Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26640 dostępnych artykułów i 1190 ogłoszeń

Saturday 29 kwietnia, imieniny Piotra i Pawła

Osób online: 98

Historia

Na tym wzgórzu w Szczecinku egzekucje cieszyły się olbrzymim powodzeniem

2016-11-05 09:14:00 | ostatnia aktualizacja: 2016-11-10 14:51:01

foto

Było to miejsce cieszące się ponurą sławą. U podnóża Wisielczej Góry prowadził szlak do miejskiego majątku Fiedrichshof – dzisiejszego Godzimierza. Tą dawną drogę najpierw przecięła linia kolejowa, a na początku XX stała się główną cmentarną aleją. W latach sześćdziesiątych góra została zwieńczona ustawionym na jej szczycie masztem radiowym retransmitującym na falach średnich II program Polskiego Radia. W tej chwili  po jego przebudowie jest to maszt telefonii komórkowej. Dodajmy, że  od niepamiętnych czasów północny stok służył mieszkańcom jako wyrobisko żwiru i piasku.

  Na północ od głównej alei rozciąga się drugie cmentarne wzgórze. Niemieccy mieszkańcy zwali je Ritzig Berg – Draśnięte, Przecięte(?) Wzgórze. Dzisiaj od jego północnej strony biegnie półkolem ul. Słupska, będąca przed wiekami głównym traktem prowadzącym do przeprawy na Gwdzie. Tyle w sprawie bardzo pobieżnej topografii szczecineckiego cmentarza rozpostartego w sumie na czterech wzgórzach. 

Wisielcze Wzgórze mające do dzisiaj dość obszerny i płaski szczyt, było od niepamiętnych czasów swoistym warsztatem pracy katów wykonujących wyroki śmierci. To tutaj wieszano na drewnianej szubienicy, różnej maści łotrzyków, rzezimieszków, bandytów i złodziei. Średniowiecznym zwyczajem po wykonaniu wyroku, ciał z szubienicy nie zdejmowano, ponieważ kara miała wzbudzać strach. Dyndające na stryczkach ciała nieszczęśników, już po paru dniach stawały się żerowiskiem dla ptaków. Szubienice z gnijącymi ludzkimi ciałami ówczesnym zwyczajem stały przy drodze dojazdowej do każdego nawet najmniejszego miasteczka. Tak też było w przypadku Szczecinka wszakże najważniejszym szlakiem to był właśnie ten prowadzący do przejścia granicznego na Gwdzie i dalej w kierunku krzyżackiej warowni w Człuchowie.

Szczególną popularność Wisielcze Wzgórze uzyskało pod koniec XVI wieku. Zbiegło się to z przyjęciem na Pomorzu (postanowienie sejmiku w Trzebiatowie w 1534 r.) protestantyzmu jako religii państwowej. To właśnie w tym czasie na wzgórzu zaczęły płonąć stosy, na których w męczarniach ginęły zarówno kobiety jak i mężczyźni posądzeni o uprawianie czarnej magii. Dzisiaj, to budzące niegdyś grozę miejsce, niczym specjalnym nie wyróżnia się od innych zakątków szczecineckiej nekropolii. 

  Jednym z niewielu dokumentów świadczących o istnieniu Wisielczego Wzgórza jest zachowany do dzisiaj plan miasta z 1844 roku. Wynika z niego, że mniej więcej w miejscu dzisiejszego ronda przy ul. Lipowej ulica (wtedy Pruskie Przedmieście) trakt kończyła się rozjazdem w kierunku Gwdy i Godzimierza. Pomiędzy nimi rozpoczynało się droga prowadząca na Ritzig Berg (Przecięte Wzgórze), na którym ulokowano nowy w tym czasie cmentarz komunalny. Warto przypomnieć, że cmentarz w tym właśnie miejscu powstał dopiero w 1842 roku tj. po zamknięciu cmentarzy na Wzgórzu św. Jerzego oraz w centrum miasta przy kościele św. Mikołaja. Na tym dawnym cmentarzu od kilku ładnych lat stoi galeria handlowa, w której jak twierdzą niektórzy, nocą starszy.

 Wisielcze Wzgórze zostało również utrwalone na trzech obrazkach zamieszczonych na notgaltach wydanych w 1923 roku. Notgeltami zwano pieniądze zastępcze wydawane przez niemieckie miasta w latach 1919-1925. W wyniku hiperinflacji z powodu braku niskich nominałów, miasta rozpoczęły drukowanie własnego zastępczego pieniądza. Tym sposobem powstawały całe serie, często poświęcone ważnym lokalnym wydarzeniom historycznym. Ponieważ walory były bogato ilustrowane, jeszcze długo po wyhamowaniu inflacji, cieszyły się pośród kolekcjonerów olbrzymim wzięciem.

  Wspomniana seria składa się z trzech kolorowych rysunków. Pierwszy z nich przedstawia tłuszczę z kijami, która przywlekła przed surowe oblicze sędziego i ławników, posądzaną o czary kobietę. 

Na drugim nominale o tej samej wartości, przedstawiona została rozprawa sądowa. Najprawdopodobniej jest to moment odczytywania wyroku, a może aktu oskarżenia. Sędzia odczytuje go na stojąco. Po obu jego stronach w dość niedbałej pozycji siedzą dwaj ławnicy. Na ławie oskarżonych lamentują skute łańcuchami trzy kobiety. Niechybnie czeka je okrutny los. Kat ubrany w czerwony uniform, niecierpliwie przebiera już nogami.

   Na trzecim nominale przedstawiona jest scena egzekucji. Na szczycie Wisielczego Wzgórza widać płonący stos, a na nim stojącą w płomieniach niewiastę. Jeden z pomocników kata podsyca ogień. Obok niego pastor w szatach liturgicznych odczytuje modlitwę. Po prawej dwóch miejskich pachołków wlecze skute łańcuchami trzy kolejne kobiety.

  Trzeba powiedzieć, że autor rysunku z topograficzną znajomością terenu bardzo wiernie przekazał wygląd Wisielczego Wzgórza. Po lewej stronie widać, że wzgórze służyło także jako wyrobisko piasku i żwiru. Jak wynika z podpisu w XV wieku spalono tutaj 49 osób posądzanych o praktykowanie czarnej magii.

Gwoli ścisłości należy dodać, że polowania na czarownice (w znacznie mniejszym stopniu dotyczyło to również mężczyzn) rozpoczęły się wraz z ogłoszeniem w 1484 roku przez papieża Innocentego VII bulli potępiającej zajmowanie się magicznymi praktykami - proszę nie mylić z Inkwizycją powstałą w 1215 roku. Fala procesów trwała aż do XVIII wieku i co tu dużo mówić, znalazła przyzwolenie społeczne. W Polsce tego rodzaju procesy były zjawiskiem raczej marginalnym. Za to wprost niezwykłą popularnością stosy cieszyły się w protestanckich krajach niemieckich.

Palenie czarownic i czarowników poprzedzone były sądowym procesem. Ówczesnym zwyczajem podczas śledztwa i przesłuchań stosowano tortury. Sądowe męczarnie były stopniowane i zależały od wagi oskarżenia. Podsądnych przesłuchiwano w tzw. torturiach – specjalne przysposobionych pomieszczeniach znajdujących się w podziemiach ratusza. Szczecinecki ratusz podziemi nigdy nie miał. Była za to izba więzienna i być może, to właśnie tam odbywały się przesłuchania. Metody uzależnione były od kwalifikacji oprawców i wyposażenia ich "warsztatów". 

Przykładowo głowę gnieciono tzw. "czapką pomorską". Były to dwie blachy stopniowo zaciskane przez śruby. Stosowano również tzw. "kolczaste sznurówki", czyli kaftan z kolcami. Nie mniej bolesnymi torturami było przypalanie gorącym żelastwem lub po prostu świecami. Do najcięższych męczarni należały tzw. "hiszpańskie buty", które stopniowo gniotły i łamały nogi. Inną, bardzo okrutną metodą był "pociąganie". Polegało to na rozciąganiu ciała za pomocą skręconych lin.

  Kulminacją tego rodzaju przesłuchań był proces sądowy z wyrokiem śmierci. Po odczytaniu wyroku, skute łańcuchami kobiety, zapewne w asyście wrzeszczącej gawiedzi, prowadzono na peryferyjnie leżące Szubieniczne Wzgórze. Zarówno procesy jak i egzekucje cieszyły się olbrzymim powodzeniem. Osoby zajmujące się magią, były posądzane o spowodowanie różnych nieszczęść wobec sąsiadów – stąd zapewne ich społeczne przyzwolenie.

  Szczecinek w tej ponurej statystyce zajmował na Pomorzu jedno z pierwszych miejsc. Z  pewnością z takim Quedlinburgiem, w którym w ciągu tylko jednego dnia stracono 133 kobiety, nasze miasto plasowało się na dość dalekich - używając sportowego określenia – pozycjach.

  Szczecineckie Wisielcze Wzgórze swoje "złote lata" przeżywało w okresie od 1581 do 1592 roku. Historycy twierdzą (w tej mierze zdania są podzielone), że w tym miejscu życie straciło 29 osób w tym dwóch mężczyzn, a w całym powiecie aż 49 osób płci obojga. Ofiarami byli ludzie różnego stanu i wieku.

 Jednym z najsłynniejszych procesów, stała się rozprawa przeciwko Elżbiecie von Dobersitz, żony byłego starosty szczecineckiego, posądzonej o rzucenie czarów na żonę księcia. Po ciężkich torturach w Szczecinie, została skazana na stos. Jako, że była szlachetnego rodu, uczyniono wyjątek i przed wrzuceniem jej do ognia najpierw nieszczęsnej kobiecie ścięto głowę. (jg)  

W artykule korzystałem z następujących opracowań:

"Dzieje Ziemi Szczecineckiej" Andrzeja Czarnika  - Wydawnictwo Poznańskie  1971 r. oraz "Obyczaje staropolskie" Zbigniewa Kuchowicza  -Wydawnictwo Łódzkie - 1977 r.

Ilustracje:

Ta seria szczecineckich pieniędzy zastępczych została wydana w 1923 roku. Autor rysunków sięgnął do lokalnej historii i formie komiksowej opowiedział o mrocznym XV wieku kiedy na stosach w Szczecinku i jego okolicach spalono w sumie 49 osób posądzanych o uprawienie czarnej magii.

reklama

Proszę Zaktualizować Plugin Flash Player/. Wymagana jest wersja 9.0.28 lub nowsza.

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Kultura & Hobby

przesuń góradół

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Cuda-nad-jeziorem-Dzicze

poprzedni miesiąc April następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

9 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %