Korzystając z tej strony, wyrażasz zgodę na użycie plików cookie zgodnie z obecnymi ustawieniami Twojej przeglądarki. Więcej tutaj. [X zamknij]

Temat Szczecinek


26581 dostępnych artykułów i 1299 ogłoszeń

Monday 24 kwietnia, imieniny Grzegorza i Aleksandra

Osób online: 59

Aktualności

Jedni polują, drudzy chodzą pod ich lufami

2017-02-03 13:43:00 | ostatnia aktualizacja: 2017-02-03 14:54:14

foto

Przeciwnicy łowiectwa coraz bardziej stanowczo domagają się zaprzestania bądź ograniczenia polowań do absolutnego minimum. W ostatnim czasie w całym kraju popularne stały się tzw. blokady polowań, organizowane przez obrońców zwierząt. W kilku takich wydarzeniach brali także udział mieszkańcy Szczecinka i pobliskiego Czarnego. Czy rzeczywiście polowania są potrzebne? A może to obrońcy zwierząt, utrudniając myśliwym pracę, „walczą z przyrodą”?

Polowanie to rzeź

Jedna z pierwszych blokad, w której uczestniczyli członkowie Inicjatywy na Rzecz Zwierząt Basta, w tym mieszkańcy Szczecinka i Czarnego, miała miejsce kilka tygodni temu niedaleko Kołbaskowa. Wtedy udało się zablokować tzw. Hubertusy, które jedno z kół myśliwskich zorganizowało w obrębie popularnej ścieżki turystyczno-rowerowej. Potem były już kolejne blokady.

- Po co to robimy? Żeby uświadomić ludziom, czym tak naprawdę jest polowanie – wyjawia nasz anonimowy rozmówca, mieszkaniec Szczecinka. - Robimy to po to, by nie zabijano niepotrzebnie zwierząt. Myślistwo w dzisiejszych czasach to zbytek. Okrucieństwo. Mówienie o jakiejkolwiek regulacji czy selekcji to głupota. Po co zabijać jelenie albo sarny? Nie lepiej zostawić to naturze? Przyroda, jeśli ją zostawimy w spokoju i damy jej trochę czasu, sama zadecyduje, które gatunki oraz które zwierzęta są silniejsze i przetrwają. 

- Polowanie to rzeź – dodaje nasz rozmówca. – Są różne formy polowań, ale najgorsze to polowania zbiorowe. Myśliwi najpierw specjalnie płoszą zwierzęta, a one potem przerażone biegną prosto na ustawionych w rzędzie myśliwych. Biegną prosto na śmierć. Nie mają szansy na to, żeby się ukryć albo obronić. Chcemy uświadomić ludzi, co te zwierzęta czują i jak to naprawdę wygląda.

 

Las należy do wszystkich

Zdaniem naszego rozmówcy, inną sprawą jest to, że polowania są groźne dla wszystkich użytkowników lasu. Jak podkreślił, nie może być tak, że jakieś często uczęszczane szlaki turystyczne są zamknięte, tylko dlatego, żeby myśliwi mogli strzelać do zwierząt. Dodał, że las to nie teren prywatny i jest własnością wszystkich.

Jak wygląda taka blokada polowania? – Zbieramy się i idziemy na spacer do lasu. Tak po prostu – wyjawia nasz rozmówca. – Nikt nam przecież nie może tego zabronić. Spacerujemy sobie, rozmawiamy, przy okazji zbieramy pozostawione w lesie śmieci. Dla własnego bezpieczeństwa jesteśmy oczywiście ubrani w kamizelki odblaskowe. Nie jesteśmy oczywiście zablokować całego terenu łowieckiego. Ale co możemy, to robimy. Na pewno parę istnień ocaliliśmy. Osobiście uczestniczyłem w trzech tego typu blokadach. W trakcie dwóch myśliwi nie upolowali niczego. 

Z reguły jest spokojnie…

Jak reagują na to, co robimy, myśliwi? Z reguły spokojnie – opowiada nasz rozmówca. – Ale też są nerwowe sytuacje i ostra wymiana zdań. Wtedy wzywana jest policja, która spisuje jednych i drugich, i to wszystko. Raz się zdarzyło, że któryś z myśliwych zablokował mi drogę, żebym nie mógł pojechać za myśliwymi. To też jest ciekawe, że myśliwi mogą samochodem poruszać się po całym lesie, a ja, gdybym chciał podobnie, dostałbym mandat. 

- Czy tego typu blokady będą także w okolicach Szczecinka? Nic nie jest wykluczone. Wystarczy, że zbierze się odpowiednia grupa ludzi i tu też możemy spacerować – dodaje na koniec nasz rozmówca.

To walka z przyrodą

Kwestię blokad polowań zupełnie inaczej postrzegają myśliwi. Zdaniem Bernarda Ogrodniczaka, prezesa Koła Łowieckiego PZŁ „Ostoja” w Szczecinku, działania obrońców zwierząt szkodzą przyrodzie. – To nie jest walka z myśliwymi, tylko z przyrodą – podkreśla prezes. – Przykładowo, według rolników zwierzyny jest za dużo i trzeba ją zredukować. A jak to zrobić? Ekolodzy podnoszą kwestię, że natura się sama wyrówna. Nie da się tego tak zrobić. My weszliśmy w tę naturę. To rozbudowa miast, wsi, grodzenie przez rolników terenów, na których bytuje zwierzyna…

 - Drapieżniki? Aktualnie na naszym terenie jest jeden taki drapieżnik. To wilk. Np. niedawno niedaleko koło miejscowości Przyjezierze wilki zagryzły trzy jelenie i kozę. Ale nie ma innych drapieżników: niedźwiedzia, rysia. Kilka lat temu mieliśmy taką akcję: wpuściliśmy w łowisko 150 sztuk zająca. Nawet na niego nie polujemy, wręcz przeciwnie, chcemy, żeby ten gatunek w naszym otoczeniu występował. A tak nie jest, ponieważ jest za dużo dzikich kotów, psów, naturalnych wrogów. Może być tak, że niedługo niektóre gatunki zwierząt przestaną występować.

 

To nie sport

- Jeśli chodzi o polowania zbiorowe, jest to tzw. pędzenie – wyjaśnia dalej nasz rozmówca. – To metoda dopuszczona do polowań. Rzeczywiście, tę zwierzynę, tam, gdzie ona bytuje, goni się i się do niej strzela. Nie wiem jednak, czy to jest aż tak drastyczne.

- To też nie jest tak, że strzelamy do wszystkich zwierząt, które tylko podejdą pod lufę – podkreśla Bernard Ogrodniczak. - Są okresy ochronne, w których nie możemy polować: na dziki, sarnę, na jelenie… Są to terminy wypracowane od dziada pradziada. Nasze łowiectwo postrzegane jest w Europie, ale i na świecie, jako jedno z tych najbardziej zorganizowanych, ułożonych. Kiedy przyjeżdżają do nas myśliwi dewizowi są tym wszystkim zachwyceni. Że mamy taki szacunek, tradycje zwyczaje łowieckie... To nie jest tak że ludzie dostają broń i od razu strzelają. Muszą przejść całe przygotowanie, rok kursów, teorii, praktyki, a żeby strzelać do samców jelenia potrzeba 3 lat. Poza tym, my nie strzelamy, tylko dokonujemy selekcji. Dokonujemy wyboru, osobniki duże, zdrowe są zostawiane. 

- To nie jest tak, że my tę zwierzynę chcemy zabić za wszelką cenę. Jeśli ktoś uważa, że myślistwo to sport, jest w bardzo dużym błędzie. Mamy już teraz okresy ochronne. Nie strzelamy, ale często jeździmy do łowiska, dowozimy karmę, dokarmiamy, patrzymy, co się z tą zwierzyną dzieje. 

Niech posłuchają rolników

Zdaniem naszego rozmówcy, obrońcy zwierząt podchodzą do tematu polowań „zbyt płytko”. – Wiemy, że jest taka grupa ludzi – zaznacza prezes. – Niszczą nam często urządzenia łowieckie, piszą na ambonach, że myśliwi to mordercy i malują szubienice. Przemilczamy to. Robimy swoje. 

- Samo blokowanie polowania jest wręcz niebezpieczne. Pół biedy, gdy polowanie jeszcze się nie zaczęło. Ale gdy idzie naganka, a myśliwi nie widzą, że wchodzą ekolodzy, może dojść do tragedii. Takie polowania zawsze są przez nas zgłaszane: do nadleśnictwa czy danej gminy. Nam też chodzi o bezpieczeństwo ludzi. Zawsze staramy się polować na takim terenie, żeby ludzie wtedy tam nie przebywali: nie byli na grzybach, itp. 

- Ja nie widzę sensu takich blokad – podkreśla na koniec Bernard Ogrodniczak. – Co by było, gdyby taka blokada zorganizowana została na naszym łowisku? Nie wiem, jak do tego podeszłyby organy ścigania. Pewnie byśmy wezwali policję. Może dojść do niepotrzebnej wymiany zdań… Inna sprawa, że ten konflikt jest już zauważalny na linii ministerstw rolnictwa i środowiska. Ze względu na sugestie rolników podniesiono nam plany odstrzałów i ekolodzy się z tym nie zgadzają. A gdyby tak postawić ekologów i rolników naprzeciw siebie? Zobaczylibyśmy wtedy, jakie byłoby podejście obu stron, a my byśmy stali i patrzyli, co oni mają sobie do powiedzenia. 

Św. Hubert przestał polować

Temat trudno wyczerpać. – Bardzo chętnie stanęlibyśmy naprzeciw rolników – odpiera argumenty nasz wcześniejszy rozmówca, uczestnik blokad. – Strat w rolnictwie nie byłoby tak dużo, gdyby myśliwi nie dokarmiali zwierzyny tym, co sadzą rolnicy. Zwierzęta zawsze będą wchodziły w szkodę, ale przecież można wszystko tak zorganizować, żeby tych strat było jak najmniej. Kiedy leśnicy sadzą młody las, potrafią go odpowiednio ogrodzić. Podobnie jest z autostradami czy drogami szybkiego ruchu. Można je zabezpieczyć. A rolnik obowiązku stawiania ogrodzenia nie ma. Już nie wspomnę np. o środkach zapachowych, które odstraszają dzikie zwierzęta. 

- Kto płaci rolnikowi odszkodowania? – zastanawia się dalej nasz rozmówca. - Nie państwo, tylko koła łowieckie. To taka zabawa w kotka i myszkę. Ciekawe, jak by to wyglądało, gdyby państwo płaciło za straty wyrządzone przez dzikie zwierzęta w rolnictwie? Na pewno wymogi co do zabezpieczenia upraw byłyby większe. 

- Swojego zdania na temat myślistwa nie zmienię. Nie przekonują mnie argumenty o pięknej tradycji. Jeśli już patrzymy w ten sposób, to myślę, że myśliwi powinni brać przykład ze swojego patrona. Przecież św. Hubert po objawieniu nawrócił się i przestał polować – kończy argumentować nasz rozmówca.

 

foto główne: archiwum Tematu
fotogaleria: blokada polowania w Puszczy Bukowej pod Szczecinem
wideo: YouTube 

 

reklama

Żadna część jak i całość utworów zawartych w wydaniu internetowym "Tematu Szczecineckiego" nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny) włącznie z kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej / e-mailowej zgody redakcji Tygodnika.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Redakcji lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Serwisy tematyczne

Aktualności

Kultura & Hobby

przesuń góradół

Oferty pracy

pracuj.pl

Migawka fotografia dnia

Cuda-nad-jeziorem-Dzicze

poprzedni miesiąc April następny miesiąc

  • Nd
  • Pn
  • Wt
  • Śr
  • Czw
  • Pt
  • So
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30

Sonda

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak
Rzadko
Nie

Wierzysz lokalnym politykom?

Tak

9 %

Rzadko

13 %

Nie

78 %