamknięte i obstawione wojskiem. W oczach nielicznych pozostałych cywilów, widać lęk i niepewność. 

Wehrmacht w panterkach, żołnierze spokojni, ale zmęczeni. Uzbrojeni byli raczej słabo. Dużo zwykłych karabinów u żołnierzy, ale również dużo pistoletów maszynowych i pancerfaustów. W Szczecinku w tym czasie nie widziałem ani czołgów, ani dział, ani granatników. Za miastem w stronę Barwic i Koszalina – bunkry. Przecież to Wał Pomorski.

Mieliśmy jak najgorsze przeczucia. Ale uciekać mimo wszystko nie zamierzaliśmy. Pięć lat niewoli, to chyba gorsze jak więzienie. Woleliśmy ryzykować piekło frontu i szturmów, niż wędrować po świecie i tak nie będąc pewnym swojego jutra. 

Wieczorem 26 lutego jedna z trzech sióstr mieszkających w tej samej oficynie Fraulein Mari przyniosła mi kartę od komendanta miasta, żeby stawić się 27 lutego 1945 roku o godz. 19.00. Do komendantury szedłem trochę z duszą na ramieniu, bo nie wiedziałem po co mnie wzywają. Komendantura wojskowa mieściła się wtedy w budynku administracyjnym (dawne zakłady Polam) przy ul. 28. Lutego. Po drodze byłem dwukrotnie kontrolowany przez żandarmerię. Ale mając kenkartę i przepustkę do komendanta dotarłem bez przeszkód. W komendanturze wręczono mi pismo zalecające i służące zarazem jako przepustka dla trzech osób na wyjazd do Angermünde. Wyjechać mieli ze mną koledzy Polacy, z którymi pracowałem. Okazało się, że Herr Nagel nasz pracodawca, miał długie ręce i aż zza Berlina wyciągnął je po nas. 

Po powrocie do mieszkania pokazałem kolegom pismo – rozkaz wyjazdu pociągiem towarowym ze stacji Szczecinek o godz. 5 rano. 

Po spakowaniu walizek wieczorem nie kładliśmy się spać. Wieczór był cichy i ciepły, nie było wcale śniegu. Miasto sprawiało wrażenie wymarłego, ale wszystkie urządzenia miejskie działały – był prąd, woda i gaz. Zaciemnienie było idealne. Na wschodzie było jasno, nie wiedzieliśmy, czy to była zorza, czy też łuna od pożarów. Samoloty nie latały. (...)

Wprawdzie wszyscy byliśmy przygotowani do ofensywy Armii Czerwonej, ale to przyszło tak nagle i niespodziewanie. Pomyślałem sobie, że chyba nasz pociąg towarowy, którym mieliśmy jechać w głąb Rzeszy, albo już odjechał, albo już nigdy ze stacji nie odjedzie, a my nigdy naszych panów Nagli, ani też miasta o pięknej nazwie Argenmünde nie ujrzymy. (...)

Byłem ciekawy, co się dzieje w mieście. Na dole w sieni natknąłem się na trzy siostry Niemki, nasze sąsiadki. Wszystkie były obładowane bagażami i zachęcały mnie gorąco żeby uciekać z miasta, póki czas, bo miasto będzie się bronić do ostatka. Nie wierzyłem w długą obronę Niemców sądząc po ich uzbrojeniu i duchu walki. Sąsiadki grzecznie pożegnałem i odprowadziłem je na Bismarckstrasse 49. 

Typowo wojenny widok przedstawiała Bismarckstrasse. Całą szerokością płynął na zachód tłum kobiet, dzieci, wojska i różnych pojazdów. Ludzie uciekali donikąd. Przypominało mi to rok 1939, żal mi było tych ludzi, szczególnie kobiet i dzieci. Natomiast z satysfakcją patrzyłem na uciekających tchórzliwie sojuszników belgijskiego blonddywizjonu. (...) 

Była godz. 9.00 kiedy wyjrzałem na ulice po raz drugi. Uciekinierów już nie było, a ulica była pusta. Tylko na jezdni i chodnikach walały się szmaty, tobołki, papier i uszkodzone wózki. We wnękach domów zza ścianką wjazdu do browaru i za barykadami na (dz.) ul. Wyszyńskiego i ul. Armii Krajowej szczelnie już zaciągniętymi wózkami z kamieniami, drzewem i workami z piaskiem, stali z przygotowaną bronią żołnierze. Uzbrojeni byli słabo, kilku z nich posiadało zwykłe karabiny ale dużo było pancerfaustów. Żadnej ciężkiej broni w rejonie browaru Niemcy nie mieli.(...)

Ponieważ wokół nas wzmagała się strzelanina zabraliśmy walizki i rzeczy osobistego użytku i zeszyliśmy do kotłowni w piwnicy czekając co będzie dalej. W śródmieściu w okolicy browaru był względny spokój. Po ciężkich wybuchach dział lub min, dochodzących od strony jeziora, zorientowaliśmy się, że tam poszedł główny nacisk nacierających wojsk radzieckich, które prawdopodobnie okrążyły miasto ze wszystkich stron. (...)

Była godz. 13 może 14. po względnej ciszy wokół naszej posesji, przerywanej tylko od czasu do czasu seriami broni automatycznej rozszalała się burza ognia artyleryjskiego. Byłem w tym czasie w piwnicy od strony Wyszyńskiego 49. Wyglądnąłem przez zamknięte okienko ciekawy co tam się dzieje. Trafiłem na moment, jak zaczęły się rwać pociski artyleryjskie. Jeden z pierwszych trafił w tzw. Jagdhaus stojący naprzeciwko. Widziałem błysk ognia, dużo lecących cegieł, kamieni, kurzu i brzęk wybijanych szyb wystawowych. (...)

Oto nagle całą szerokością ulicy wali tłum żołnierzy. Brudni, oberwani, wielu z nich w gumowych butach, w ciemnozielonych płaszczach z pepeszkami w rękach, ale weseli i zwycięscy. Ulica napełniła się gwarem i nawoływaniem, w innym niż dotychczas słyszanym języku, jakże po tylu latach długiej niewoli bliskim. 

Niniejsze fragmenty pamiętnika zostały opublikowane w 89 numerze Tematu z 24 lutego 1995 roku.

 

Ostatnie dni

Fragment wspomnień Hansa Edgara Jahna („Temat” nr 506)

Zimą 45. roku Rosjanie znajdowali się od około czterech tygodni w odległości mniej więcej 12 - 14 kilometrów od miasta. Prawdopodobnie wróg myślał, że Neustettin jako twierdza będzie silnie broniony. Obok rozbudowy już istniejących umocnień w pobliżu miasta rozpoczęto kopanie głębokich rowów przeciwpancernych. Zmuszano do tego cywilną ludność. Ten przymus dotyczył nie tylko mieszkańców miasta lecz również mieszkańców prowincji przebywających w Neustettin, kobiet i mężczyzn bez względu na zawód i pozycję społeczną. A to oznaczało ogólną niechęć, szczególnie kobiet, dla których kopanie rowów było zajęciem nazbyt ciężkim. W ogóle nastrój wśród ludności był przygnębiający, i współgrał z nastrojami napływających z dalekiego wschodu uciekinierów. 

Uciekinierzy przynosząc złe wiadomości przybywali również ze swoimi zmarłymi w drodze, których (po uzyskaniu zgody zarządu miejskiego) chowali w Neustettin. Zwłoki znajdowano także porzucone wzdłuż dróg. Administracja, a szczególnie NSDAP, szukała w tych ostatnich dniach jakiś sposobów na poprawę nastroju ludności. Wiele osób wybierało się już w drogę i nie można było tego uniknąć. W trosce szczególnie o kobiety i dzieci, przygotowano miejsca postoju w dalszych miejscowościach. Jak się wkrótce okazało, wracali stamtąd do miasta przed zbliżającymi się Rosjanami. Ludzie jeszcze wierzyli, że pomocy udzieli im dywizja pancerna, która miała nadejść z Kurlandii. Ale nigdy nie nadeszła.

Rozkaz opuszczenia miasta nadszedł ostatniego dnia lutego, skoro świt. W spichrzach pozostało zboże. 27 lutego 1945 roku ludzie opuścili swoje miasto. Rozpoczęła się ucieczka. Do tego czasu wolna pozostała jeszcze droga nad jeziorem, w kierunku Barwic. Rosjanie ostrzeliwali miasto i uciekinierów. W przeddzień ewakuacji do miasta przybyła jednostka dywizji SS, która we wczesnych godzinach rannych następnego dnia, nie podejmując żadnych działań zbrojnych opuściła je. Podążali tę samą drogą na Barwice tyle, że prawą stroną zaś lewą - cywile. Dalsza droga prowadziła w kierunku Kołobrzegu bądź Świdwina. W dniu ewakuacji miasto dosięgły pociski artylerii. Zginął trafiony pociskiem właściciel Hotelu Keun. Z zarządem miasta, moim samochodem, jechaliśmy z tyłu kolumny pieszych, wolno posuwając się do przodu. 5 marca zatrzymaliśmy się w Greifswaldzie. 

Biorąc pod uwagę jak niewystarczające były środki na rozbudowę umocnień, ówczesna administracja wojskowa, według mojej wiedzy, przygotowała blokady dróg, na których wróg powinien się zatrzymać. Taki był zasadniczy cel – zatrzymać wroga, żeby dać czas ludności cywilnej na opuszczenie miasta. Mimo, że rozkaz opuszczenia miasta dotyczył całej ludności, to jednak, mimo grożącego niebezpieczeństwa, pewna część wróciła do Neustettin. W mieście przebywała również ludność z okolicznych miejscowości w sumie ok. cztery tysiące. Przeżyli potem ciężkie dni i musieli opuścić swoje domy.

Tagebuch

Zapiski anonimowego autora, mieszkańca Neustettin (Temat” nr 484) 

1 marca, czwartek

Moja piwnica będzie przeszukana. Nie ja jestem ważny, ale mój zegar, moje buty z cholewami, siekiera i topór. Szukali złota i wódki. Potem podpalili dom Tietz, Mahnke und Schlack. Sklepy Schwanke und Stebnerzostały splądrowane. Okazywanie gniewu nie ma sensu. Wieczorem przyniosłem naprawiony zegar ścienny jako namiastkę ukradzionego zegara z piwnicy. Żywności mam na tydzień. Od środy nie ma gazu i prądu. Woda tylko w studni. Z oddali grzmi front. Na zewnątrz szaleje wichura i pada deszcz.

3 marca, sobota

Przez cały dzień słychać strzelaninę w mieście.

4 marca, niedziela

Co było do ukradzenia z domów, odjechało samochodami. Rzeczy, których nie zabrano zostały bezsensownie zniszczone. Wodę przynoszę już drugi dzień z Niesedop (Niezdobnej). W stajni znalazłem trochę paszy dla kozy. Zastrzelony został właściciel drogerii Knoop. Razem z nim spadły 2 centymetry świeżego śniegu.

5 marca, poniedziałek

Pompa przed Preussenhof nieczynna. Po wodę znowu do rzeki. Całkowicie spalone domy Ewald i kawiarnia Keisera. Wszystkie szyby wystawowe rozbite.

6 marca, wtorek

Moje mieszkanie zostało zajęte przez oficerów z ich babami - wielka biesiada. Pada grad.

7 marca, środa

Rosjanie zdemontowali w domu aparat telefoniczny. Kończy się niedostępna żywność, przebieram znaleziony groch.

9 marca, piątek

Pani Kuchenbecker i kamieniarz Koslowski są jeszcze w mieście. Dla Niemców zostało utworzone robocze komando. Rano powinien być wydawany chleb. Na rynku pożar – to płonie dom obok apteki. Przed Preussenhof szyld z napisem „Komendantura”. W Neustettin jest jeszcze panna Unger.

10 marzec, sobota

Dzisiaj wszyscy Niemcy muszą się zameldować w magistracie. Słyszałem, że jest jeszcze 1000 mieszkańców w mieście. Połowa z nich zamiata ulice. Przed czterema dniami umarł sędzia sądu powiatowego Lewin. Żyje jego żona. Również Auguste Bandow i pani Stahr. Spalone są kawiarnia, dom Patzke, Zutz, stara apteka, sklep obuwniczy Hass itd. Dom i mieszkania obok mnie ze sklepem całkowicie ograbione. Patzke i jego żona rozstrzelani. W mieście jest małżeństwo Peck z Hertzberg i panna von Bonin, rodzina Kuchenbecker i Wolfermann są w Hammerstein (Czarne). Stebner rozstrzelany. O 17 dzielenie chleba. Trzy osoby na jeden darmowy chleb. Piekarz Plato jest dobrze przygotowany. 

Niedziela, 11 marca

Musimy przestawić nasze zegary na rosyjski czas o dwie godziny do przodu. Komendant wydał rozkaz Niemcom do stawienia się o godzinie 12 w teatrze związkowym z każdego domu albo z każdej rodziny po jednej osobie. Powiedział, że każdy może poruszać się po ulicy - plądrowanie jest zakazane, podobnie palenie rzeczy. Spotkałem Graul`a i pastora Pietsch`a. Od Trappa dowiedziałem się, że pochował w swoim ogrodzie żonę i syna. Idę do pana Pommeranz`a i dostaję cały chleb. On ma od kilku dni chleb, którzy otrzymał od Rosjan. Ten chleb piekł piekarz Plato. Zniknął Schlack i jego dom został spalony. Pani Scheunemamm jest jeszcze w mieście. Pani Isennhagen, której mąż został deportowany, informuje, że Niemcy nie mogą posiadać zegarów. Dokładnie o godzinie 15 będzie dzielone darmowe mięso między Niemców. Dostaję łącznie 10 funtów z łojem. Pani Pommernaz ostatni raz upiekła mięso. O obozie wojennym nikt nic nie wie. Los Niemców powoli staje się wiadomy. Kupiec Kaufmann został zastrzelony. Wieczorem powracają do miasta pierwsi uciekinierzy. Zawrócili przed frontem.

Środa, 14 marca

Od jakiegoś przechodnia dowiaduję się, że ostatni pociąg z uciekinierami z Neustettin dociera tylko do Gramenz (Grzmiąca). Po południu idę znowu ulicą Königstrasse (dz. ul. Boh. Warszawy). Mieszkania zniszczone. Na ulicy spotykam inżyniera Stahla. Kupiec Kruger i Kuchenbecker powinni być już w transporcie do Rosji. Naoczni świadkowie relacjonują, że żona dr Knauta i jej siostra źle to znoszą. Do pastora Pietscha przyszedł wczoraj pijany Rosjanin i wymachiwał do niego pistoletem. Przyszedł Trapp, uderzył Rosjanina i odholował go do komendantury w Preussenhof. Następnie przekazał swojego Iwana, wskazując komendantowi na pistolet w jego ręce. Komendant śmiał się i wysłał pijaka na front. Komendant wyjaśnił jak Neustettin był zdobywany. Tylko obok ogrodnika Schmita widział jedną barykadę, którą zniszczyły dwie salwy.

Piątek, 16 marca

Stahl przyszedł i szukaliśmy ratuszowego zegara. Wiedziałem, że dam sobie radę. Powiedziałem do Stahla: Niech wszystko zostanie jak jest, najpierw zobaczę czy zegar chodzi. Popchnąłem wahadło i zobaczyłem, że zegar chodzi. Potem wspiąłem się na wieżę zegarową i obejrzałem Neusttetin z góry. Potem zatrzymałem zegar, była godzina 10 rano, a według rosyjskiego czasu to 12. To było prawie 20 dni, że nikt w Neustettin nie wiedział, która jest godzina. Ktoś, kto będzie pisał kronikę tego czasu, na pewno wspomni że G.H. przywrócił go na właściwą drogę. Potem złożyłem meldunek burmistrzowi w tej sprawie i poszliśmy w końcu do Lingka na obiad. O godzinie 3 chciałem dostać mięso, ale już było po wszystkim, więc dopiero rano. Między 3 a 4 idę jeszcze do Lingka i dostaję chleb i maszynkę kuchenną. Wracając spotykam siostrę pisarza sądowego Lewinsa, pannę Westphal i pannę Gohlke. Kiedy mijam po drodze Schwanke-Tietz widzę setki jeńców wojennych, wśród nich Kuchenbecker i Wolfert. Przed domem Schwanke spotykam panie Kuchenbecker i Wolfert. Uciekinierzy powoli wracają, również pani Koch przyszła dzisiaj. Spotkałem dzisiaj żonę p. Gehrke w fabryce maszyn Jahnke. Jego żona została przez Rosjan zawrócona.

Sobota, 17 marca

Wczoraj spotkałem na Roonstrasse (dz. ul. E. Plater) Rosjanina. Miał dwa niemieckie karabiny. Zapytał, jak działają. Wyjaśniłem. Rozstaliśmy się w przyjaźni. Podarował mi swój tytoń. Muszę zająć się Lingkiem, ma wprawdzie 72 lata, ale wygląda na młodszego i silniejszego i obawia się, że wywiozą go do Rosji. Dziś sobota, uruchomiłem zegar, chodził niestety tylko dwie godziny. Muszę go jeszcze raz obejrzeć. Potem byłem u stolarza p. Pommeranz`a - był chory. Odwiedził go dr Beske, ale nie mógł mu nic przepisać, bo wszystkie trzy apteki zostały zniszczone i splądrowane. Panna Schulz, Brunnemann, Erbguths mieszkają razem. Miałem dziś odwiedziny – dostałem coś do jedzenia. Przyszła do mnie również panna Schlachthof Vogt. Mówi się, że ciastkarz Erbught Lotze i Hedke (zięć Odericha) mogą być rozstrzelani. Oderich dostał ode mnie duży kawałek sera. 

tłum. Małgorzata Kotwa                                                         

(jg)

reklama

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Kultura & Hobby

przesuń góradół

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Cuda-nad-jeziorem-Dzicze

poprzedni miesiąc April następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

9 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %