Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26031 dostępnych artykułów i 1411 ogłoszeń

Tuesday 28 lutego, imieniny Teofila i Makarego

Osób online: 76

Historia

Cmentarne wzgórza

2016-11-17 11:46:00 | ostatnia aktualizacja: 2016-11-18 14:14:35

foto

artykuł ukazał się 10.11 w tygodniku Temat

Sądząc po nagrobkach, szczecinecki cmentarz ma najwyżej 40-50 lat. Te najstarsze, jeszcze murowane powstały w latach 50. Potem nastała epoka lastryka – to lata siedemdziesiąte i wreszcie współczesne, znacznie bogatsze jeśli chodzi o wartość użytego na ich budowę materiału. 

Dramatem nie tylko szczecineckiego cmentarza jest to, że stare groby są z całą bezwzględnością usuwane. Wynika to z obowiązującego prawa, w myśl którego po 20 latach, jeśli opłata nie zostanie wniesiona, nagrobek należy wyburzyć. Ponieważ opłaty są drakońsko wysokie, nic dziwnego, że na wyasygnowanie takich kwot wielu po prostu nie stać. Tym bardziej, że dotyczy to z reguły ludzi starszych, a więc z niskimi dochodami. 

Efekty tego rodzaju polityki są po prostu przerażające. Praktycznie nie ma już nie tylko nagrobków najstarszych, a więc mieszkańców niemieckiego Neustettin’a, ale nawet pierwszych polskich mieszkańców Szczecinka. 

Ironią losu jest i to, że na cmentarnym lapidarium zgromadzono jedynie fragmenty nagrobków niemieckich. Pośród nich nie ma ani jednego z powojennym polskim rodowodem! Ironicznie można skonstatować, że tak to właśnie władze dbają o nasze – polskie dziedzictwo Szczecinka, co zresztą widać także po zbiorach tutejszego muzeum. 

Czy może być inaczej? Kto nie wierzy niechaj zobaczy warszawskie Powązki, krakowski Salwador a poza granicami polskie cmentarze na naszych dawnych Kresach, wileńską Rossę, czy lwowski Łyczaków. Jakoś nikomu tam do łba nie strzeli, aby stare nagrobki wyburzać.

Należący do najładniejszych na Pomorzu szczecinecki cmentarz położony jest na czterech wzgórzach. Najwyższe to te od strony ul. Lipowej i Słupskiej. Na XIX wiecznej mapie sztabowej widnieje jego nazwa – Ritzig Berg, co na nasze można przetłumaczyć jako Draśnięta Góra. 

To właśnie tutaj znajduje się najstarsza część nekropolii, której popoczątki sięgają 1842 r. To właśnie wtedy zaprzestano pochówków na cmentarzu przy kościele św. Mikołaja i na Wzgórzu św. Jerzego. 

Pierwotnie  cmentarz ograniczał się do czterech kwater (dwie alejki) zajmujących połowę powierzchni wierzchołka Draśniętej Góry. 

Drugim wzgórzem jest to, na szczycie którego znajduje się kaplica. Kaplicę wybudowano na początku XX wieku. To właśnie na jej zewnątrzych ścianach umieszczono w 1909 r. przeniesione tutaj z  rozebranego w tym czasie kościoła św. Mikołaja tablice epitafijne. Tylko jedna, ta najbardziej dekoracyjna z 1621 r., poświęcona Dorocie Westreglen,  trafiła do kościoła Mariackiego i jest tam do dzisiaj. 

Wszystkie pozostałe na początku lat 60. wykuto i zniszczono traktując je jako podbudowę dróg. W podobny barbarzyński sposób, potraktowano także wszystkie niemieckie nagrobki na terenie całego cmentarza. Pozostawiono jedynie te, do których był utudniony dostęp.  Chodzi, o te znajdujące się na mocno w tym czasie zarośniętym krzewami i drzewami stoku od strony dzisiajszej bazy PKS. Ze zdruzgotanych nagrobków wykonano m.in. podkład pod jezdnię po wykopach, związanych z budową kanalizacji w ul. Limanowskiego, Kamińskiego i Matejki.  Nagrobki posłużyły także do budowy betonowego nabrzeża jez. Trzesiecko od miejskiej plaży przy ul. Mickiewicza do wysokości I LO. Niewielką część kamiennych postumentów pod tablice nagrobne użyto jako obramowanie parkingu przy dz. rondzie na skrzyżowaniu ul. Lipowej z Jana Pawła II. 

Kolejne wzgórze, na którym pierwsze, ale jeszcze bardzo nieliczne pochówki pojawiały się w latach 30. XX w. to wzniesienie pomiędzy torami kolejowymi a Wilczym Kanałem. W pierwszych latach powojennych była to najbardziej zaniedbana i zapuszczona część, do której nikt, nigdy się nie zapuszczał.   

Czwartym cmentarnym wzgórzem jest Góra Wisielców. Jej wierzchołek dzisiaj wyznacza wysoki maszt telefonii komórkowej, a jeszcze do niedawna przekaźnik II Programu Polskiego Radia. Góra Wisielców, albo inaczej Szubieniczne Wzgórze, od niepamiętnych czasów była miejscem pracy miejskiego kata. 

To tutaj wieszano różnej maści łotrzyków, bandytów i złodziei. Ponieważ kara miała być czynnikiem odstraszającym, średniowiecznym zwyczajem po wykonaniu wyroku, ciał skazańców nie zdejmowano z szubienicy. Dyndające na stryczkach ciała nieszczęśników, po paru dniach stawały się żerowiskiem dla ptaków. 

Dodajmy, że od niepamiętnych czasów północny stok służył mieszkańcom jako wyrobisko żwiru i piasku. Pierwsze pochówki na tym terenie zaczęły się dopiero pod koniec lat 30 XX wieku. To właśnie w tamtym czasie pojawiła się istniejąca do dzisiaj na osi północ-południe nowa alejka z kamiennymi schodami prowadzącymi na szczyt góry. Archiwalne zdjęcie pochodzi właśnie z tego okresu. Na szczyt prowadzi główna aleja z prostopadle do niej wytyczonymi tarasami. W tamtych czasach pod nagrobek przeznaczano znacznie większą powierzchnię niż w tej chwili.  Widać to wyraźnie na zdjęciu. Pomiędzy wydzielonymi do pochówków miejscami posadzono również pojedyncze krzewy.   Układ przestrzenny z tamtych lat przetrwał do naszych czasów i do dzisiaj jest w miarę czytelny. 

Wróćmy jednak do XVI wieku. To właśnie wtedy Wisielcza Góra stała się także miejscem, na którym zapłonęły stosy. Zbiegło się to z przyjęciem na Pomorzu protestantyzmu. Uczynił to sejmik w Trzebiatowie w 1534 r. W Polsce tego rodzaju procesy były zjawiskiem raczej marginalnym. Za to wprost niezwykłą popularnością stosy cieszyły się w protestanckich krajach niemieckich. To wtedy, w niewypowiedzianych męczarniach ginęły tutaj kobiety, a także, ale w znacznie mniejszej ilości  mężczyźni posądzeni o uprawianie czarnej magii. 

Palenie czarownic i czarowników poprzedzone były sądowym procesem. Ówczesnym zwyczajem podczas śledztwa i przesłuchań stosowano tortury. Sądowe męczarnie były stopniowane i zależały od wagi oskarżenia. Podsądnych przesłuchiwano w tzw. torturiach – specjalne przysposobionych pomieszczeniach ratusza. W przypadku szczecineckiego ratusza była za to izba więzienna i być może, to właśnie tam odbywały się przesłuchania. 

Metody uzależnione były od kwalifikacji oprawców i wyposażenia ich „warsztatów”. 

Przykładowo głowę gnieciono tzw. „czapką pomorską”. Były to dwie blachy stopniowo zaciskane przez śruby. Stosowano również tzw. „kolczaste sznurówki”, czyli kaftan z kolcami. Nie mniej bolesnymi torturami było przypalanie gorącym żelastwem lub po prostu świecami. Do najcięższych męczarni należały tzw. „hiszpańskie buty”, które stopniowo gniotły i łamały nogi. Inną, bardzo okrutną metodą było „pociąganie”, polegajace na rozciąganiu ciała za pomocą skręconych lin.

Kulminacją tego rodzaju przesłuchań był proces sądowy, zwyczajowo z wyrokiem śmierci. Po odczytaniu wyroku, skute łańcuchami osoby, zapewne w asyście wrzeszczącej gawiedzi, poprzez Bramę Pruską prowadzono na peryferyjnie leżące Szubieniczne Wzgórze. Zarówno procesy jak i egzekucje cieszyły się olbrzymim powodzeniem. Osoby zajmujące się magią, były posądzane o spowodowanie różnych nieszczęść wobec sąsiadów – stąd zapewne na to społeczne przyzwolenie.

Szczecinek w tej ponurej statystyce zajmował na Pomorzu jedno z pierwszych miejsc. Z  pewnością z takim Quedlinburgiem, w którym w ciągu tylko jednego dnia stracono 133 kobiety, nasze miasto plasowało się na dość dalekich - używając sportowego określenia – pozycjach.

Szczecineckie Wisielcze Wzgórze swoje „złote lata” przeżywało w okresie od 1581 do 1592 roku. Historycy twierdzą (w tej mierze zdania są podzielone), że w tym miejscu życie straciło 29 osób w tym dwóch mężczyzn, a w całym powiecie aż 49 osób płci obojga. Ofiarami byli ludzie różnego stanu i wieku.

Jerzy Gasiul 

reklama

Proszę Zaktualizować Plugin Flash Player/. Wymagana jest wersja 9.0.28 lub nowsza.

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Szczecinek-w-lutym-2012

Szczecinek w lutym 2012

Szczecinek w lutym 2012. Foto: U. Roik

zobacz pozostałe »

poprzedni miesiąc February następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

8 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %